IPN: To nie są pozostałości miejsc pochówku

Według biegłych IPN szczątki odkryte w trakcie prowadzonych na górkach czechowskich wykupów pod położenie linii ciepłowniczej nie pozwalają stwierdzić, że to szczątki ludzkie i, że w tym miejscu były miejsca pochówku

Ubiegły tydzień przyniósł informacje na temat prac podjętych przez Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN w związku z ujawnieniem (w maju br.) na terenie górek czechowskich w Lublinie fragmentów kości. Ustalenia IPN nie są po myśli obrońców górek. – W przebadanych wykopach nie stwierdzono żadnych cech wskazujących, że znajdują się tu lub znajdowały się groby ofiar zbrodni niemieckich, komunistycznych lub innych wydarzeń z wiązanych z działaniami wojennymi lub powojennymi – ogłosił IPN zalecając jednak, że wszelkie prace w tym miejscu powinny odbywać się pod kuratelę archeologów.

13 maja 2020 archeolodzy BPiI IPN z Warszawy i pracownicy lubelskiego oddziału (OBPiI) przeprowadzili wizję lokalną terenu, gdzie podczas prac ziemnych wykonywanych przez LPEC, ujawniono trzy fragmenty szczątków kości. Znalezisko zabezpieczyła policja i przewieziono je do Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie. Po wstępnych oględzinach przez biegłych antropologów stwierdzono, że fragmenty kostne są zbyt małe by móc określić ich pochodzenie: ludzkie bądź zwierzęce. To samo dotyczy kolejnych dwóch fragmentów kostnych odnalezionych podczas majowej wizji lokalnej – te również, w ocenie specjalistów, nie dają podstaw by określić ich pochodzenie.

– Weryfikacja sugerowanych przez świadków miejsc pochówku nie potwierdza wstępnych przypuszczeń. Wyniki ustaleń zespołu Biura Poszukiwań i Identyfikacji opracowano w oparciu o dostępne materiały źródłowe oraz przeprowadzone czynności terenowe. Szczegółowe informacje na temat działań podjętych przez Biuro w tej sprawie zostały przesłane właściwym organom administracji rządowej i samorządowej – mówi naszej gazecie Artur Piekarz, naczelnik OBPiI IPN w Lublinie.

Jego zdaniem, analiza dostępnych źródeł historycznych nie pozwala dziś w IPN dokładnie ustalić kolejnych potencjalnych miejsc egzekucji i pochówków na terenie górek. Tym bardziej, że był to grunt wojskowy, który z czasem podlegał modyfikacjom z uwagi na potrzeby armii, saperów. Posiadane informacje trudno im zweryfikować w oparciu o rzetelne źródła, a zwłaszcza doprecyzować miejsca domniemanych pochówków.

Raport z badań oznajmia

…że według ustaleń archeologów i historyków IPN, obszaru, na którym obecnie spółka LPEC prowadzi inwestycję nie można wiązać z informacjami o grobach na terenie górek czechowskich. Zbadane obiekty, wykopy zawierają w tzw. wypełnisku gruz nawieziony najprawdopodobniej z pobliskich terenów miejskich, być może w związku z usuwaniem wojennych zniszczeń miasta. Odnalezione drobne fragmenty kostne, rozdrobnione i przesuszone, z dużym prawdopodobieństwem zostały nawiezione wraz z gruzem – czytamy w informacji BPiI. W przebadanych przez ekspertów Biura obiektach nie stwierdzono żadnych cech wskazujących na występowanie w tej lokalizacji pierwotnych lub wtórnych pochówków. W ocenie BPiI brakuje więc podstaw by uznać, że w miejscu, gdzie obecnie LPEC prowadzi inwestycję ciepłowniczą, i gdzie odnaleziono owe fragmenty kostne, znajdują się lub znajdowały groby ofiar zbrodni niemieckich, komunistycznych lub innych wydarzeń związanych z działaniami wojennymi lub powojennymi.

Według sugestii świadków domniemane miejsca egzekucji oraz potencjalne doły śmierci należy lokalizować raczej w pobliżu dawnej strzelnicy – za wysokim wałem ziemnym oraz w okolicznych wąwozach. Lokalizacja ta jest odległa od miejsca aktualnego odnalezienia drobnych fragmentów kostnych – mówi dokument BPiI.

Warto przypomnieć

…że w latach 1940-1942 na terenie górek czechowskich funkcjonariusze niemieckiego okupanta przeprowadzili co najmniej 6 dużych egzekucji: w marcu i kwietniu 1940 roku, 5 maja 1941, 26 i 28 marca 1942 oraz 1 czerwca 1942. W co najmniej dwóch z nich (26 i 28 marca 1942) rozstrzelano więźniów narodowości żydowskiej z więzienia na Zamku Lubelskim. Nie jest znana całkowita liczba ofiar tych egzekucji. Historycy przypuszczają, że w czterech z nich (od marca 1940 do czerwca 1942) zamordowano co najmniej 171 osób. Ponadto, według relacji Szymona Fajersztajna więzionego na Zamku, 26 marca 1942 roku stracono w górkach na Czechowie 640 osób narodowości żydowskiej, zaś w dwa dni później kolejnych 240 Żydów – brak jednak na ten temat potwierdzenia z innych źródeł.

