Hamulcowy w politycznym niebycie?

Wielu przez ostatnie lata nazywało go głównym hamulcowym miasta. Po 12 latach znika z lokalnej sceny politycznej. To dobra wiadomość dla Chełma. Józef Górny, bo o nim mowa, w piątek 23 listopada przestanie pełnić ostatecznie funkcję wiceprezydenta miasta, choć podobno w ostatnim czasie gorączkowo szukał w PiS sprzymierzeńców, którzy mieliby wstawić się za nim u nowego prezydenta Jakuba Banaszka, żeby ten zostawił go na stanowisku.

5 grudnia 2006 roku. To wtedy Agata Fisz, nowo wybrana wówczas prezydent Chełma, powołała Józefa Górnego na swojego pierwszego zastępcę, a Polskie Stronnictwo Ludowe, któremu w mieście przewodniczył Górny, weszło w koalicję z komitetem wyborczym „Postaw na Chełm”. To małżeństwo przetrwało aż dwanaście lat, choć byli tacy, którzy próbowali przekonać Agatę Fisz do wzięcia rozwodu z PSL już po czterech latach współpracy.

Tym bardziej, że Górny, poza papierkową robotą, którą rzeczywiście wykonywał solidnie, dla miasta na dobrą sprawę niewiele zdziałał. Nie miał też żadnego przełożenia na władze województwa lubelskiego, w którym PSL przez 10 lat był koalicjantem Platformy Obywatelskiej. Niewiele pożytku dla miasta przyniosła również partyjna znajomość Górnego z ówczesną wojewodą Genowefą Tokarską. Wydawało się, że miasto dostanie rządowe wsparcie na kilka drogowych projektów, w ramach choćby „schetynówek”, a niestety pieniądze wędrowały głównie do innych samorządów.

Józef Górny w kampanii wyborczej w 2006 roku wiele obiecywał, m.in. budowę sieci taniego miejskiego Internetu, czy południową obwodnicę Chełma. Sieć rodziła się w dużych bólach, choć w jeszcze większych – poszukiwania operatora. I tania nie była, a miasto do dziś każdego roku za jej konserwację płaci po kilkaset tysięcy złotych. Stałych abonentów jest kilkudziesięciu, a archaiczne hot-spoty pozwalają co najwyżej przejrzeć pocztę elektroniczną oraz kilka witryn, a irytujący jest fakt, że po 30 minutach użytkownik zostaje wylogowany. Dużym minusem są też miesięczne ograniczenia związane z przesyłaniem danych. Nie brakuje opinii, że samorząd co roku wyrzuca niemałe pieniądze w błoto i trudno się z nimi nie zgodzić.

Temat obwodnicy południowej zgasł, zanim tak naprawdę się rozpoczął. Skończyło się na tym, że w budżecie miasta na 2007 rok zaplanowano na ten cel… 5 000 zł. Tak naprawdę nie wiadomo było, co za te pieniądze Górny chciał zrobić. Ostatecznie nic nie zdziałał, a kiedy uznał, że na tę inwestycję Chełma długo nie będzie stać, całkowicie o niej zapomniał. Tyle że obwodnica południowa jest miastu bardzo potrzebna, tak samo, jak ta północna.

Józef Górny, powiedzmy sobie szczerze, nie był ulubieńcem petentów, ani też samych pracowników, choć zapewne nie wszystkich. Zasłaniając się przepisami, i bardzo często dogłębną, niekiedy aż za nadto, analizą dokumentów powodował, że wiele osób, w tym też przedsiębiorców, które chciały rozwiązać problem, załatwić zwykłą urzędową sprawę, bądź miały ciekawy pomysł, albo musiały na końcowy efekt czekać tygodniami, a nawet miesiącami, albo też szybko rezygnowały. Między innymi z tego powodu już w pierwszej kadencji do Józefa Górnego przylgnął pseudonim „hamulcowy” miasta.

