Jagiellońska złota era

O złotych czasach lubelskiego handlu i rzemiosła za Jagiellonów przypomina organizowany od jedenastu lat Jarmark Jagielloński

Kazimierz – syn Władysława Jagiełły oraz wnukowie protoplasty dynastii: Jan Olbracht, Aleksander oraz Zygmunt, zwany później Starym – dość często odwiedzali Lublin. Chwalebnie w dziejach miasta zapisał się zwłaszcza Kazimierz Jagiellończyk.


Były to dla miasta dobre czasy – ośrodek kiedyś kresowy, narażony na najazdy ze wschodu, po zawarciu unii z Litwą znalazł się w centrum państwa polsko-litewskiego i umiał z tego faktu czerpać korzyści jako pośrednik w wymianie handlowej między Litwą, Rusią oraz krajami sąsiadującymi z Polską od wschodu, zachodu i południa.

Ożywczy handel

Dźwignią handlu w średniowieczu były jarmarki, organizowane przy okazji świąt kościelnych. Według Władysława Kopalińskiego słowo to pochodzi od niemieckiego słowa Jahrmarkt ‘targ doroczny’. Były one formą wolnego handlu między kupcami z odległych krajów Europy, a nawet różnych części świata. Lublin, podobnie jak inne targowe miasta, bogacił się przy ich okazji dzięki należnościom, pobieranym za różnego rodzaju miejskie usługi (opłata za wagę, od kramu – na rynku, wokół ratusza, w trzech rzędach stały kramy i budy, wydzierżawiane kupcom przez miasto, tragarskie itp.).
Co prawda po raz pierwszy przywilej na roczny 16-dniowy jarmark – na Zielone Świątki – Lublin otrzymał od Władysława Jagiełły (pół roku po nadaniu miastu przywileju na skład), jednak w obliczu rozszerzenia się kontaktów handlowych nieodzowne okazało się zwiększenie liczby imprez handlowych, czego dokonał Kazimierz Jagiellończyk w 1448 r., wydając przywilej na cztery roczne jarmarki. Dokument głosił, że „Kazimierz Jagiellończyk, pragnąc przyjść z pomocą miastu swemu Lublinowi, niedawno zniszczonemu przez pożar, zezwala na 4 roczne jarmarki: pierwszy, 16-dniowy, zaczynający się na 8 dni przed świętem Oczyszczenia NMP [2 II] i kończący się 8 dni po nim, drugi również 16-dniowy, na Zielone Świątki, trzeci, 8-dniowy, na święto Wniebowzięcia NMP [15 VIII}, nadto czwarty, również 8-dniowy, na dzień Szymona i Judy {28 X], przy czym, zwalnia od cła kupców przybywających do Lublina na dwa pierwsze jarmarki”.

Towary z całego świata

Nie wszystkie lubelskie jarmarki wytrzymały próbę czasu – sierpniowy przegrał z odbywającym się w tym samym czasie jarmarkiem w Jarosławiu. Ale nasze jarmarki miały charakter ogólnokrajowy, a nawet międzynarodowy – źródła historyczne z XVI i XVII wspominają, że ściągali na nie w określonych przywilejami terminach kupcy krajowi i zagraniczni – Niemcy, Anglicy, Arabowie i Turcy, Włosi, Francuzi, Tatarzy, kupcy z państwa moskiewskiego, Grecy oraz Ormianie, przywożąc płótna z Niemiec i Śląska, sukna z Anglii i Flandrii, kobierce i tkaniny jedwabne z Persji, Turcji i Włoch, wschodnie korzenne przyprawy, futra, skóry i wosk z Litwy, Moskwy i Nowogrodu, wina z Węgier, Hiszpanii oraz Cypru czy woły z Wołoszczyzny. Dochody Lublina w trakcie jarmarków z czasem uległy zwiększeniu w następstwie otrzymanego przez miasto w 1468 r. z rąk Kazimierza Jagiellończyka przywileju na strygield, czyli miejskie prawo mierzenia i taksowania przywożonego sukna. Dzięki jarmarkom miasto nad Bystrzycą nawiązało kontakty – zarówno ekonomiczne, jak i rodzinne – z innymi ośrodkami krajowego handlu: Krakowem, Lwowem, Poznaniem, Wrocławiem, Wschową, Toruniem i Gdańskiem oraz z szeregiem innych, bowiem przyciągało nowych mieszkańców, także cudzoziemców, którzy przyjmowali prawo miejskie i włączali się w życie Lublina.

