Elektrownia zatopi Wapienną i Dzierżawną?

Mieszkańcy Wapiennej i Dzierżawnej nie chcą elektrowni na Bystrzycy

Po blisko trzech latach od uzyskania ostatnich pozwoleń na wysokości stadionu Arena Lublin i Politechniki Lubelskiej ruszyła budowa małej elektrowni wodnej na Bystrzycy. Mieszkańcy protestują. Ratusz przypomina, że strony nie skorzystały z możliwości sprzeciwu. Przewiduje jednak spotkanie z inwestorem, żeby wyjaśnić sporne kwestie.


Mała Elektrownia na Bystrzycy jest prywatną inwestycją spółki Hydrowatt J.D. Przebirowscy. Zgodę na nią wyraziło państwo, które administruje rzekami – w tym przypadku Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie poprzez Zarząd Zlewni w Puławach. Jaz po dawnej cukrowni wydzierżawił spółce Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych. W ratuszu firma Hydrowatt uzyskała wszelkie pozwolenia już w 2014 roku. Z budową ruszyła w ostatniej chwili. Pozwolenie było ważne do końca tego roku.

Odwołali się tylko wędkarze

Mimo początkowych wątpliwości miasto uznało, że spiętrzenie w tym miejscu wody o ponad półtora metra nie zagrozi mieszkańcom rejonu Wapiennej i Dzierżawnej. – Od decyzji wydanej w kwietniu 2014 roku nie odwołał się wtedy żaden mieszkaniec pobliskich terenów – przypomina Olga Mazurek-Podleśna z biura prasowego ratusza. Zrobił to jedynie Związek Okręgowego Polskiego Związku Wędkarskiego  – w kontekście wykonania tzw. przepławki dla ryb. Uwagi zostały uwzględnione i inwestor musi ją wykonać.

Obawiają się zalania

Mieszkańcy widzą jednak poważniejsze problemy. Boją się regularnego zalewania terenu, który i tak ledwo wchłania nawet małe opady. – Dlaczego nie zrobią nam najpierw porządnego odwodnienia? Proszę zobaczyć, jak wygląda nasza posesja po deszczu – pokazuje zdjęcia pani Żaneta, mieszkanka Wapiennej.
– Woda nie będzie miała gdzie ściekać, jak dojdzie jeszcze ta elektrownia – dodają kolejni mieszkańcy.
Lublinianie, którzy mieszkają przy Bystrzycy, od lat czekają na kanalizację burzową, a czasami i sanitarną. Po przyznaniu lubelskiemu MPWiK dotacji unijnej inwestycje mają ruszyć. Perspektywa może być jednak odległa, bo rozpisana jest na lata 2018-2023.
Wątpliwości pojawiają się też co do samej elektrowni. – Dlaczego jej budowa rozpoczęła się bez wykonania drenażu? – wskazuje pan Tadeusz, mieszkaniec Dzierżawnej. I przypomina, że kilka dekad temu za wałami Bystrzycy ludzie nie brodzili w wodzie tak jak dziś.
Sprawa zaskoczyła też radę dzielnicy Za Cukrownią. Jej przewodnicząca, Lidia Kasprzak-Chachaj, przyznaje, że to władze dzielnicy poprzedniej kadencji „przespały” sprawę, jeśli chodzi o zaopiniowanie przedsięwzięcia. Przez to wielu mieszkańców dowiedziało się o budowie na publicznym spotkaniu, zorganizowanym z inicjatywy rad dzielnic Za Cukrownią i Rury.

Miasto nie mogło odmówić?

– Podczas wydawania pozwolenia wodnoprawnego inwestor przekazał dokumentację przygotowaną przez biegłych specjalistów hydrotechników i hydrologów. Wykazał, że inwestycja nie wpłynie na zalanie okolicznych terenów. Inwestor spełnił wszystkie wymogi, w związku z czym miasto nie mogło wydać decyzji odmownej – wyjaśnia Olga Mazurek-Podleśna. – Inwestor został także zobligowany do wykonania drenażu liniowego wzdłuż lewego brzegu rzeki, co ma dodatkowo zabezpieczyć pobliskie tereny.
Mieszkańcy zdają sobie sprawę, że przy rozpoczętej budowie sami nic już nie wskórają. Wnoszą jednak o gwarancje, że inwestycja nie przyniesie im szkód.
Mimo rozpoczęcia prac będzie okazja sobie wszystko wyjaśnić. – Chcemy zorganizować z inwestorem otwarte spotkanie dla mieszkańców w pierwszej połowie grudnia – dodaje Olga Mazurek-Podleśna. – Chcemy, żeby pomogło w wyjaśnieniu zapisów pozwolenia wodno-prawnego, a także umożliwiło inwestorowi przedstawienie przebiegu inwestycji – dodaje.
Czy to rozwieje wątpliwości mieszkańców, czas pokaże. Na razie na przekonanych nie wyglądają. Do sprawy wrócimy.
BARTŁOMIEJ CHUDY