Drżą o życie

– Uczciwie pracujemy. W domu zostawiamy rodziny, które za każdym razem umierają ze strachu, kiedy trafiamy do Calais. Czy to jest normalne? – bulwersuje się Karol, kierowca tira z Chełma.

„Dżungla”. Tak potocznie nazwano miejsce w północnej Francji, w którym w minionym toku koczowało tysiące imigrantów chcących za wszelką cenę i wszelkimi sposobami przedostać się do Wielkiej Brytanii. Układali w poprzek autostrady blokady z drzew, wychodzili na ulicę i rzucali w kierowców tirów tym, co mieli pod ręką. Wszystko po to, aby ich zatrzymać, dostać się do naczep i w ukryciu, pomiędzy ładunkami, dotrzeć do któregoś z brytyjskich miast portowych. Kierowcy z ulgą odetchnęli, gdy pod koniec minionego roku nielegalne obozowisko w Calais zrównano z ziemią, a imigrantów rozwieziono do ośrodków przejściowych rozsianych po całej Francji.
Miał być spokój. Sytuacja zmieniła się jednak pod koniec maja. Imigranci zaczęli powracać do „dżungli”, a kierowcy ciężarówek znów drżeć o swoje życie. Wśród nich jest chełmianin – Karol, którego imigranci próbowali zatrzymać we wrześniu ubiegłego roku. Ustawili na drodze prowizoryczną blokadę z gałęzi i wybiegli na ulicę. Było ich ok. dwudziestu. Próbowali zmusić kierowcę do zatrzymania się. Wymachiwali metalowymi pałkami, kluczami do kół i prętami, rzucali kamieniami. Kierowca szybko zdecydował się na pokonanie barykady. Przyśpieszył i dzięki temu żadnemu z atakujących nie udało się wedrzeć do pojazdu. Karol do dziś z przerażeniem wspomina ten incydent. Tym bardziej teraz, kiedy pojawia się widmo kolejnych ataków.
– Za każdym razem, gdy tamtędy jadę, to zastanawiam się czy to znowu się nie powtórzy – przyznaje chełmianin. – Najgorzej jest w nocy. Szczególnie, że od kolegów po fachu dostaję sygnały, że próbowano ich zatrzymać. My jeździmy tam uczciwie pracując, zostawiając w domu żony, dziewczyny, dzieci, które za każdym razem umierają ze strachu. Czy to jest normalne?
Kierowcy próbują wziąć sprawy w swoje ręce. – Powstał pomysł zrzeszenia kierowców, nie tylko polskich, ale też z innych krajów, i zablokowania portu w obu kierunkach. Może w ten sposób zwrócimy na siebie uwagę. Bo tak dalej być nie może. Nie możemy być bierni, gdy zagrożone jest nasze życie – dodaje Karol.
I nie są to tylko czcze słowa. Ogólnopolskie media donoszą, że pod koniec czerwca polski kierowca zginął w pobliżu obozu dla uchodźców we francuskim Calais. Przed ustawioną przez imigrantów zaporą z pni i gałęzi trzy pojazdy gwałtownie zahamowały. Bus na polskich numerach rejestracyjnych, który jechał za nimi, uderzył w samochod ciężarowy. Kierowca zginął na miejscu. (mg)