Nie godzą się na elektromagnetyczne skażenie

Mieszkańcy Botanika domagają się zdemontowania stacji bazowej telefonii komórkowej na hotelu Willowa

Mieszkańcy Botanika nie ustają w walce z operatorem sieci Play, właścicielem stacji bazowej telefonii komórkowej na hotelu Willowa. Przekonują, że działający od blisko pięciu lat maszt z antenami szkodliwie promieniuje na pobliską zabudowę mieszkaniową, niosąc niewidzialne zagrożenie dla zdrowia.


Służby miejskie twierdzą, że kontrolne pomiary nie wykazują odchyleń od normy. Urzędnicy wojewody z kolei odpowiadają, że nie ma on uprawnień do merytorycznej weryfikacji przedsięwzięcia…
Maszt Play stanął na hotelu Willowa przy Sławinkowskiej 15A w czerwcu 2012 roku. W pobliżu znajdują się domki jednorodzinne i Ogród Botaniczny UMCS. Mieszkańcy pobliskich domków jednorodzinnych do dziś nie mogą zrozumieć, dlaczego maszt postawiono, nie informując lokalnej społeczności o zamiarach. – „Prosimy służby wojewody o kontrolę zasadności decyzji prezydenta miasta i instytucji nadzoru budowlanego” – pisze do wojewody z upoważnienia mieszkańców Sławina profesor Wenanty Olszta.
Lokalna społeczność, wsparta głosem profesora, interweniowała przez te lata u Rzecznika Praw Obywatelskich, w Najwyższej Izbie Kontroli, przewijała się po wszystkich „piętrach” nadzoru budowlanego (od powiatowego do głównego). Choć niewiele wskórała, nie ustaje w walce z lokalnym operatorem chce trwałego usunięcia masztu.

Mieszkańcy: Są przekroczenia

Zdaniem mieszkańców sytuacja wynika z niesprawiedliwego prawa które nie uznaje tego rodzaju inwestycji za uciążliwą, co pozwoliło w przeszłości na „przepchnięcie” masztu w lubelskim magistracie. Powstał bez zgody środowiskowej (maszty telefonii jej nie wymagają), jedynie na tzw. zgłoszenie.
Nie pierwszy raz sprawa stacji bazowych pojawia się w mediach. Rozporządzenie premiera z 2010 roku nie uznaje tego typu instalacji za mogące znacząco oddziaływać na środowisko. Mieszkańcy, z którymi rozmawiam, opowiadają o szczegółach działania tego typu stacji. – Już od początku, od 2012 roku, generowana moc przekraczała dozwolony próg. Przecież rozbudowa stacji bazowej miała miejsce po to, by jeszcze ją podwyższyć. To oczywiste – nie kryje oburzenia Zofia Trębaczewska-Smutek, mieszkanka Botanika, od lat walcząca o to, by operator usunął maszt z antenami.
– W bezpośrednim sąsiedztwie działa tak zwany opad mikrofalowy. Przekroczenia występują na obszarze 500 metrów – dodaje Kazimierz Kajak, mieszkaniec Sławinkowskiej.
W piśmie do wojewody prof. Olszta podkreśla, że przed rokiem operator powiększył moc nadajników. „Zaznaczyć należy, że wokół miejsca ich instalacji (odległość 10-15 m) występuje niska zabudowa jednorodzinna. Mapa rejonu Sławinkowskiej i Willowej wskazuje, że zarówno mocno uczęszczana przestrzeń publiczna tego rejonu, jak i liczne domy jednorodzinne, znajdujące się w promieniu oddziaływania 200-metrów, narażone są już od dawna na znacznie przekroczone dawki emisyjne”.
Mieszkańcy opierają się też na ekspertyzie profesora Pawła Bieńkowskiego z Politechniki Warszawskiej. Już w 2012 roku wykazał on, że przy wybranym ustawieniu anten normy są przekraczane w odległości 35 metrów. – „Niezakwalifikowanie tego przedsięwzięcia do mogących oddziaływać na środowisko nie zwalnia inwestora z wykazania zgodności inwestycji z Ustawą Prawo Ochrony Środowiska. W odległości 35 metrów od posadowienia anten na azymucie 260 stopni istnieje ryzyko przekroczenia dopuszczalnych poziomów na wysokości 14 do 20 metrów. Uwzględnienie tych zjawisk może spowodować wzrost natężenia pola. Analizowany obszar to teren posesji Liliowa, ze stosunkowo wysokimi zabudowaniami” – czytamy w podsumowaniu opinii biegłego.

Ratusz: przekroczeń nie było

W urzędzie wyjaśniają, że ratusz nie mógł wydawać decyzji lokalizacyjnej na postawienie masztu na budynku hotelu. Inwestor otrzymał wcześniej odmowę (2010 r.), jako, że chciał ustawić maszt jako konstrukcję wolno stojącą.
– Budowa wieży rurowej o wysokości ponad 30 metrów wraz z zespołem anten nadawczo-odbiorczych odbiegałaby od sąsiedniej zabudowy gabarytami i formą architektoniczną. Jednak decyzja ta została uchylona przez organy wyższej instancji i sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. Inwestor nie uzupełnił wezwania, wobec czego sprawę pozostawiono bez rozpatrzenia – przypomina postępowanie urzędnicze Joanna Bobowska.
W ratuszu dodają, że stacja była kontrolowana pod względem wydzielanego pola elektromagnetycznego. Do Wydziału Ochrony Środowiska miały trafiać stosowne pisma. – W poprzednich latach P4 przedłożyła takie sprawozdania dotyczące tej stacji, wykonane przez akredytowane laboratoria. Firma została do jego wykonania zobowiązana stosowną decyzją. Były to sprawozdanie z  lipca i sierpnia 2013  r. Badania te również nie wykazały przekroczeń dopuszczalnych poziomów w miejscach dostępnych dla ludzi – odpowiada Bobowska. Dowiedzieliśmy się też, że do lubelskiego Wydziału Architektury i Budownictwa nie wpłynął przed rokiem żaden wniosek o rozbudowę stacji bazowej.

Wojewoda: decyzja w rękach nadzoru

O sprawę zapytaliśmy też służby wojewody. Na pismo profesora Olszty nie ma jeszcze odpowiedzi, ale wiemy, czego można się spodziewać. – Nie udzielono jeszcze odpowiedzi, jednak należy poinformować, że wojewoda lubelski nie ma w chwili obecnej podstaw prawnych do podejmowania działań kontrolnych w sprawie przyjętych przez prezydenta Lublina zgłoszeń. Może kontrolować pod względem merytorycznym jedynie wydane przez prezydenta decyzje i postanowienia z zakresu ustawy Prawo budowlane – odpowiada Radosław Brzózka, rzecznik wojewody lubelskiego. I dodaje: – W aktualnym stanie faktycznym i prawnym sprawa powyższa pozostaje wyłącznie w gestii organów nadzoru budowlanego – podsumowuje rzecznik, mając na uwadze powiatowego lub wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego.
Mieszkańcy wierzą, że nie stoją na straconej pozycji. Na tym nie skończą. Do sprawy wrócimy.
BARTŁOMIEJ CHUDY