Na ważnym trakcie

Jagiellonom Lublin zawdzięcza również budowle sakralne – m.in. Kościół Rektoralny Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny Zwycięskiej, nazywany też pobrygidkowskim
lub powizytkowskim

Jak ważne były jarmarki dla gospodarki Lublina, świadczy potwierdzenie przez Kazimierza Jagiellończyka w 1450 r. przywileju Jagiełły, określającego trakt handlowy z ziemi bełskiej, czyli ruskiej, do Radomia, m.in. przez Hrubieszów, Krasnystaw, Lublin i Kazimierz. Dokument ten jest dowodem dalszych starań miasta o respektowanie przez kupców dróg handlowych prowadzących przez Lublin. Z drugiej strony wyznaczał on trakty dla kupców lubelskich do Wielkopolski i Wrocławia, których też musieli się trzymać.
Dowodem wagi tego problemu jest kolejny przywilej Kazimierza Jagiellończyka, datowany na 8 maja 1454 r., wydany podczas obrad sejmu walnego w Łęczycy, w którym monarcha ponownie wyznacza trakt handlowy z ziemi bełskiej, czyli ruskiej, do Radomia, przez m.in. Hrubieszów, Krasnystaw, Lublin i Kazimierz oraz poleca wojewodom, kasztelanom i starostom, aby kupcom lubelskim nie czynili przeszkód w używaniu tych starych i zwykłych dróg.
To dzięki temu monarsze Lublin w 1474 r. stał się stolicą ustanowionego przez niego na sejmie piotrkowskim, w dniu 15 czerwca, województwa lubelskiego „z przyczyny wzrostu i znacznego powiększenia się tej prowincji”, jak sformułował to w swojej kronice Jan Długosz, dzięki czemu zarówno miasto, jak i cała ziemia lubelska, składająca się, jak informują autorzy wstępu do wydawnictwa „Lublin w dokumencie 1317–1967” – Franciszek Cieślak, Henryk Gawarecki i Maria Stankowa, w XV wieku z powiatów: lubelskiego, urzędowskiego i kurowskiego (zlikwidowanego w 1465 r.), za Jagiellonów przeżywała okres szybkiego rozwoju. Rozwijał się zwłaszcza Lublin, co spowodowało wzrost znaczenia administracyjnego miasta, czego dowodem było utworzenie województwa lubelskiego. Nie wiadomo, czy wydarzenie to zostało uwiecznione aktem erekcyjnym, ponieważ nie zachował się żaden oficjalny dokument, jedyna informacja o tym wydarzeniu pochodzi z dzieła Długosza. Świadczy ono o dobrej kondycji miasta, będącego dotąd częściowo zależnym od Sandomierza. Po staniu się stolicą nowego województwa Lublin dołączył do grona najznamienitszych miast Polski. O stanowisko wojewody lubelskiego zaczęli ubiegać się przedstawiciele najpotężniejszych rodów Małopolski: Tarnowskich, Kurozwęckich, Firlejów, Tęczyńskich czy Tarłów. Sam Długosz przebywał na zamku lubelskim w latach 1473–76 w charakterze wychowawcy i nauczyciela królewskich synów.
Co ciekawe, z synów Jagiełły jedynie Kazimierz Jagiellończyk, podobnie jak ojciec, był mecenasem sztuki i ufundował freski w kaplicy św. Krzyża na Wawelu, zachowane do dziś. Z kolei to właśnie ten monarcha został przedstawiony na zachowanych do dzisiejszego dnia fragmentach polichromii w kościele pobrygidkowskim, przedstawiających jego triumfalny wjazd na czele orszaku rycerzy, (obecnie, po przebudowie sklepienia, do obejrzenia z poziomu dzisiejszego strychu).

Zamożność

W czasach jagiellońskich powstały najcenniejszy dziś zabytki Lublina, jak choćby freski w Kaplicy Trójcy Świętej

Że kondycja grodu nad Bystrzycą była znakomita, świadczy dokument z 24 kwietnia 1487 r., informujący o kupnie przez miasto Lublin za 100 grzywien wsi Ponikwoda od Elżbiety, „dziedziczki wsi Ponikwoda”. Była ona dawniej leżącą na północno-wschodnich obrzeżach miasta wsią miejską, dzierżawioną rajcom lub innym miejskim dostojnikom, zazwyczaj tworząc wspólny zespół dzierżawczy razem z wsią Bronowice. Znamiennie kontrastuje to z faktem, że swojego czasu Kazimierz Wielki żądał od Franczka z Moguncji za wójtostwo lubelskie tylko 40 grzywien. Cóż, ale było to po najeździe tatarskim…
Coś od siebie dorzucił dla Lublina brat i następca Kazimierza Jagiellończyka – Aleksander – otóż 25 listopada 1503 r. w Lublinie wystawił miastu przywilej na wagę miejską, głoszący, że „odnawia Lublinowi prawo z roku 1502 utrzymania wagi i tragarstwa oraz obracania dochodu z tego źródła na naprawę murów miejskich i na roboty związane z obroną przed atakami nieprzyjacielskimi”. Jak informują wspominani już Franciszek Cieślak, Henryk Gawarecki i Maria Stankowa, na podstawie tego przywileju miasto nakładało na wszystkich obowiązek ważenia towarów na wadze miejskiej przy sprzedaży hurtowej i wywożeniu niektórych towarów, np. wosku.

