Jak sardynki w puszce

Przekroczyli bramkę na przejściu granicznym, oddali paszporty i czekali. – Celnicy nie prowadzili odprawy, zniknęli. A ludzie cisnęli się w niewielkim pawilonie, z którego nie mogli wyjść. Zrobił się straszny zaduch, niektórzy słaniali się na nogach, interweniowało pogotowie – opowiada z rozgoryczeniem Andrzej. Co na to celnicy? Odpowiadają bezdusznym komunikatem, w którym próżno szukać słowa „przepraszam”.

29 sierpnia, wieczór. Polacy wracają z Ukrainy przekraczając piesze przejście graniczne w Dołhobyczowie. Przechodzą przez bramkę po stronie ukraińskiej, oddają paszporty i wchodzą do pawilonu, w którym odbywa się odprawa.

– Od tego momentu nie można już cofnąć się na Ukrainę, a żeby wejść do Polski, trzeba przejść odprawę i odzyskać paszport. I tu zaczyna się problem – opowiada nam Andrzej, który tego dnia przekraczał granicę. – Ja, podobnie jak kilkadziesiąt innych osób, zostaliśmy pozostawieni sami sobie, bo polscy celnicy zniknęli. Nie prowadzili odprawy i w ogóle się nie interesowali tym, co się dzieje. A ludzie przez ponad godzinę cisnęli się w tym pawiloniku, nie mogąc go opuścić. Zrobił się straszny zaduch, niektórzy słaniali się na nogach. Ja też się źle poczułem. Do tego stopnia, że potrzebowałem pomocy medycznej. Wezwałem pogotowie. Na szczęście po przebadaniu okazało się, że to nic poważnego. To, co się wydarzyło na granicy, to ponoć przejaw jakiegoś włoskiego strajku celników i dlatego nie kwapią się do odprawiania ludzi. Ale czy tak powinno się traktować ludzi? Co to miało być? – pyta nasz Czytelnik.

Zapytanie w tej sprawie skierowaliśmy do rzecznika Izby Administracji Skarbowej w Lublinie. Oto co usłyszeliśmy w odpowiedzi: – Funkcjonariusz dokonujący odprawy o godz. 19.02 udał się do kasy, około 30 m od budynku, celem zajęcia depozytu oraz na rewizję dokumentów Tax Free. Podróżny o godz. 18.54 przekazał dokumenty ukraińskiej Straży Granicznej. W tym czasie w budynku przystosowanym do odpraw pieszych przebywało ok. 40 osób oczekujących na odprawę. O godz. 19.24 podróżny wszedł do pomieszczenia polskiej SG i podjął burzliwą dyskusję. Później samowolnie opuścił strefę odpraw, otwierając sobie bramkę i wychodząc z budynku, co nie jest dozwolone. Funkcjonariuszka SG udała się za podróżnym. Okazało się, że dzwonił po pogotowie ratunkowe. Do budynku odpraw powrócił z włączoną funkcją nagrywania wideo w telefonie i nadal się awanturował. Funkcjonariusz dokonujący rewizji tax free powrócił do czynności odpraw pieszych o godz. 19.39. Zaznaczyć należy, że drzwi zewnętrzne w budynku były otwarte w celu wentylacji powietrza oraz były włączone wentylatory. Pogotowie ratunkowe przyjechało o godz. 19.51 i o godz. 19.52 rozpoczęli badania podróżnego. Podróżny, wobec którego została udzielona pierwsza pomoc przez pogotowie ratunkowe, został zarejestrowany i odprawiony o godz. 19.55. Nadmienić należy, że stanowisko odpraw w ruchu pieszym jest łączone ze stanowiskiem rewizja Tax Free i nie jest obsadzone na stałe. Ruch pieszy został uruchomiony od 1 lipca 2015 roku i funkcjonuje w formie pilotażu – napisała w przekazanym nam komunikacie Marta Szpakowska, rzecznik prasowy IAS w Lublinie. mg