Epidemia w ofensywie

Walka z koronawirusem za pomocą regionalizacji obostrzeń i przywracania w powiatach, gdzie notuje się najwięcej przypadków nowych zakażeń, nakazów i ograniczeń znanych z początku epidemii, na razie nie przynosi efektów. W ubiegły piątek padł kolejny rekord liczby nowych infekcji – 903, a w sobotę tylko o 3 mniej. Tymczasem minister zdrowia Łukasz Szumowski, wskazywany jako wzór skutecznej walki z epidemią, niespodziewanie podał się do dymisji, a jego miejsce zajął Adam Niedzielski, ekonomista, kierujący ostatnio NFZ.

O możliwej dymisji Łukasza Szumowskiego mówiło się od kilku tygodni, ale on konsekwentnie zaprzeczał i zapewniał, że „jako sternik nie zamierza opuścić okrętu” podczas pandemii koronawirusa. Tymczasem w ubiegły poniedziałek najpierw rezygnację, bez podania powodów, złożył jego zastępca Janusz Cieszyński, odpowiedzialny w resorcie m.in. za covidowe zakupy, a nazajutrz uczynił to sam Szumowski.

– Dzisiaj uznałem, że to właściwie ten czas. Mamy zbudowany system, mamy system szpitali jednoimiennych, mamy rozbudowaną sieć laboratoriów i dzięki szybkim decyzjom udało się, że w Polsce nie było dziesiątek tysięcy zgonów, tak jak to było w krajach Europy Zachodniej. Mamy przyrosty zachorowań, ale mamy też gospodarkę, która funkcjonuje i będziemy mieć pieniądze na dalszą walkę – stwierdził Łukasz Szumowski, na pożegnalnej konferencji prasowej.

– Rozmowy były o tym od wielu miesięcy, jeszcze przed epidemią. Umowa dżentelmeńska między mną a premierem była taka, że miałem dokończyć kilka spraw ważnych dla Polski. Od razu uprzedzam wszystkie pytania, nigdzie nie znikam. Pozostaję posłem i pozostaję w przestrzeni publicznej, a łączenie decyzji o odejściu ze sprawą zakupów w ministerstwie jest nadinterpretacją – odpowiedział minister na pytanie o związek z kontrowersyjnymi zakupami sprzętu do walki z epidemią.

Opozycja dymisję właśnie wiąże z zakupem przez ministerstwo maseczek od znajomego rodziny Szumowskich i kontraktem na dostawę respiratorów przez przedsiębiorcę z Lublina, który nigdy wcześniej się tym nie zajmował, a jest wpisany na czarną listę ONZ ze względu na handel bronią z krajami objętymi embargiem. Biznesmen dostarczył dotąd tylko niewielką część sprzętu, za który ministerstwo z góry zapłaciło 200 mln złotych.

Zmiana na stanowisku szefa resortu zdrowia, odpowiedzialnego za walkę z epidemią, w momencie, kiedy zakażeń jest kilkakrotnie więcej niż w momencie jej ogłoszenia i lockdownu może niepokoić. W środowisku medycznym panują jednak opinie, że choć Adam Niedzielski nie jest lekarzem, ma szansę na bycie dobrym i skutecznym ministrem, bo jako szef NFZ zna system, potrzeby szpitali, również w kontekście Covid-19 i dał się poznać jako osoba decyzyjna i kreatywna. A przed ministrem duże wyzwanie.

W Polsce i niemal całej Europie wzrasta i to niemal lawinowo liczba zakażeń Sars-Cov-2. W kraju w ubiegły piątek padł kolejny rekord stwierdzonych infekcji – 903, a niewiele lepiej było w sobotę. W ciągu tygodnia liczba Polaków zakażonych od początku epidemii wzrosła o niemal 4,5 tys. do 61 181, ofiar śmiertelnych do 1951, a ozdrowieńców do 42 183. Tych ostatnich od niemal miesiąca przybywa jednak o wiele wolniej niż chorych na Covid-19, a łóżka na oddziałach zakaźnych i w szpitalach jednoimiennych znowu zaczęły się zapełniać, zwłaszcza na Śląsku, w Małopolsce i Mazowszu, gdzie nowych infekcji cały czas jest najwięcej.

Na tle tych województw sytuacja epidemiologiczna w naszym regionie jest o wiele lepsza, choć krzywa zachorowań również rośnie o wiele szybciej niż w poprzednich miesiącach. W ubiegłym tygodniu w województwie przybyło 124 chorych na Covid-19 (od początku 1384), jeden pacjent zmarł (24), a liczba wyleczonych zwiększyła się o 84 (940). Najwięcej nowych infekcji wciąż jest w samym Lublinie, powiecie łukowskim i puławskim oraz Białej Podlaskiej, gdzie co prawda dynamika zachorowań wyraźnie spadła, ale powiat wciąż uznawany jest przez ministerstwo zdrowia jako „żółty” i obowiązują w nim dodatkowe obostrzenia.

Wzrost liczby zakażeń dotyczy niemal całej Europy. W Hiszpanii w połowie sierpnia odnotowano nawet ponad 7 tys. nowych przypadków dziennie, czyli tyle ile w najtragiczniejszym okresie kwietnia i maja br. Na szczęście w ubiegłym tygodniu ta liczba spadła o połowę. Podobnie sytuacja wygląda teraz we Francji, Włoszech, Niemczech czy Anglii, gdzie dobowy przyrost infekcji przekracza 1000.

Globalnie krzywa zakażeń zaczęła jednak nieco się wypłaszczać. W ubiegłym tygodniu na świecie przybyło 1,8 mln nowych przypadków (tydzień wcześniej prawie 2 mln) – od początku epidemii 23,2 mln, 804 tys. ofiar śmiertelnych, a ok. 15 mln wyleczonych.

RD