Ilu wyborców dopisali?

Wójt Kamienia, Roman Kandziora, zareagował na pogłoski o dopisywaniu w jego gminie mieszkańców do list wyborczych. – Mam dosyć insynuacji, że rezygnuję ze startu z tego powodu – mówi i pokazuje dane z rejestru wyborców od 2002 roku.

Niedawno pisaliśmy, że dopisywaniem osób do rejestru wyborców tuż przed wyborami ma zajmować się prokuratura. Sprawa jest o tyle poważna, że w Polsce zapadł już w takiej sprawie wyrok. Sąd skazał wójta i sekretarza gminy Rudna na kary więzienia w zawieszeniu. Strach padł na wójtów w gminach, w których dochodziło do podobnych sytuacji oraz mieszkańców, zwykle zwolenników urzędujących wójtów, którzy dawali meldować u siebie „nowych” wyborców.

W gminach, w których o wygranej decydowało kilkadziesiąt czy kilkanaście głosów proceder dopisywania wyborców do list i meldowania mógł decydować o wyniku. Według pogłoski weryfikacją, w których gminach dochodziło do nadmiernego dopisywania wyborców i meldowania, ma zajmować się prokuratura. Według innej pogłoski sprawdzają to urzędnicy wojewody, którzy te wyjątkowe sytuacje będą zgłaszać do prokuratury.

Na razie w chełmskiej prokuraturze takiej sprawy nie ma. Ale w naszym powiecie nie brakowało takich przypadków. Przed ostatnimi wyborami pisaliśmy, że w Sawinie między pierwszą a druga turą przybyło kilkudziesięciu wyborców. Ktoś ich wpisał do rejestru, ktoś zameldował w swoim domu. W ten sam sposób wspomagali się niektórzy wójtowie z innych chełmskich gmin.

Proceder dopisywania przyklejono Romanowi Kandziorze, wójtowi Kamienia, który zapowiedział, że rezygnuje ze startu. A skłonić go do tej decyzji miały właśnie ewentualne konsekwencje meldowania i dopisywania do rejestru wyborców. – Nikogo nie dopisywałem i nie meldowałem i mam dosyć insynuacji na ten temat – mówi wójt i pokazuje dane z rejestru, żeby raz na zawsze uciąć te spekulacje. Liczba osób, które dopisano przed wyborami, poczynając od 2002 roku jest znikoma i może wynikać ze zwykłych przeprowadzek.

– W 2002 roku było to dziesięć osób, przed wyborami w 2006 roku – dwie osoby, w 2010 – trzynaście osób, w 2014 – osiem, a w tym roku – dziewięć osób – wylicza Kandziora.

Wójt przypomina, że poprzednie wybory wygrał różniącą kilkuset głosów, więc ewentualne dopisanie kogokolwiek i tak nie miałoby wpływu na wynik. I nie jest też dzisiaj powodem rezygnacji z ubiegania się o fotel wójta. Kandziora tłumaczył nam wcześniej, że ma już dosyć i decyzję podjął wspólnie z żoną dużo wcześniej. – I nie ma w tym żadnego drugiego dna – zapewnia. (reb)