Gmina przepyta mieszkańców

Sprawa „zawłaszczenia drogi” w podświdnickim Nowym Krępcu, o której pisaliśmy przed tygodniem, będzie miała ciąg dalszy. Po naszym artykule o tym, jak mieszkańcy ulic Kasztanowej i Szerokiej „załatwili sobie” ustawienie na gminnych ulicach znaków zakazujących wjazdu na nie „obcym” pojazdom (zarówno samochodom, jak i rowerom!), urzędnicy z Mełgwi chcą przeprowadzić szerokie konsultacje społeczne. Jak tłumaczą, mieszkańcy będą wybierać spośród czterech propozycji.
gmina-copyProblem pojawił się, kiedy niedawno na ulicach Kasztanowej i Szerokiej w Nowym Krępcu stanęły znaki zakazu ruchu. Od tej chwili mogą z nich korzystać tylko właściciele działek i służby komunalne. Taka sytuacja nie wszystkim się podoba. – Ta droga ciągnie się na przestrzeni 1,5 km. Korzystają z niej kierowcy, którzy skracają sobie drogę, jadąc w kierunku Świdnika. I mają do tego prawo! W końcu jest to droga wybudowana za publiczne pieniądze, więc wszyscy możemy z niej korzystać – denerwował się nasz czytelnik.
Przedstawiciele gminy tłumaczą z kolei, że decyzja o wyłączeniu drogi zapadła po interwencji mieszkańców, którzy bali się o swoje bezpieczeństwo. Wniosek z podpisami dostarczył do gminy Jarosław Marcinek, który mieszka na ul. Kasztanowej. Po publikacji tekstu do redakcji dzwonili zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy zakazu wjazdu na ulice Nowego Krępca. Mieszkańcy Kasztanowej i Szerokiej podkreślają, że sami częściowo zapłacili za położenie asfaltu na obu drogach.

– Kilkanaście lat temu pojawiła się możliwość sfinansowania tej inwestycji ze środków unijnych. Żeby ją wykorzystać, mieszkańcy sami złożyli się na wkład własny – mówi jedna z mieszkanek ul. Kasztanowej. – Ludzie dawali po tyle, po ile mieli. Udało się i dzięki temu mamy równą nawierzchnię. Owszem, droga jest publiczna, ale my również za nią płaciliśmy.
Mieszkańcy tłumaczą też, że kierowcy skracający sobie drogę w kierunku Świdnika nie respektowali ograniczeń prędkości. – I co z tego, że tu można jechać nie więcej niż 40 km/h, kiedy samochody potrafiły jechać Kasztanową „80” i więcej – denerwuje się jeden z mieszkańców. – A my tu mamy małe dzieci, matki z wózkami, które nie mogły normalnie przejść. Dodatkowo droga jest bardzo wąska, czasami samochodom trudno było się minąć.
Przeciwnicy zakazu wjazdu na ul. Kasztanową i Szeroką również podnoszą swoje argumenty. – Idąc tym tropem rozumowania, można zamknąć niemal każdą drogę w mieście, a zaręczam, że nawet w Nowym Krępcu są ulice z większym ruchem samochodów niż Kasztanowa. Teraz mieszkańcy innych ulic, zachęceni tym przykładem, powinni zacząć składać wnioski o zakaz wjazdu na ich drogi – denerwuje się pan Paweł, mieszkaniec jednej z sąsiednich ulic.

Przedstawiciele gminy zapewniają, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. – Wpłynęły do nas pisma od osób popierających zakazy wjazdu na Kasztanową i Szeroką i od przeciwników – mówi Elżbieta Korbus, zastępca wójta gminy Mełgiew. – Dlatego chcemy w najbliższym tygodniu spotkać się w tej sprawie z sołtysem Nowego Krępca i radnym Jarosławem Marcinkiem.
Przedstawiciele gminy chcą też o zdanie zapytać mieszkańców. – W minionym tygodniu rozmawialiśmy z przedstawicielami policji i powiatu. Mamy kilka propozycji rozwiązania tej kwestii, ale chcemy je szeroko skonsultować z mieszkańcami – mówi zastępca wójta Mełgwi.
Gmina rozważa następujące warianty: albo pozostawienie znaków zakazu wjazdu na obu ulicach, albo usunięcie ich i powrót do poprzedniej organizacji ruchu, albo przemianowanie ulic Kasztanowej i Szerokiej na jednokierunkowe. Jest jeszcze ostatnia propozycja, która zakłada przekształcenie ul. Skośnej na drogę z pierwszeństwem przejazdu, a ul. Kasztanowej na podporządkowaną.
Do sprawy wrócimy. (kal)