Dziki lokator na podwórku

Co zrobić z bocianem, który wypadł z gniazda? Zajęcie się dzikim ptactwem jest obowiązkiem gminy, ale urzędnicy nie zawsze kwapią się do natychmiastowej interwencji. Gdzie szukać pomocy?

W ostatnich tygodniach notorycznie pojawiają się sygnały od mieszkańców praktycznie wszystkich gmin powiatów chełmskiego i włodawskiego, że na ich podwórzu zamieszkał bocian. I wcale nie chodzi o gniazdo na kominie, a przypadki osamotnionych, głodujących i często rannych ptaków. Młodych, które podczas nauki latania złamały nogę, ucierpiały w zderzeniu ze słupem energetycznym, zostały porażone prądem lub wypadły z gniazda. Bociany wałęsają się całymi dniami po polu czy przed domem, a mieszkańcy je dokarmiają i rozczulają nad ich losem. Na dłuższą metę mieszkać z bocianem pod jednym dachem się nie da, ale zostawić go zdanego tylko na siebie też nie można – sumienie nie pozwala.
Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym, a także o ochronie przyrody, obowiązek pomocy rannym, chorym i osłabionym dzikim ptakom spoczywa na gminie. Zatem to do urzędu w pierwszej kolejności trzeba dzwonić z prośbą o zabranie bocianów. Samorządy, we współpracy z Chełmską Strażą Ochrony Zwierząt lub na własną rękę, przewożą je do ośrodka rehabilitacji dzikich ptaków w Załuczu Starym koło Urszulina (te ciężej ranne do ośrodka w Lublinie, przy ul. Głębokiej), skąd trafiają pod opiekę pracowników Poleskiego Parku Narodowego.
– Gdy jest mało pokarmu lub młody bocian jest chory, starsze wyrzucają go z gniazda. Wtedy trzeba mu pomóc. Trzeba jednak pamiętać, że właśnie teraz dużo młodych uczy się latać i mogą wypadać z gniazda same. Nie zawsze oznacza to, że coś im się stało, dlatego należy je obserwować. Pisklę, które wypadło, można położyć na krzaku i czekać, aż rodzice po nie przylecą. Najlepiej jednak postawić belkę słomy i na niej posadzić bociana (na sztorc, żeby dzikie zwierzęta nie mogły się do niego dostać) i niech próbuje latać. Jeśli rodzice będą go dokarmiać, oznacza to, że wszystko z nim w porządku – mówi Jarosław Kryszczuk z Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt.
Niestety, co przyznają wolontariusze z chełmskiej straży, bywa, że urzędnicy uprawiają „spychologię” i odmawiają mieszkańcom interwencji. O ile w przypadku np. gmin Chełm, Kamień, Rejowiec i Siedliszcze nie ma takiego problemu, zdarza się, że mieszkańcy np. gminy Dubienka muszą sami chwytać ptaki i dowozić je do ośrodków własnym autem. Ostatnio też jeden mieszkańców Wólki Okopskiej skarżył się, że gdy zadzwonił do Urzędu Gminy Dorohusk z prośbą o zabranie bociana – został odesłany z kwitkiem. Urzędniczka miała mu wyjaśnić, że są one własnością skarbu państwa, a poza tym nie ma akurat wolnego auta… (pc)