Higiena bez zarzutów?

Dziecko często choruje? Czy aby na pewno zaraziło się od kolegi z przedszkola czy może placówka nieodpowiednio dba o higienę? Rodzicu, trzymaj rękę na pulsie!

Dbanie o higienę to najprostszy sposób na zmniejszenie ryzyka złapania infekcji. O ile w domu łatwo sprawować nad tym kontrolę, to podczas pobytu dziecka w żłobku czy przedszkolu pozostaje wyłącznie liczyć na odpowiedzialność placówki. Bo częste mycie rąk kilkulatka nie wystarcza – pluszaki i plastikowe zabawki same się nie wyczyszczą, a brudne stają się idealnym miejscem do gromadzenia się różnych drobnoustrojów.
– Wszystkie przedszkola mają opracowany tygodniowy plan higieny – zapewnia Grażyna Rejter, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Chełmie.
Zakłada on m.in., że zabawki dezynfekowane są specjalnymi środkami średnio raz w tygodniu, a brudne czyszczone zaraz po wyjściu dzieci z przedszkola. Tak samo pod koniec każdego dnia powinny być myte krzesełka, stoliki i podłogi, a dywany odkurzane. Porządek szczególnie musi panować w łazienkach i w kuchni. Przedszkola miejskie korzystają też ze zmywarek i wyparzarek do naczyń, a nawet oddzielnych cerat (przy innych dzieci jedzą, rysują, bawią się).
Raz w roku sanepid kontroluje placówki miejskie, a niepubliczne – przez to, że prowadzą dyżury wakacyjne – dwa razy w roku, aby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo. Większych uchybień nie odnotowano, zaś ostatnie skargi były dwa lata temu na przedszkola prywatne (dzieci zaczęły często chorować). Ale brak skarg nie oznacza, że każde placówki świecą przykładem. Bo w praktyce, niestety, bywa tak, że ze względów ekonomicznych dezynfekcja w przedszkolu odbywa się o wiele rzadziej niż powinna. A przez oszczędność płynów dzieci narażane są na choroby – szczególnie w sezonie grypowym. Dlatego jeżeli rodzic ma podejrzenia, co do odpowiedniej higieny w przedszkolu, nie powinien się wahać, a natychmiast zadzwonić do sanepidu. (pc)