Gospodarka niedoboru

Straty głównych szpitali wojewódzkich rosną z roku na rok, a w przypadku niektórych – jak szpitala w Chełmie oraz Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, zagrażają ciągłości działania tych jednostek. Na plusie, m.in. dzięki zabiegom księgowym, ubiegły rok zakończył Szpital im. Jana Bożego i Pogotowie.


W przypadku COZL ze stratą 20,98 mln zł oraz brakiem kontraktowania na zadowalającym poziomie właściwie nie wiadomo co dalej robić z tą placówką, na której dokończenie również nie ma pomysłu. Nowy dyrektor Centrum, Jerzy Kuliński, ma w zanadrzu tę samą propozycję, co do tej pory, to jest ograniczenie wynagrodzeń i zatrudnienia, jednak jak widać po skali straty, niewiele to pomoże, bo nie w oszczędnościach na gaziki problem.
W ubiegłym roku stratę, 6,79 mln zł, zanotował również szpital im. Wyszyńskiego. Całkowite zaległości szpitala sięgają już 196 mln zł i choć kwota robi wrażenie, zadłużenie jednostki jest pod kontrolą i stabilnie zarządzane. Dużo gorsza niż powinna być jest też sytuacja Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy (prawie 196 tys. zł straty), a chwalenie się przez samorząd województwa dodatnimi wynikami -finansowanego na zupełnie innych zasadach niż reszta pogotowia jest tylko dowodem na wiarę urzędników i marszałków w bezgraniczną ignorancję radnych i mediów.
Generalnie cała dyskusja o finansowej sytuacji służby zdrowia o tyle nie ma większego sensu, że i ci broniący takich czy innych wyników poszczególnych jednostek, i ci nimi straszący przeważnie słabo orientują się, czemu jest tak źle, a już w ogóle nie mają pojęcia, co zrobić, żeby było lepiej. Jak z kolei wskazują eksperci w rodzaju posła Andrzeja Sośnierza długi szpitali to swego rodzaju constans, w zasadzie reagujący bardziej na zapowiedzi kolejnych reform – wówczas bowiem pożyczkodawcy chętniejsi są do udzielania kredytów. I przeciwnie, kiedy atmosfera polityczna się zagęszcza – koszty obsługi zadłużenia rosną. Ogólny poziom pozostaje jednak stale proporcjonalny. I tak się to jakoś to wszystko kręci.TAK