Górny swojego interesu pilnował jednak jak mało kto. Przez dwanaście lat jak lew bronił wojskowej emerytury, nigdy nie ujawniając jej kwoty. Za każdym razem tłumaczył, że przepisy nie zobowiązują go do wpisywania do oświadczenia majątkowego wysokości wojskowego świadczenia, mimo że w dokumencie jest jasno napisane, iż należy podać wszystkie dochody i ich źródła. Wiceprezydent najwyraźniej zapomniał, że na jego wynagrodzenie w urzędzie zrzucają się mieszkańcy Chełma i ze zwykłej przyzwoitości oraz dla świętego spokoju, zastępcy prezydenta, odpowiedzialnego w mieście za inwestycje, wypada ujawnić cały swój majątek i wszystkie dochody, by ukrócić jakiekolwiek spekulacje na ten temat.

Józef Górny miał też „zasługi”. Największe w załatwianiu pracy osobom należącym do PSL, bądź kojarzonym z tą partią. Urząd, placówki oświatowe, jednostki, spółki miejskie aż roją się od pracowników z zieloną legitymacją. Dzięki temu miejska organizacja ludowców z każdym rokiem rosła w siłę, bo większość z osób otrzymujących pracę do niej też wstępowała.

Ta liczna jeszcze miesiąc temu formacja, po październikowych wyborach samorządowych, odchodzi jednak w polityczny niebyt. Razem ze swoim prezesem Józefem Górnym. PSL nie będzie ani we władzach miasta, ani też w zarządzie województwa lubelskiego. Po dwunastu tłustych latach, nadeszły chude. Co najmniej pięć, choć kto wie, czy nie więcej. I bez wątpienia przyczynił się do tego też Górny, choć zdajemy sobie sprawę, że on sam może uważać inaczej. Taka jest niestety opinia również wielu ludowców, choć nikt z nazwiska nie chce o tym jeszcze głośno mówić, zawiedzionych ostatnimi decyzjami prezesa.

Miejski PSL zaczął iść na dno. Ostatnią spektakularną porażką było postawienie na Justynę Manasterską-Raszkę, niezwiązaną wcześniej z ludowcami, jako tę, która miałaby zapewnić ludowcom współrządzenie miastem przez kolejną kadencję. Taką decyzję rzekomo podjął sam Górny.

Wielu działaczy grodzkiego PSL dziś przekonuje, że gdyby ich prezes w porę zrozumiał, iż jego czas na stanowisku wiceprezydenta miasta, a także szefa partii powoli dobiega końca i pozwolił Arturowi Juszczakowi kandydować na prezydenta Chełma, a z czasem nawet przejąć przywództwo w miejskim PSL, ludowcy po wyborach być może utrzymaliby swoje wpływy w mieście. Juszczak widząc, że w PSL nic już nie dostanie, przeskoczył do PiS, a Manasterska-Raszka w kampanii wyborczej na… Górnym i peeselowskich działaczach nie zostawiała suchej nitki, co pewnie też mocno odbiło się na wyniku osiągniętym przez PSL. A na pewno już na wyniku Józefa Górnego, bo 122 głosy należy odebrać jako klęska wiceprezydenta. Oboje bez wątpienia pociągnęli partię na dno.

Ludowcy w nowej radzie miasta, na otarcie łez, dostali dwa mandaty. Jednak ani Joanna Lis jak i Irena Machowicz, nie mają partyjnej legitymacji i na dobrą sprawę PSL nie dysponuje dziś żadną kartą przetargową, by zabiegać o ewentualne dalsze współrządzenie miastem. Mimo to, sam Józef Górny nie tak dawno wśród osób mocno związanych z Prawem i Sprawiedliwością podobno miał szukać sprzymierzeńców, by ci starali się przekonać nowego prezydenta Chełma, Jakuba Banaszka o pozostawieniu szefa PSL na dotychczasowym stanowisku, aż do momentu zakończenia wszystkich rozpoczętych w mieście inwestycji, finansowanych z funduszy unijnych. W polityce też trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, w dodatku z klasą. Tutaj chyba tego zabrakło.

Co stanie się z grodzką organizacją Polskiego Stronnictwa Ludowego, dziś nie wiadomo. Czy przetrwa ona do kolejnych wyborów samorządowych, które odbędą się za pięć lat? Są tacy, którzy uważają, że struktury mogą rozsypać się bardzo szybko, a w najlepszym wypadku organizacja skurczy się do kilkunastu członków. Nie brakuje też opinii, że miejski PSL nie przetrwa do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. No chyba, że do dymisji poda się prezes Górny… (ps)