Jak powstają mandule

W dzisiejszych czasach o sukcesie nad wodą w bardzo dużym stopniu decyduje wybór odpowiedniej przynęty. Wędkarze coraz częściej sięgają po rękodzieło, które jest zazwyczaj bardziej skuteczne od tzw. masówki. Ciekawe wabiki powstają w chełmskiej pracowni, której właściciel uchyla rąbka tajemnicy procesu produkcji mandul i wahadełek.

Flagową przynętą chełmskiej pracowni Mandula Chełm Hand Made jest mandula. – Mamy szeroki wachlarz modeli i jeszcze większy wybór, jeśli chodzi o ich kolorystykę – mówi Jakub Mruk, jej właściciel. – Podstawowymi modelami są Classic i Bałwanek. Rodzinę tę uzupełniają mandule okoniowe i Fly oraz najmniejszy Chick. Moje przynęty wyróżniają się na tle innych mandul, w tym pochodzenia ukraińskiego.

Mają powiększony korpus, dzięki któremu skutecznie można łowić powolnym opadem przy zastosowaniu odpowiedniego obciążenia. Tutaj łamiemy stereotypy i udowadniamy, że mandula to świetna przynęta nie tylko w zimniejszych porach roku, ale też i latem. Świetnym przykładem jest chociażby model Fly, który jest stworzony do łowienia ryb żerujących w toni. Ma zamontowane śmigiełko spowalniające opad, które wytwarza drobne fale hydroakustyczne i emituje refleksy świetlne, skutecznie wabiąc nawet nieaktywne ryby. Wbrew pozorom, mandule to przynęty uniwersalne.

Wielozadaniowy Chick służy przede wszystkim do łowienia z powierzchni takich ryb jak jazie, klenie, pstrągi, okonie, a przy zastosowaniu cięższego obciążenia znakomicie sprawdza się w poszukiwaniu okazów, które żerują przy dnie lub w toni i niechętnie zbierają pokarm z powierzchni. Tę przynętę z powodzeniem można montować na bocznym troku – wylicza rękodzielnik.

Jak powstają te niezwykle kolorowe przynęty? Otóż wszystko zaczyna się od zakupu pianki. Przyjeżdża ona w arkuszach, następnie jest docinana na kwadraty, które kolorami są łączone klejem odpornym na warunki atmosferyczne. Po ok. 3 dobach zaczyna się wycinanie wałków przy pomocy ręcznie zrobionych wycinaków. – Takie korpusy obrabiam na gotowe elementy, czyli stożki i kulki.

Potem wypalam w nich otwory i zbroję drutem nierdzewnym o średnicy od 0,6 mm do 0,8 mm tak, aby po złożeniu w całość przynęta atrakcyjnie się prezentowała i wytrzymała hol dużej ryby. Na końcu montuję ostatni element – lametę na kotwicy i przekładam przez piankową kulkę – tłumaczy Mruk.

Nie tylko z pianki

W pracowni Mandula Chełm Hand Made można się zaopatrzyć także w ręcznie robione, malowane i tradycyjnie zdobione blaszki wahadłowe, systemy zbrojeń przynęt miękkich, dozbrojki i inne akcesoria, albo w bardzo popularne mato-miarki niezbędne do zmierzenia i prezentacji złowionych ryb.Firma cały czas rozwija się. W nowym sklepie internetowym, ale i na miejscu w pracowni, można dostać wędki pstrągowe i okoniowe marki Phoenix, których nie ma w stacjonarnych sklepach wędkarskich w naszym regionie. – Jednak przede wszystkim stawiam na rękodzieło – dodaje Mruk. – W nieodległej przyszłości będzie można u mnie kupić ręcznie robione cykady, wirujące ogonki oraz przynęty pod białoryb, czyli tak zwane mikrojigi.

Proces produkcji wahadełek to także w całości ręczna robota. Na arkuszach blachy stalowej, miedzianej lub mosiężnej trasuje się zarys blaszki. Następnie wycina się to nożycami i gilotyną. Później jest obróbka na szlifierce i przygotowanie pod malowanie lub zdobienie za pomocą pucyn o różnych kształtach końcówek oraz wiercenie otworów do zbrojenia. – Wypukły kształt nadaję za pomocą stalowych kul, młotka i specjalnie stworzonych gniazd w sztancy ołowianej i w walcu z poliamidu. W przypadku blaszki tradycyjnej proces kończy się na jej polerowaniu.

Gdy są malowane, umieszczam je na stojakach i zdobię farbami za pomocą aerografu. Dodatkowo niektóre modele pokrywam brokatem, na koniec lakieruję. Gotowe blaszki zbroję w kółka łącznikowe i kotwice i tak przygotowany produkt trafia do opakowania, w którym oczekuje na klienta – wyjaśnia właściciel pracowni. (bm)