Dziki ryją coraz śmielej

Dziki stają się utrapieniem północnego Lublina.
– Efekty „wizyt” dzików są widoczne w całej okolicy. Zryte ogrody, trawniki, uprawy. W porównaniu do roku ubiegłego widać duży przyrost pogłowia tych zwierząt. Widuje się już watahy po kilkadziesiąt osobników. Coraz częściej słychać też o zaginięciach psów” – pisze do prezydenta Lublina w interpelacji radny Stanisław Brzozowski (PiS).
Prawo łowieckie zabrania polowań na terenach miejskich. W ratuszu dowiadujemy się, że miasto wciąż szuka efektywnych sposobów na rozwiązanie tego problemu. – Bytowanie dzików lub listów w mieście jest nowym zjawiskiem. Nie ma wypracowanych schematów postępowania w tym zakresie. Ustawione zostały już dwie odłownie na dziki, zakupione przez Straż Miejską w ramach realizacji projektu Zwierzolublin z tegorocznego Budżetu Obywatelskiego. Odłownie znajdują się w dzielnicy Sławin, czyli tam, gdzie odnotowujemy najwięcej zgłoszeń dotyczących występowania dzików na terenach miejskich – mówi Olga Mazurek-Podleśna z biura prasowego ratusza.

Czy to coś da?

W skuteczność tego rodzaju pułapek nie wierzy radny Brzozowski. Przy Poligonowej łowy nie przynoszą póki co wymiernych korzyści. – Dzieje się to ze szkodą dla mieszkańców Sławina i części Czechowa. Strach pomyśleć, co będzie zimą, kiedy dziki będą intensywniej szukać żywności. Bez podjęcia działań wyjątkowych tego problemu nie da się rozwiązać. Chodzi o uchylenie przepisów zabraniających polowania na terenie miasta, czyli fizyczną eliminację. Albo my, albo dziki – puentuje radny.
– Mało co zostaje z kukurydzy. Na części działek odpuściłem siew zupełnie. Straty są niepowetowane – mówi pan Robert, właściciel i dzierżawca działek rolnych przy ulicach Zelwerowicza i Bohaterów Września.

Złapią i wywiozą

Jednocześnie dowiadujemy się, że miasto ma już konkretne plany związane z odłowniami.
– Dopełniamy ostatnie formalności związane z rozpoczęciem odłowu. Dziki będą wabione do klatek za pomocą jedzenia, np. kukurydzy. W momencie zamknięcia się odłowni na miejscu pojawią się pracownicy Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt, którzy realizują w tym roku „Plan postępowania z dzikimi zwierzętami na terenie miasta”. Zwierzęta zostaną uśpione i przetransportowane około 50 kilometrów za Lublin, do obwodu łowieckiego, z którym miasto podpisało porozumienie – wyjaśnia Olga Mazurek-Podleśna.
Za wyłapywanie zwierząt na terenie miasta odpowiada Straż Miejska. Czy odnotowano więcej przypadków zgłoszenia dzikiej zwierzyny w północnym sektorze miasta? – W tym roku odnotowaliśmy 33 zgłoszenia na temat dzików, z czego większość dotyczy północnego rejonu miasta. Najwięcej, bo aż 11, było ich w lutym. Po otrzymaniu zgłoszenia od mieszkańców kontrolujemy to miejsce oraz powiadamiamy Lubelskie Centrum Małych Zwierząt – mówi Robert Gogola, rzecznik prasowy Straży Miejskiej.
Jaki odsetek stanowią dziki odłowione w stosunku do nie złapanych i siejących strach? Tego już nie jesteśmy w stanie policzyć… BCH