Już po wojnie, od 9 grudnia 1947 do 5 stycznia 1948 na obszarze górek czechowskich przeprowadzono osiem ekshumacji. Niestety, zdaniem historyków z IPN, luki w dokumentacji nie pozwalają doprecyzować, w którym dokładnie miejscu je prowadzano.

W trakcie ekshumacji wydobyto łącznie 231 ciał, jednak ofiary pozostały w większości nierozpoznane. W jednej z mogił znaleziono dowód osobisty i książeczkę wojskową na nazwisko Lejba Zelman Margulies (to szewc z Warszawy, ur. 1890 r.) oraz opaskę z napisem „Jüdischer Ordnungsdienst”. Ekshumowane zwłoki w wielu wypadkach nosiły ślady obrażeń, niektóre z nich miały skrępowane ręce. Szczątki ekshumowanych ludzi zostały pochowane na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie.

Są także inne ślady

Według niepotwierdzonych informacji na omawianym terenie mieli zostać pochowani również żołnierze niemieccy, rzekomo rozstrzelani za odmowę wykonania rozkazów. Ponadto istnieją przesłanki, że w górkach czechowskich mogło dojść do skrywania ciał ofiar zbrodni komunistycznych – opiera się je na niepublikowanej relacji funkcjonariusza WUBP w Lublinie na temat śledztwa przeciwko członkom AK oskarżonym o udział w akcji na Izbę Skarbową w Lublinie, 7 kwietnia 1945.

W odniesieniu do działań planowanych przez IPN konieczne jest nakładanie – przez uprawnione organy administracji – na podmioty prowadzące prace ziemne na terenie dawnego poligonu WP obowiązku zapewnienia nadzoru archeologicznego. Pozwoli to uniknąć ryzyka zniszczenia ewentualnych istniejących tam jeszcze miejsc pochówku – czytamy w komunikacie Biura.

– Nie można wykluczyć istnienia masowych grobów na terenie górek, z których nie dokonano ekshumacji, dlatego IPN zamierza przeprowadzić tam badania mające na celu weryfikację archeologiczną kilku lokalizacji wytypowanych w oparciu o analizę zdjęć lotniczych oraz danych geoinformacyjnych – dodaje naczelnik Artur Piekarz. – Podjęliśmy działania wielotorowo, bierzemy pod uwagę również materiały nadesłane przez społeczników, pasjonatów historii, jednak każdorazowo muszą być one poddawane gruntownej weryfikacji.

Do takich należy pan Marcin – mieszkaniec Ryk, który chce pozostać anonimowy, dysponujący fotografiami lotniczymi z 1944 roku i zeznaniami świadków, dowodzącymi martyrologii górek czechowskich w latach 190-44.

Co na to strona społeczna?

Obrońcy górek byli przekonani, że znalezione fragmenty to ludzkie szczątki, co mogło skutecznie zablokować zabudowę górek. Do ustaleń IPN pochodzą z rezerwą. – Skala uogólnień w tym komunikacie BPiI jest zaskakująco duża. Potrzebujemy teraz sporo czasu i energii by odnieść się do stanowiska IPN – mówi Magdalena Zając, działaczka obrony górek czechowskich. Generalnie nie zgadza się z tezami i wnioskami zawartymi w przywołanej informacji BPiI IPN.

– Również podważam raport IPN i wnoszę o sprawdzenie całego przebiegu magistrali ciepłowniczej LPEC oraz gruntu za ogrodzeniem TBV, bowiem ta firma nie informowała o wcześniej odkrytych artefaktach, kto wie, może o dużo większych fragmentach kości, niż te znalezione przez mieszkańców w kwietnia br. – komentuje Andrzej Filipowicz, koordynator lubelskich działań na rzecz ochrony tego obszaru.

– Już w styczniu mieszkańcy Lublina spacerujący przy innym rowie wykopanym przez LPEC w Górkach wykonali zdjęcia, które zawierają podobne artefakty, być może właśnie ludzkie kości – kontynuuje aktywista. – Odpowiedzialność za zaistniały stan rzeczy ponosi głównie prezydent Lublina oraz IPN. Ich bezczynność dopuściła do wydania pozwoleń na inwestycję LPEC bez ustalenia zastrzeżeń środowiskowych dla planowanych przedsięwzięć. Wiadomo bowiem, że ze względu na dramatyczne dzieje górek czechowskich należy wpisać do projektów obowiązek szczególnego nadzoru nad prowadzonymi tam robotami.

Marek Rybołowicz