Dowód w rękach pani Gudaliji

W minionym tygodniu zakończono wszelkie formalności i rodzina repatriantów ze Wschodu otrzymała wszystkie polskie dokumenty. Ostatnim z nich był dowód osobisty, który Gudalija Zamaletdinovawa odebrała w zeszły poniedziałek z rąk burmistrza Świdnika.
Świdnicka historia państwa Danileckich zaczęła się niemal dokładnie 4 lata temu, choć przygotowania do ich przyjazdu do Polski trwały o wiele dłużej. O przyjęcie rodziny z dalekiego Irkucka zabiegał radny Kazimierz Bachanek. Sprawa nie była łatwa, ponieważ władze gminy musiały zobowiązać się do zabezpieczenia mieszkania dla repatriantów i do pomocy materialnej rodzinie, zwłaszcza w pierwszym etapie ich pobytu w Świdniku. Radni nie mieli jednak wątpliwości, że warto taką decyzję podjąć i niemal równo 4 lata temu Walery Danilecki z żoną Gudaliją i synem Witaliuszem przyjechali do Świdnika.
– Dzięki państwu udało się mi spełnić marzenie mojego ojca. Teraz chcielibyśmy tu pracować i mieć normalne życie – tak Walery Danilecki dziękował radnym tuż po przybyciu do Świdnika.
Marzenia repatriantów się spełniły. Pan Walery pracuje w Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej, jego żona w Zespole Szkół nr 2. Ich syn uczy się w jednej ze świdnickich szkół.
– Świdnik jest miastem otwartym, chętnym do współpracy i pomocy. Posiadamy licznych zagranicznych partnerów, w tym kilku ze Wschodu – mówił burmistrz Waldemar Jakson, wręczając dowód pani Gudaliji. – Wśród tych partnerów jest też Raduń na Białorusi, na rzecz którego prowadzimy właśnie zbiórkę darów świątecznych. Chętnie wspieramy także Polaków z tak odległych zakątków świata, jak chociażby z Irkucka. Przed rokiem na wakacje przybyła stamtąd kilkunastoosobowa grupa młodzieży. I to z tego miasta, przyjechała do nas rodzina państwa Danileckich.
Repatrianci z dalekiej Syberii to druga polska rodzina zza wschodniej granicy, która osiadła w Świdniku. Wcześniej, 19 lat temu, w podobny sposób władze miasta pomogły rodzinie Żurawskich z Kazachstanu.
(kal)