Inwalida odcięty od świata

Ryszard Karczmarczuk ze Skordiowa w gminie Dorohusk nie może doczekać się remontu gminnej gruntówki. Jego posesję od asfaltu dzieli kilkadziesiąt metrów błota. – Ciężko przedostać się autem, nie mówiąc o przejściu piechotą – żali się starszy, schorowany mężczyzna. A prośby w gminie nie skutkują.

Chodzi o kilkudziesięciometrowy kawałek polnej, gminnej drogi przy przystanku autobusowym w Skordiowie. Niewielki fragment przysparza rodzinie Ryszarda Karczmarczuka mnóstwa kłopotu.

– Córka nie może się wydostać, żeby dzieci do szkoły zawieźć, a ja codziennie muszę iść tą drogą pod przystanek, żeby zrobić zakupy, bo obwoźny sklep boi się podjechać pod mój dom, żeby nie ugrzęznąć – żali się schorowany mężczyzna, który jest po udarze i ma pierwszą grupę inwalidzką. – Wiele razy zgłaszałem to do gminy. Prosiłem o remont, ale jak grochem o ścianę.

Karczmarczuk mówi, że trzeba drogę poszerzyć, bo chociaż w planach powinna mieć 6 metrów, to w rzeczywistości został 2-3 metrowy pasek, który zalewany jest wodą z pól i ulicy. Potem wystarczy ją utwardzić.

Wójt Dorohuska, Wojciech Sawa, twierdzi, że już kilkakrotnie wożono tam piasek i kruszywo, ale na nic się to zdało. – Bez sensu robić cokolwiek w momencie, gdy jest największe błoto – mówi. – Remonty dróg rozpoczynamy w kwietniu. Potrzeb jest dużo i jest kilka miejsc znacznie gorszych niż droga w Skordiowie. Przyjrzymy się, co można tam zrobić, żeby poprawić przejazd. Gdy będziemy dysponować wolnym materiałem, to na pewno tam zwieziemy. (bf)