Hulaj dusza, kary nie ma?

Wjeżdżają w znaki, „koszą” sygnalizatory, niszczą barierki. Chełmscy kierowcy notorycznie uszkadzają mienie Zarządu Dróg Miejskich. Czy ponoszą za to konsekwencje?

Poniedziałek, około godz. 10 przy al. Armii Krajowej, obok wyjazdu ze stacji paliw chełmskiego PKS-u, można było zobaczyć na chodniku auto, które zatrzymało się na znaku drogowym. Po kierowcy ani śladu. Samochód prawdopodobnie stoczył się z miejsca postojowego.
– To nic nadzwyczajnego. Niemal codziennie ktoś niszczy mienie Zarządu Dróg Miejskich – przyznaje Krzysztof Tomasik, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich. Co dalej w takiej sytuacji? – Jeśli znak jest tylko pokrzywiony, wysyłamy tam pracowników, którzy go prostują i po sprawie. Szkoda jest na tyle znikoma, że nie obciążamy sprawcy kosztem naprawy – wyjaśnia dyrektor.

Jednak nie zawsze tak jest. – W ubiegłym roku złożyliśmy dwanaście wystąpień do policji w sprawie uszkodzenia infrastruktury drogowej przez kierowców. Były to sytuacje, kiedy koszty naprawy przekraczały kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych – informuje K. Tomasik.
Spośród wspominanych dwunastu spraw: cztery spełzły na niczym, bo nie wykryto sprawcy, trzy zostały umorzone przez policję, trzy trafiły do sądu, a zaledwie dwie zakończyły się otrzymaniem przez miasto odszkodowania – 3 300 zł za uszkodzenie latarni przy ul. Trubakowskiej i 930 zł za zniszczenie barierek ochronnych przy ul. Rejowieckiej. (mg)