IPN na tropie ubeckich katowni

Wbijali igły pod paznokcie, przypalali, polewali lodowatą wodą. Metod na łamanie ludzi było wiele. Takie krwawe przesłuchania zazwyczaj kończyły się podobnie – rozstrzelaniem. Teraz szczątków ofiar komunistycznego terroru szuka Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN. W ubiegłym tygodniu prowadził badania na terenie dawnej katowni Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Reformackiej 27 w Chełmie.Ginęli najczęściej od strzału w tył głowy. Grzebani w środku nocy, bez księdza. Miejsca ich pochówku nie odnotowywano ani w księgach parafialnych, ani w rejestrach cmentarnych, ani tym bardziej w dokumentach aparatu bezpieczeństwa. Po człowieku nie było śladu. Żadnego grobu, a tym bardziej nagrobka. Tak w latach 40. i 50. XX wieku mordowały służby bezpieczeństwa w całej Polsce, także w Chełmie.

Mroczne tajemnice sprzed lat

Teraz, po latach, Instytut Pamięci Narodowej, chce odnaleźć szczątki ofiar komunistycznego terroru. W ubiegłym tygodniu przez dwa dni poszukiwania trwały także w Chełmie, na terenie dawnej siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Reformackiej 27. Kierował nimi profesor Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN.
– Z dokumentów, a więc z tych oficjalnych materiałów UB, wynika, że tutaj, w Chełmie, zamordowano co najmniej kilkanaście osób. Tymczasem doskonale znamy procedury działania bezpieki w tamtych latach. Ludzi zazwyczaj nie wciągano w żadną dokumentację, więc ta liczba jest z pewnością wyższa – tłumaczy profesor. – A teraz, kiedy pojawiły się możliwości, gdy IPN ma zespół i może docierać do różnych miejsc, przyjechaliśmy do Chełma, aby wyjaśnić mroczne tajemnice sprzed lat.
Szczególnie, że wśród wielu mieszkańców, w tym także byłych więźniów, od dłuższego czasu istnieje przekonanie, które dziś wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tuż za budynkiem urzędu grzebano więźniów. – Dla nas nie jest to żadne zaskoczenie. Jest to procedura, którą stwierdziliśmy w wielu miejscach na terenie kraju. W latach 40. na wielu dziedzińcach siedzib UB w Polsce grzebano ludzi bezpośrednio za budynkami. Z czego to wynikało? Z przekonania, że tylko takie miejsca, będące pod ich władaniem, gwarantują zapewnienie tajemnicy. Przewiezienie zabitych i grzebanie gdzieś na cmentarzu zawsze przynosiłoby ryzyko, że ktoś takie miejsce odnajdzie – mówi profesor Szwagrzyk.

Szczątków nie ma, ale…

Podczas prac prowadzonych przez IPN w Chełmie wykopano mnóstwo kości, ale były to kości zwierzęce. Szczątków ludzkich nie znaleziono, choć korzystano z pomocy ciężkiego sprzętu i specjalnej aparatury. Teren nie został jednak przebadany w całości, bo na jego części w latach 90. postawiono garaż.
– Jedna z relacji mówi, że kiedy go budowano, znaleziono ludzką czaszkę. Być może wtedy zostały wykryte pozostałe szczątki i wywiezione lub zniszczone. Dlatego apelujemy do osób, które mogą naprowadzić nas na jakiś nowy ślad, o kontakt. Każdy, nawet najmniejszy skrawek wspomnień może być dla nas wskazówką do dalszych poszukiwań – podkreśla wiceprezes IPN.

Z kart historii

Chełmski historyk i regionalista Jan Paszkiewicz przypomina, że siedzibę PUBP przeniesiono na ul. Reformacką 27 w połowie 1945 roku. – W piwnicy kamienicy był areszt, który składał się z czternastu cel i kuchni. Od podwórza prowadziły żelazne drzwi znajdujące się w suterenie. Drzwi do cel były okute blachą i zamykane na kłódki. Podwórze ogrodzono wysokim parkanem z drutem kolczastym. W odległości ok. 20 m znajdował się ustęp dla więźniów, obok którego zakopywano ciała zamordowanych podczas śledztwa. Dane dotyczące liczby aresztantów są w zasadzie wyrywkowe, podobnie zresztą jak dotyczące liczby ofiar śmiertelnych katowni UB. Ich szczątki mogą znajdować się na posesjach nr 15, 17, 23 i 27 przy ul. Reformackiej – mówi Paszkiewicz. Dotychczas jednak nikt nie zweryfikował tych informacji. Niewykluczone, że te tereny, już niebawem, także staną się miejscem kolejnych poszukiwań IPN. (mg)