Halo, dziecko nie oddycha!

Spanikowana matka nieprzytomnego niemowlaka, ojciec 2-latka, który włożył gwóźdź do kontaktu, pijani awanturnicy. Codziennie dyspozytorzy w chełmskim pogotowiu odbierają dziesiątki telefonów i niejednokrotnie ratują ludzkie życie.
Dyspozytor pogotowia to pierwsza i jedna z najważniejszych osób w systemie powiadamiania ratunkowego.
– Na stałe pracuje u nas jedenastu dyspozytorów. Kolejnych pięciu to dyspozytorzy kontraktowi – mówi Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie. – Wszyscy to ratownicy medyczni bądź pielęgniarki ratunkowe, którzy posiadają minimum pięcioletnie doświadczenia pracy w karetce pogotowia, a nie przypadkowe osoby, zatrudnione do obierania telefonów, jak mylnie myśli wiele osób.
Dyspozytorzy cały czas muszą się też dokształcać. Co trzy lata przechodzą tygodniowy kurs, biorą udział w seminariach. – Ale w ich zawodzie równie ważne jak wiedza czy nabyte umiejętności są wrodzone cechy. To stanowisko dla ludzi o mocnych nerwach i ogromnej wyobraźni – przyznaje A. Szepel.

Ciąży na nich wielka odpowiedzialność skierowania pomocy i udzielenia pierwszych wskazówek w sytuacji zagrożenia życia. Mimo to, rzadko mówi się o nich w pozytywnym tonie. Gdy wszystko jest dobrze, nikt o nich nie słyszy. – Lepiej sprzedają się informacje o błędach popełnionych przez dyspozytorów, niż o doskonałych akcjach prowadzonych przez telefon, które niejednokrotnie ratowały życie ludzkie – dodaje pielęgniarka koordynująca Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie i opowiada nam kilka wzbudzających podziw historii z pracy chełmskich dyspozytorów medycznych.

Widać główkę

Zimna i mroźna noc. Pod numer alarmowy dzwoni kobieta. – Rodzę – mówi do słuchawki. Jest w samochodzie z mężem. Jadą w kierunku Chełma, ale mają przed sobą jeszcze dwadzieścia kilometrów. Boją się, że nie zdążą na czas, proszą o pomoc.
Dyspozytorka orientuje się, że w tym momencie nie ma żadnej wolnej karetki. Mówi kobiecie, żeby jechali dalej i że gdy tylko będzie mogła, to skieruje do niej ratowników. Po chwili kobieta znów dzwoni. Z bólu już ledwo mówi. Dyspozytorka radzi, aby zatrzymać samochód. Prosi rodzącą, aby przekazała telefon mężowi, a sama położyła się na tylnych siedzeniach i rozebrała.
Mija kilka minut. Dyspozytorka krok po kroku tłumaczy spanikowanemu mężczyźnie co ma robić, jak ma zachowywać się w stosunku do rodzącej żony. Wreszcie ten krzyczy: – Widać główkę!
Karetka dojechała tuż po urodzeniu dziecka. – Gdyby nie pani pomoc, stanowczość i umiejętne mobilizowanie mojego męża, to nie wiem, co by było – dziękuje dyspozytorce kilka dni później kobieta, która w samochodzie urodziła pięknego, zdrowego synka.

Proszę liczyć głośno

Kobieta wzywa karetkę do nieprzytomnego męża. Mężczyzna nie oddycha. – Podejmie się pani reanimacji? – pyta dyspozytorka. – Tak, ale nie wiem, co mam robić – odpowiada przerażona kobieta.
Dyspozytorka spokojnie wydaje polecenia. – Niech pani splecie ręce, położy je na klatce piersiowej męża i wykona trzydzieści rytmicznych ucisków. Proszę liczyć głośno – dyktuje.
Po chwili słychać męski głos. Okazało się, że razem z kobietą jest jej syn. Dyspozytorka radzi, aby się zmieniali co mniej więcej dwie minuty.
– Właściwe uciskanie klatki piersiowej jest, wbrew pozorom, bardzo męczące. Po około dwóch minutach człowiek zaczyna być nieefektywny. Dlatego zawsze, jeśli jest taka możliwość, trzeba się co jakiś czas zmieniać – informuje Aneta Szepel.
Aż do momentu przyjazdu karetki dyspozytorka cały czas pozostaje w kontakcie z żoną i synem nieprzytomnego mężczyzny. – Gdyby nie polecenia dyspozytorki, mężczyzna nie przeżyłby do naszego przyjazdu – przyznają ratownicy.

