Gdzie ci „misiewicze”?

Pierwszy i jak na razie jedyny odcinek „świdnickich misiewiczów” pokazał się w październiku ubiegłego roku

Autorzy zapowiadali serial, ale póki co skończyło się na jednym odcinku. Zabrakło „misiewiczów” czy zapału? – Nic z tych rzeczy – zapewniają organizatorzy akcji i zapowiadają jej rychłą kontynuację.
Przed kilkunastoma tygodniami szerokim echem w Świdniku odbiło się zamieszczenie na Facebooku, przez krytyczne wobec władz miasta Stowarzyszenie Świdnik Wspólna Sprawa filmiku „Świdniccy misiewicze”. Jego autorzy zapowiedzieli, że to pierwszy odcinek całego serialu, w którym będą pokazywać, jak związani z PiS włodarze Świdnika hojnie rozdają stanowiska sympatykom partii rządzącej.
– Chcemy pokazać mieszkańcom, jak jest naprawdę – mówił Jakub Osina ze Stowarzyszenia Świdnik Wspólna Sprawa, a wtórował mu kolega ze stowarzyszenia Adam Sadło: – Kluczowe stanowiska w mieście zajmują osoby bez kompetencji, których jednym atutem jest to, że sympatyzują z PiS-em. I my to pokażemy – zapowiadał
Przypomnijmy. Bohaterem pierwszego filmiku „Świdniccy misiewicze” był Łukasz Reszka, przewodniczący klubu radnych PiS – Porozumienie Prawicy w powiecie świdnickim i naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych w urzędzie miasta. Materiał pozwolił poznać nie tylko karierę zawodową i zarobki Ł. Reszki, ale też dowiedzieć się, jakie stanowiska piastuje jego żona i siostra. Autorzy filmu wspomnieli też, że świdnicki polityk jest rodzinnie związany z Marianem Kowalskim, kandydatem w ostatnich wyborach na urząd prezydenta z ramienia Ruchu Narodowego.
Ł. Reszka wydał oświadczenie, w którym przekonywał, że informacje zawarte w materiale ŚWS są nierzetelne. W rozmowie z „Nowym Tygodniem” stwierdził jednak, że nie zamierza wyciągać konsekwencji wobec autorów filmu.
Temat filmu poruszony został nawet na sesji rady miasta. – Nasza radna zapytała burmistrza o kompetencje pana Reszki. W odpowiedzi usłyszała, że o jego zatrudnieniu zdecydowało przede wszystkim zaufanie, jakim burmistrz darzy powiatowego radnego. W naszym odczuciu to trochę za mało – kwituje A. Sadło.
Materiał odbił się szerokim echem także wśród mieszkańców. – Budżetówka w Świdniku trzyma się mocno! Nazwiska te same od lat, tylko stołki o różnej wysokości nóg. Zawsze gdzieś można pochować członków rodzin – rynek pracy w Świdniku to nic innego jak orientacja partyjna. Jakość urzędników? Tym nikt sobie głowy nie zaprząta – komentował pod filmem jeden z nich.
Od tamtej pory minęło kilka miesięcy, a zapowiadanej kontynuacji serialu nie ma. Zabrakło przykładów „misiewiczów”?
– Absolutnie nie. Szykujemy się do wskazania kolejnych powiązań w świdnickim magistracie i kolejny odcinek pojawi się niebawem – zapewniają przedstawiciele ŚWS. Na razie jednak nie chcą zdradzić, kogo tym razem będzie dotyczył materiał. (mg)