Dramat psów w Bończy

Trzy zaniedbane, chore i głodne suczki uratowali wolontariusze Krasnostawskiej Grupy „Viva!”. Zwierzęta cierpiały w strasznych warunkach na terenie Domu Pomocy Społecznej w Bończy (gmina Kraśniczyn). Szybkiej pomocy wciąż potrzebują trzy pozostałe zwierzaki.
O dramacie psów trzymanych na terenie DPS w Bończy poinformowała nas Anna Żuk, koordynator krasnostawskiej „Vivy!”. – Do sklepu zoologiczno-wędkarskiego „Aza” przy ul. Czystej w Krasnymstawie przyszła klientka i poprosiła o pomoc – rozpoczyna opowieść Żuk. – Właściciele sklepu, Monika i Radek, członkowie naszej Grupy, to ludzie bardzo wrażliwi na cierpienie zwierząt, postanowili więc pomóc. Najpierw uzyskali zgodę w gminie na pokrycie kosztów sterylizacji suczek. Sprawa nie była łatwa, ale udało się. Potem poświęcając swój wolny czas, prywatnym samochodem, płacąc za paliwo z własnej kieszeni, wiele razy wspólnie jeździliśmy do Bończy. Zobaczyliśmy tam dramat psów: na małej błotnistej powierzchni otoczonej siatką przebywało sześć dużych zwierzaków. Miały do dyspozycji dwie rozlatujące się budy. Psami opiekował się podopieczny DPS, który nie umie czytać i liczyć, ma problemy psychiczne. Starał się na ile potrafi opiekować się tymi psami, ale nie zawsze mu to wychodziło – dodaje.
Najpierw udało się wolontariuszom „Vivy!” zabrać z Bończy dwie suczki. W gabinecie weterynaryjnym okazało się, że miały stany zapalne gruczołów mlekowych. Ich szczeniaki były najprawdopodobniej topione. – Po wyleczeniu zostały wysterylizowane i odwieźliśmy je z powrotem w to straszne miejsce. Obie suczki ogłaszaliśmy do adopcji, ale chętnych nie ma – mówi Żuk. Potem wolontariusze pojechali po kolejną suczkę. Okazało się, że to młody, śliczny psiak. Został wysterylizowany i już znalazł nowy dom. – Kilkanaście dni temu przywieźliśmy czwartą suczkę, być może siostrę poprzedniej. Suczka jest już po zabiegu sterylizacji i będziemy ogłaszać ją do adopcji. 10 września nasza wolontariuszka zabrała do siebie do domu kolejnego psiaka. W Bończy zostały więc w sumie trzy psy – informuje koordynatorka krasnostawskiej „Vivy!”. O dramacie zwierząt wiedział dyrektor DPS w Bończy, nic z tym, jednak nie robił. – Rozmawiałam z nim. Pracownicy DPS też są bierni w tej sprawie – podsumowuje Żuk. (kg)