Gumy Robinson Longinus

Przynęta, jej praca i prowadzenie są najważniejszym elementem zestawu spiningowego. Dziś przyjrzymy się bliżej propozycji od Robinsona, czyli gumom Longinus, które od tego sezonu stały się naszym numerem 1 w polowaniach na bolenie.

Gama gumowych przynęt Robinson Longinus jest tak bogata, że z powodzeniem możemy na nie łowić niemal wszystkie rodzime gatunki ryb drapieżnych. Ripper występuje w trzech wielkościach – 8, 10 i 12 cm oraz w ponad 20. wersjach kolorystycznych. Guma ma kształt wrzecionowatej rybki, bardzo przypominającej z wyglądu ukleję i pewnie dlatego bardzo przypadła do gustu boleniom (w tym sezonie Longinusy z białym korpusem i czarnym grzbietem oraz perłowy z brokatem, żółtym brzuchem i niebieskim grzbietem są naszymi killerami w połowie tych drapieżników). Przynęta jest zrobiona z twardej i dość sprężystej gumy, która bardzo pewnie trzyma się główki. To bardzo ważne, bo nic tak nie irytuje wędkarza, jak zsuwający się z haka albo obracający na nim ripper. Sam wygląd przynęty też jest istotny i tu producentowi należą się słowa uznania za wierne odwzorowanie i dbałość o szczegóły. Longinusy mają starannie naniesioną na boki imitację łusek, płetw i pokryw skrzelowych, a trójwymiarowe, duże oczy wyglądają bardzo realistycznie. Jak już wspomnieliśmy, przynęty te dostępne są w trzech rozmiarach i 24 wersjach kolorystycznych. Jeżeli chodzi o pracę i zachowanie gumy pod wodą, to wszystko zależy od tego, na jakim haku jest uzbrojona i jak szybko zestaw jest prowadzony. Jedno jest pewne – przynęta jest dość twarda i mięsista, więc powolne zwijanie na wodzie stojącej niemal zupełnie nie wprawia w ruch ogonka. Ale to, co w jednych warunkach jest wadą, w innych jest zaletą. Przekonaliśmy się o tym nad Bugiem, w którego bystrym miejscami prądzie i na cięższych główkach Longinus w rozmiarze 10 cm sprawdzał się wyśmienicie. Prowadzony tuż przy powierzchni, a czasami i na niej rozchlapując wodę na boki, skutecznie wabił bolenie, którym praca tej gumy wyraźnie przypadła do gustu. Skuteczności większych wabików, tych 12-centymetrowych jeszcze nie sprawdziliśmy – te wciąż czekają na jesienne wyprawy za szczupakiem, o których efektach na pewno poinformujemy.