Głodni ziemi w Żmudzi

Wyjątkowy głód ziemi panuje w gminie Żmudź. W jednym z tegorocznych przetargów rolnicy bili się o grunt, windując cenę za hektar do ponad 55 tys. zł. I to wcale nie za ziemię najwyższej klasy. Ale już kilkanaście lat temu za hektar w Żmudzi rolnicy byli w stanie zapłacić nawet po 20 tys. zł. I już wtedy wydawało się to nie do wyobrażenia…

Gmina Żmudź to typowo rolniczy obszar bez przemysłu i produkcji. Ale – jak mówi wójt Edyta Niezgoda – stoi dobrymi gospodarzami. – Możemy się pochwalić dobrą jakością upraw, wyjątkowo sprawnymi rolnikami, którym dzisiaj bliżej do profesjonalnych menadżerów niż do utartego obrazu rolnika. Nasi rolnicy pozyskują unijne dofinansowania, inwestują w gospodarstwa i sprzęt, podnoszą kwalifikacje – mówi wójt, która wie to z doświadczenia, bo sama ma ponad sto hektarów ziemi.
A przy okazji rolnicy są dobrze sytuowani i korzystają z uroków życia. W zimie jeżdżą na narty w góry, a w lecie do ciepłych krajów. Gospodarzy, którzy mają ponad setkę hektarów, wójt Niezgoda wymienia z marszu kilkunastu. Nazwiska rolników znane są w powiecie, bo niektórzy z nich inwestują poza swoją gminą. Szukają ziemi, o którą trudno w ich gminie.
Z najnowszych danych GUS wynika, że średnia cena hektara w województwie lubelskim wyniosła w czerwcu 29 tys. zł, z tym, że za ziemie klasy V i VI, których jest najwięcej, trzeba było płacić około 18 tys. zł.
– Duża liczba sporych rolników sprawia, że cena ziemi w gminie Żmudź jest od dawna wysoka – mówią nam pracownicy Agencji Nieruchomości Rolnych. – Już w 2004 roku w organizowanych tam przetargach rolnicy potrafili zapłacić za hektar gruntów nawet po 20 tys. zł. I wtedy wydawało się to nie do wyobrażenia.
W przetargu na grunty po Spółdzielni Usług Rolniczych w Dryszczowie, który odbył się w tym roku, cena podskoczyła do ponad 55 tys. zł za hektar. Jednemu z rolników mocno zależało na działkach, bo sąsiadowały z jego posesją.
Ale i w obrocie między rolnikami cena potrafi osiągnąć taki poziom. Podobno, gdy ktoś chciał sprzedać ziemię w Żmudzi, a rzadko to się zdarza, to organizował własny „przetarg” w domu. I chętni przebijali się jak w licytacji w Agencji czy gminie.
Głód ziemi spotęgowała zmiana ustawy o ustroju rolnym i wstrzymanie przetargów na sprzedaż przez Agencję Nieruchomości Rolnych. Chociaż ta ma jeszcze sporo gruntów na naszym terminie. W zasobie biura terenowego ANR w Pokrówce, któremu podlega m.in. gmina Żmudź, jest jeszcze 8 tysięcy hektarów. Połowa jest w dzierżawie, a połowa mogłaby zostać sprzedana. Oczywiście coraz mniej jest dużych areałów w jednym kawałku, które osiągają najwyższe ceny. Ale i na zakup tych mniejszych chętnych nie brakuje, zwłaszcza kiedy pierwszy przetarg jest ograniczony i o ziemię mogą „bić się” tylko sąsiedzi z tej samej gminy. (bf)