Niuniu, nie zostawiaj mnie!

Pod numer alarmowy dzwoni młoda kobieta. – Moje dziecko nie oddycha – krzyczy w słuchawkę. Jest sama w domu, mieszka daleko od Chełma. Dyspozytor od razu wysłał do niej karetkę, a w międzyczasie próbował się dowiedzieć, co się stało. Okazało się, że niemowlę niedawno jadło, więc było bardzo prawdopodobne, że to było zachłyśnięcie. Dyspozytor wydawał matce polecenia. Tłumaczył, jak ma ułożyć dziecko na ręce, jak klepać po plecach. To jednak nie pomagało. Maluch cały czas pozostawał nieprzytomny, nie oddychał. Dyspozytor nakazał rozpoczęcie reanimacji. Kobieta co chwilę krzyczała: – Niuniu wróć, nie zostawiaj mnie, nie odchodź!
Wreszcie, po około 5 minutach, dyspozytor w słuchawce usłyszał płacz dziecka. Pozostał na linii z roztrzęsioną kobietą aż do momentu przyjazdu karetki.

Gwóźdź do kontaktu

– Mój syn włożył gwóźdź do kontaktu. Jest nieprzytomny, nie oddycha – krzyczy w słuchawkę zrozpaczony ojciec. Dyspozytorka od razu wysyła na miejsce karetkę, a mężczyznę instruuje jak prowadzić reanimacje. Po chwili dziecku udało się przywrócić krążenie.
– Chłopca zabrano do szpitala. Lekarz, kiedy wszystko było już w porządku, powiedział mi, że uratowałam temu dziecku życie. To była najmilsza rzecz, jaką mogłam w życiu usłyszeć – przyznaje dyspozytorka.

Chyba nie żyje

Synowie wzywają karetkę do swojej matki, 45-letniej kobiety. Mówią, że chyba nie żyje. Są pijani, agresywni.
– Niejednokrotnie telefon do dyspozytora wykonują osoby zszokowane zaistniałą sytuacją. Rolą dyspozytora jest wtedy jak najszybsze przeprowadzenie wywiadu i uzyskanie niezbędnych informacji o stanie pacjenta czy miejscu pobytu – mówi Anetta Szepel. – I to wcale nie jest łatwa rozmowa – dodaje.
Podobnie działo się w tym przypadku. Dyspozytorka jednak zdecydowanym głosem przekazuje synom nieprzytomnej kobiety, jakie czynności mają wykonywać. Stara się ich uspokoić. Na szczęście – udaje się. Do momentu przyjazdu karetki mężczyźni prowadzą skuteczną reanimację. (mg)

Pielęgniarka koordynująca Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie przypomina, że dyspozytor musi być szczegółowo poinformowany przede wszystkim o miejscu zdarzenia, a także rodzaju zachorowania lub wypadku – wówczas będzie mógł podjąć decyzję o wysłaniu odpowiedniego zespołu. – Nie należy: podnosić głosu, ani poganiać dyspozytora, ponieważ nie przyspieszy to dotarcia zespołu, a w wręcz przeciwnie, może opóźnić czas realizacji. Dzwoniąc po pomoc dyspozytor zada pytania: o miejsce zdarzenia, co się stało, czy osoba jest przytomna, poprosi o dane chorego i wiek, adres, numer telefonu, z którego dzwonimy, dane wzywającego. W razie wypadku wywiad może być poszerzony o pytania: gdzie się zdarzył wypadek (należy określić w miarę precyzyjnie miejsce, charakterystyczny punkt odniesienia), o rodzaj wypadku, liczbę ofiar, uszkodzenia ciała i kto wzywa – wymienia A. Szepel.