Gwałciciel wychodzi na wolność

Zwyrodnialec, degenerat, dewiant. Te słowa nie oddają całego zła tkwiącego w Damianie B. Badający go w trakcie procesu biegli orzekli, że to pozbawiony empatii sadysta i „nawykowy gwałciciel”. Po zaledwie czterech latach spędzonych w więzieniu jego wyrok niebawem się skończy. Gwałciciel będzie mógł wyjść na wolność. Czy na święta wróci do rodzinnej wioski? Czy tegoroczne Boże Narodzenie będzie dla mieszkańców wsi pod Białopolem spokojne i pełne miłości?


18 grudnia ma wyjść z więzienia Damian B., skazany za brutalny rozbój, gwałt i kilka prób gwałtów na… własnej babci. Na początku grudnia 2015 roku Sąd Okręgowy w Lublinie wymierzył mu karę zaledwie 4 lat pozbawienia wolności (z zaliczeniem pobytu w areszcie tymczasowym). Uzasadniając wyrok, sędzia stwierdził, że istnieje szansa na zmianę w sposobie życia oskarżonego. Jednak wielu mieszkańców gminy Białopole, skąd pochodzi bandyta, takie tłumaczenie nie przekonywało wtedy i nie przekonuje dziś. Jak mówią, taka kara dla bandyty, który dopuścił się okrucieństw na własnej babci, jest skandalicznie niska.

Po śmierci męża do gospodarstwa starszej pani w niewielkiej wsi pod Białopolem wprowadziła się córka ze swoim mężem i dziećmi. Oboje z mężem zaczęli pić i rujnować rodzinne gospodarstwo. Nastoletni wnuk kobiety, idąc za przykładem, też zaczął zaglądać do kieliszka. Najczęściej pił ze swoim kolegą (31-letnim wówczas Konradem S.).

Policja doskonale znała Damiana B. Mundurowi z komisariatu „obsługującego” gminę nieraz byli wzywani na interwencję. Średnio raz w miesiącu. Nastolatek często wpadał w szał. Pewnego razu siostra starszej pani, która przynosiła kobiecie ciepłe posiłki, zauważyła na jej twarzy siniaki. Był wtedy 2014 rok.

Choć starsza pani nie chciała powiedzieć, co się stało, w końcu siostra wydusiła z niej prawdę o tym, że wnuczek pobił ją i okradł. Siostra zaczęła się baczniej przyglądać temu, co dzieje się w domu starszej pani i szybko zauważyła u niej kolejne siniaki, tym razem na udzie. Babcia twierdziła jednak, że upadła.

Tego grudniowego dnia kobietę odwiedził listonosz. Przyniósł jej emeryturę. Zaraz potem pojawił się wnuk kobiety razem ze swoim kolegą, Konradem S., by „zabrać starej” pieniądze. Nastolatek zaczął demolować pokój staruszki, a w pewnej chwili rzucił się na bezbronną kobietę, bijąc ją po całym ciele.

Gdy upadła, kopał ją w dzikim szale. Jego kolega w tym czasie stał i biernie przyglądał się. W pewnym momencie Damian B. – po zabraniu kobiecie części gotówki – wysłał kolegę po wódkę do sklepu. Pod jego nieobecność okrutnik siadł okrakiem na klatce piersiowej leżącej na podłodze kobiety, włożył jej do ust swojego członka i zmusił do seksu oralnego.

Potem zdarł z babci ubranie i ją zgwałcił. Gdy S. wrócił z flaszką, nastolatek dalej okładał kobietę. Bezbronna błagała: „Panie, ratuj”, ale 31-latek był nieczuły na jej krzywdę. Nie okazał litości, stał i obserwował, jak B. pastwi się nad babcią. Wreszcie kobieta straciła przytomność. Ocknęła się jakiś czas później w łazience.

Po tych dramatycznych wydarzeniach o gehennie kobiety (która miała trwać blisko rok!) wreszcie dowiedziała się prokuratura. Damian B. i Konrad S. zostali zatrzymani. Kilka dni później S. zmarł w areszcie, natomiast Damian B. usłyszał zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, którego dopuścił się wspólnie i w porozumieniu z 31-latkiem, usiłowania doprowadzenia swojej babci do poddania się innej czynności seksualnej oraz gwałtu na kobiecie.

W trakcie późniejszego przesłuchania staruszka wyznała śledczym, że wnuczek już wcześniej, przynajmniej 5 razy, próbował ją zmusić do seksu, ale chociaż „nie bił tak mocno”… Przed sądem oskarżeniu udało się dowieść, że zrobił „to” co najmniej 4 razy, a grożąc nożem przestraszonej babci, notorycznie wymuszał na niej oddanie gotówki.

Biegli zdiagnozowali u nastolatka raptofilię. Uznali, że to pobawiony empatii i uczuć wyższych sadysta oraz „nawykowy gwałciciel”. Decyzją sądu B. miał przejść w trakcie odbywania kary specjalną terapię i poddać się leczeniu odwykowemu. Sam oskarżony od początku postępowania tylko częściowo przyznawał się do winy.

U kobiety lekarze zdiagnozowali objawy stresu pourazowego. Na sali rozpraw kobietą targały silne emocje już na samo wspomnienie wnuczka.

Damian B. za kilka dni wyjdzie na wolność. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z ub.r. dostanie też pieniądze na „nowy start”. Prawdopodobieństwo, że wróci w rodzinne strony, jest duże. Bo i gdzie miałby pójść? Kryminalista i gwałciciel ma 10-letni zakaz kontaktowania się i zbliżania do swojej ofiary na mniej niż 20 metrów.

Mieszkańcy gminy są spokojni o los kobiety, która przebywa w domu pomocy. Jej gospodarstwem opiekuje się siostra, dzięki której dramat starszej pani został przerwany. Ale czy pozostali mieszkańcy będą mogli spędzić w spokoju święta, wiedząc, że zaledwie po kilku latach w celi na wolności jest człowiek, dla którego, zdaniem biegłych, nie ma różnicy, kogo i w jakim wieku może wykorzystać, bo tylko przez gwałt jest w stanie osiągnąć zaspokojenie? Niektórzy mieszkańcy mówią wprost: – Młodych nie zaczepi, bo będzie się bał, że go zabiją. (pc)