Wzrost rangi

Świadectwem wewnętrznych konfliktów w mieście jest dokument, wystawiony 27 lipca 1504 r. w Krakowie, informujący o wykupie dziedzicznego wójtostwa „wraz z wsią Bronowice, ze wszystkimi do tego wójtostwa przynależnościami i dochodami – za 2400 złotych” z rąk spadkobierców zmarłego Stanisława Morsztyna, wójta lubelskiego, dokonanym na „specjalne polecenie króla Aleksandra”. Dlaczego była konieczna interwencja króla? Otóż źródła z XV w. mówią o walkach społeczności miasta, reprezentowanej przez radę miejską, wzmacniającą w ciągu XV w. swą pozycję, z dziedzicznym wójtem. Ostatecznym wynikiem tych kontrowersji był wykup wójtostwa lubelskiego na rzecz miasta, a o za tym idzie – likwidacja gospodarczej potęgi dziedzicznego wójta oraz jego uprawnień sądowych i administracyjnych.
Lublin wielokrotnie był miejscem sejmów. W czasie trwania ich obrad ustawała działalność sądu ziemskiego, a sprawy przedkładano przed królem lub gronem uczestników sejmu, do których zaliczali się wówczas najwyżsi dostojnicy w państwie, zarówno świeccy, jak i duchowni: wojewodowie, kasztelani i biskupi. Czasem w skład sądu sejmowego wchodzili też urzędnicy sądów ziemskich i sędzia generalny ziemi lubelskiej. Kompetencje takiego sądu nie różniły się od kompetencji zwykłych sądów ziemskich, znikało natomiast ograniczenie terytorialne, gdyż przed sądem sejmowym sądzono sprawy niezależnie od miejsca zamieszkania poddających się jego wyrokom.

Pierwsze wodociągi

Na jakie inwestycje stać było ówczesny Lublin, świadczy dokument z 13 lutego 1506 r., dotyczący budowy… wodociągów. Otóż „Rajcy wraz z cechmistrzami wszystkich rzemiosł i z całym pospólstwem miasta Lublina zawiadamiają, że zawarli ugodę z rurmistrzem Janem i jego współtowarzyszem Łukaszem Czyriską z Nowego Sącza na budowę wodociągów w Lublinie. Majstrowie zobowiązali się wystawić na rzece Bystrzycy tamy (obstacula alias zajazdy), od nich poprowadzić oddzielnie wykopanym korytem bieg wody, którą przy pomocy kół wzniosą ku miastu i rurami doprowadzą do jego środka, do dwóch skrzyń i do browarów oraz niektórych domów. Koszty kopania rowów poniesie miasto, które ponadto przeznaczy place pod budowę potrzebnych budynków i dostarczy drzewa, żelaza i miedzi. Mieszkańcy Lublina będą wolni od jakichkolwiek opłat za wodę, z wyjątkiem browarów od warów piwa i miodu, początkowo na rzecz burmistrzów, a po upływie 6 lat na rzecz miasta. Koszty naprawy łożyska rzeki pokrywane będą z funduszów miejskich, do naprawy rur wodociągowych w okresie pierwszych 6 lat zobowiązali się majstrowie”.
Jak informują wzmiankowani już Franciszek Cieślak, Henryk Gawarecki i Maria Stankowa, pomysł stworzenia wodociągów narodził się już w 1471 r., kiedy to Kazimierz Jagiellończyk zezwolił na budowę kanałów celem doprowadzenia wody z Bystrzycy do miasta. Nie wiadomo, dlaczego prace te podjęto dopiero za panowania jego następcy. Badacze przytaczają również opis renesansowej instalacji z 1570 r.: „Rury. Mieszczanie wiodą wodę przekopą z rzeki Bystrzycy kosztem niemałym na pół mile, wziąwszy ją z stawu Wrotkowskiego, na której rurans (młynek rurny – red.) jest zbudowany i rurami woda do miasta przychodzi”. Przy pomocy owego młynka wodę podciągano do wieżyczki, znajdującej się w murze klasztoru brygidek, skąd „rurami szła do miasta do skrzyń zwanych cysternami, a że „przekopy, kanały i rury przechodziły przez grunty klasztorne”, było to przyczyną „wielu zatargów z władzą miejską”, co, jak widać i dzisiaj, stało się polską tradycją. Koszty eksploatacji wodociągu były bardzo wysokie, tym bardziej, że miasto utrzymywało stałego rurmistrza i wydawało spore sumy na naprawy młynka i wieżyczki, utrzymanie przekopów w dobrym stanie oraz zabezpieczenie rur przed mrozem. Kres pierwszemu wodociągowi w mieście położyły dopiero najazdy kozackie i szwedzkie w wieku XVII.
Joanna Dudziak