Gwoździami przybił lisa do drzewa

Sadysta, okrutnik, barbarzyńca, potwór? Jak nazwać kogoś, kto tak postępuje wobec żywego i bezbronnego zwierzęcia? Co trzeba mieć w głowie, żeby zrobić coś tak bestialskiego?

Deska przybita do drzewa, a na niej przygwożdżony martwy lis. To się nie mieści w głowie. A jednak. Ktoś zostawił zmaltretowane, niczym trofeum na ścianie, zwierzę tuż przy drodze, na granicy dwóch gminy – między Andrzejowem w gm. Kamień a Puszczą w gm. Żmudź.

O sprawie poinformowała nas poruszona bestialskim czynem Czytelniczka. Taki widok zastała, gdy w poniedziałek rano (5 listopada) przejeżdżała tą drogą. Wieczorem zwierzę zostało odczepione – najpewniej któryś z okolicznych mieszkańców zlitował się i, przejeżdżając, zatrzymał się, by zdjąć ciało lisa i położyć na ziemi.

Początkowo na miejsce pojechali pracownicy Urzędu Gminy Żmudź. Znaleźli truchło w opisanym miejscu, ale że było to tuż za mostkiem stanowiącym granicę gmin, odjechali. W to samo miejsce udali się zatem pracownicy Urzędu Gminy Kamień, a razem z nimi lekarz weterynarz, który zabezpieczył ciało do badań (m.in. na wściekliznę) oraz policjanci z komisariatu w Żmudzi. O sprawie dowiedzieli się też inspektorzy z Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt.

– To barbarzyństwo – komentuje Mariusz Kluziak z ChSOZ, przyznając jednocześnie, że od dawna nie odnotowano na naszym terenie równie bulwersującego przypadku sadyzmu na zwierzęciu.

Po wstępnych oględzinach ciała i miejsca zdarzenia mundurowi stwierdzili, że zwierzę musiało zostać potrącone przez samochód. Nie wiadomo jednak, czy ktoś przybił żywcem rannego lisa do drzewa czy zwierzę było już martwe. Ale, co najważniejsze, czym kieruje się psychopata, który tak postępuje? Jaki kierowca po potrąceniu zwierzęcia wyszedłby z samochodu i zrobił coś tak okrutnego? I czy przeciętny kierowca wozi w samochodzie młotek i gwoździe?

Z drugiej strony, jak mówi Roman Kandziora, do najbliższych zabudowań w Andrzejowie jest spory odcinek. Ciężko uwierzyć w to, że nawet któreś z dzieciaków byłoby w stanie zrobić coś takiego w ramach znudzenia czy głupoty.

W związku z niedawnymi wydarzeniami w kraju, o których informowały ogólnopolskie media, pojawiły się też głosy, że zwierzę mógł przygwoździć do drzewa myśliwy.

Kilka miesięcy temu w sieci pojawiło się zdjęcie powieszonego lisa, który został przybity za łapy do drzewa gwoźdźmi (tak, jak ten między Puszczą a Andrzejowem, z tym że na fotografii widoczny był także fragment strzelby myśliwskiej). Fundacja Ludzie Przeciw Myśliwym, która zajęła się sprawą, twierdzi, że udało jej się ustalić tożsamość sprawcy. Kilka tygodni temu, we wrześniu, członkowie fundacji opublikowali w internecie zdjęcie myśliwego, członka Polskiego Związku Łowieckiego, i złożyli w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Żoliborz zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przeciwko niemu.

Na reakcję Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego nie trzeba było długo czekać – zaraz pojawił się komunikat z informacją o wszczęciu odpowiedniego postępowania przez Zarząd Okręgowy oraz Zarząd Główny PZŁ. „Jeśli w toku postępowania okaże się, że zostały naruszone przepisy prawa, wobec myśliwego zostaną wyciągnięte stosowne konsekwencje. Szacunek dla zwierzyny jest wartością nadrzędną, obowiązującą każdego myśliwego” – głosi komunikat.

– My również jesteśmy zszokowani i zastanawiamy się, kim jest ten człowiek. Może to tylko chuligański wybryk – zastanawia się Mirosław Sawicki, przewodniczący zarządu okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Chełmie. – Na razie nie wiadomo, kto powiesił lisa na drzewie i dlaczego to zrobił. Jeżeli stoi za tym myśliwy, wyciągniemy stosowne konsekwencje, odpowie za to.

Jeżeli lis był pozyskany w wyniku polowania, na myśliwym ciąży obowiązek zagospodarowania tuszy, na pewno nie powinien go wieszać na drzewie. Takie zachowanie nie licuje z zasadami etyki łowieckiej. Myśliwy bowiem dba o pozytywny wizerunek łowiectwa, a swoim postępowaniem przyczynia się do kształtowania dobrej opinii o PZŁ. Myśliwy szanuje prawo do życia zwierząt, postępuje w stosunku do nich etycznie – podkreśla, dodając, że o sprawie poinformowano Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego w Chełmie.

Czynności wyjaśniające w tej sprawie wszczęła również chełmska policja. Problem w tym, że przynajmniej na ten moment nie wiadomo nic na temat ewentualnych świadków tego barbarzyńskiego czynu. Realnie zatem patrząc, szanse na to, by zwyrodnialec, który to zrobił, stanął przed sądem i poniósł zasłużoną karę, są marne. (pc)