Hesco-bastiony, dodatkowe posterunki wojska, obrona przeciwdronowa i nowe miejsca schronienia – tak ma wyglądać wzmocniona ochrona przejść granicznych z Ukrainą wg zapowiedzi wicepremiera i ministra MON Władysław Kosiniaka-Kamysza i szefa MSW Marcina Kierwińskiego składanych przed tygodniem w Dorohusku. Szkoda, że większość tych działań ruszyła dopiero wtedy, gdy zagrożenie przestało być teoretyczne.
We wtorek (22 września) na przejściu granicznym w Dorohusku spotkali się szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, minister MSWiA Marcin Kierwiński, wojewoda lubelski Krzysztof Komorski oraz przedstawiciele Straży Granicznej i wojska. Tematem była współpraca służb i zabezpieczenie granicy z Ukrainą.
Po ostatnich incydentach z dronami sześć przejść granicznych w województwach lubelskim i podkarpackim zostało objętych podwyższoną gotowością. Według ministra Kierwińskiego przygotowanie przejść i żołnierzy zajęło mniej niż dobę od podjęcia decyzji. Na miejscu pojawili się wojskowi, a saperzy zaczęli budować umocnienia z wykorzystaniem tzw. hesco-bastionów.
W Dorohusku takie zabezpieczenia powstały tydzień temu – na posterunkach przy wjeździe na przejście oraz wyjeździe w kierunku Ukrainy (pisaliśmy o tym na naszych łamach przed tygodniem). Mają zapewnić funkcjonariuszom osłonę w przypadku zagrożenia, w tym ataku z powietrza. Podobne rozwiązania mają zostać zastosowane również na innych przejściach w Lubelskiem: w Zosinie, Dołhobyczowie i Hrebennem.
Wojsko ma być bliżej granicy
Rząd zapowiada także rozwinięcie dodatkowych elementów obrony powietrznej, przeciwlotniczej, przeciwrakietowej i przeciwdronowej. Kosiniak-Kamysz podkreślał, że decyzje w tej sprawie zapadły tydzień wcześniej podczas odprawy u premiera Donalda Tuska.
Minister Kierwiński przekonywał natomiast, że przejścia graniczne z Ukrainą już dwa lata temu zostały uznane za infrastrukturę krytyczną. Przygotowano również procedury mające ograniczyć liczbę osób i samochodów znajdujących się jednocześnie na terenie przejścia. W razie zagrożenia ma to ułatwić ewakuację. Zapowiedziano też wyznaczenie punktów schronienia. Tam, gdzie potrzebne będą dodatkowe inwestycje, miejsca ukrycia mają powstać w trybie nadzwyczajnym.
Jest reakcja, ale dlaczego dopiero teraz?
Sprawność wojska przy budowie umocnień robi wrażenie – saperzy potrafili postawić HESCO w ciągu kilkunastu godzin. Ale dlaczego na takie działania trzeba było czekać do momentu, kiedy zagrożenie pojawiło się bezpośrednio w rejonie granicy?
Wojna Rosji przeciwko Ukrainie trwa od 2014 roku, a pełnoskalowa rosyjska inwazja rozpoczęła się w lutym 2022 roku. Przez ten czas drony, rakiety i ataki na infrastrukturę stały się jednym z podstawowych elementów działań wojennych. Wydawałoby się, że scenariusz zagrożenia dla przejść granicznych nie powinien być żadnym zaskoczeniem.
Tymczasem dopiero ostatnie incydenty sprawiły, że na przejściach pojawiły się dodatkowe posterunki, zasłony i zapowiedzi kolejnych miejsc schronienia. A nie powinny zostać wykonane wcześniej – zanim pojawiło się bezpośrednie zagrożenie dla funkcjonariuszy pracujących na granicy?
Niestety HESCO, o czym mówią eksperci od budowli ochronnych, nie są cudownym rozwiązaniem na każdy rodzaj ataku. Takie konstrukcje są stosowane jako polowe umocnienia i mają zapewniać ochronę balistyczną oraz przed odłamkami i skutkami wybuchów. Ich skuteczność zależy jednak m.in. od konstrukcji, zastosowania i rodzaju zagrożenia. Nie można ich utożsamiać z klasycznym, podziemnym schronem odpornym na każdy możliwy atak. Ale lepsza taka ochrona niż żadna.
fot. LUW




