Jak zmieniać miasto

Dimitri Roussopoulos – kanadyjski ekolog i aktywista miejski, gość specjalny Lublina, w ubiegłym tygodniu, 18 października, był bohaterem dnia w Centrum Spotkania Kultur. Uczestniczył w dyskusji o sprawach nurtujących mieszkańców, miał też obszerne wystąpienie na gali promującej projekt Miasto.to.


Najpierw ponad 2 godziny trwał panel dyskusyjny z udziałem prezydentów trzech miast: Lublina, Gdyni i Nowej Soli. Zaproszony ekspert, z pomocą tłumacza, uważnie przysłuchiwał się wypowiedziom prezydentów. 81-letni Kanadyjczyk, z greckim rodowodem jest światowym znawcą zagadnień partycypacji obywateli w zarządzaniu miastem, podmiotowości ich mieszkańców i ochrony środowiska aglomeracji, promotorem odpowiedzialności obywatelskiej.
Debacie prezydentów przysłuchiwało się ponad 200 zgromadzonych słuchaczy. Słyszeli zgrabne, okrągłe wypowiedzi rozmówców. Zauważyli, że nie mówi się nic o podmiotowości lublinian, a przecież jest to „Miasto dla ludzi”, jak głosi slogan ratuszowego projektu. Ktoś z zebranych dość głośno zareagował na to: „prezydencki lans”.
– Nie ma lepszego miejsca niż Lublin, by rozmawiać o współczesnych procesach zmian w życiu miast, myśleniu o nich na nowo i kreowaniu lokalnych ojczyzn, zgodnych z wizją ich mieszkańców – deklarował prezydent Krzysztof Żuk.
– Dziś miasta muszą zabiegać o swych mieszkańców w makroskali, by nie opustoszał rynek pracy, by masowo nie wyjeżdżali – stwierdził Wojciech Szczurek (Gdynia).
– Trzeba rozmawiać o samorządzie miasta, o jego prawidłowym i skutecznym działaniu, które spełnia oczekiwania mieszkańców danego terenu – uważa energiczny Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, najstarszy w gronie włodarzy.
Siedzący obok niego sędziwy Dimitri Roussopoulos długo milczał, nim po około 1,5 godziny spytano go o zdanie. Wówczas wypomniał zgromadzonym, na czym polega debata publiczna, że to nie panel wymiany doświadczeń i dokonań. W Kanadzie, USA, Europie zachodniej przez debatę rozumie się bowiem żywą wymianę poglądów, nie autopromocję.
– Oczekiwałem tu głosów wyrażających opinie przeciwne do zdania panów prezydentów – skwitował oszczędny w słowach ekspert z Montrealu. To dało asumpt do wystąpień ze strony aktywistów ruchów miejskich. Drążyli oni dwie kwestie. W sprawie ochrony środowiska, stwierdzili że fikcją są w Lublinie konsultacje czy partycypacja obywateli, gdyż całkiem nie bierze się pod uwagę społecznych postulatów, wniosków, składanych petycji. Spytali też o plan zwalczania przyczyn coraz większego smogu nad miastem – co ciekawe, powietrze tego dnia było w Lublinie trzy razy gorszej jakości niż w Gdyni czy Nowej Soli. W odpowiedzi prezydent Żuk dotknął jedynie tych problemów – zabrakło czasu, by uzyskać na nie pełne wyjaśnienia.

„Prawo do miasta”

To tytuł gali kreatywności, która odbyła się kilka godzin później, na zakończenie tegorocznej edycji projektu pod nazwą miasto.to. Opowiada on o fascynującym, często nieznanym obliczu Lublina, ludziach tworzących go, procesach i zjawiskach, które zmieniają miasto na lepsze. Miasto.to prezentuje potencjał młodych lublinian, liderów swoich środowisk. W trakcie poprzednich edycji poznaliśmy 48 z nich, prowadzących kreatywną działalność gospodarczą na pograniczu rzemiosła i sztuki, oferujących nieszablonowe rozwiązania w biznesie. Tym samym zwiększają oni kapitał miasta, są motorem jego rozwoju i powodem do dumy.
Miasto.to jest kontynuacją projektu „Kreatywni”, jego rozwinięciem. Podczas gali finałowej z udziałem gościa z Kanady zobaczyliśmy krótkie filmowe opowieści, ukazujące Lublin jako fascynujące miejsce, w którym można realizować się w pełni.
Podwaliny ruchowi kreatywnych w Lublinie dał prof. Jan Gehl z Kopenhagi – guru urbanistów. Jesienią 2014 r. jego wykładu w auli Wydziału Prawa UMCS i transmisji do innych sal wysłuchało około 1000 osób. Rok temu podczas gali „Kreatywni 2016” gościem specjalnym był światowej rangi ekspert miejski Charles Landry z Anglii. Obaj komplementowali Lublin – zapewne nadmiernie, więc ich show spotkał się z gorącym przyjęciem. Teraz przed widownią sali CSK stał nie mniejszy znawca tematu.

Nobliwy i niezwykle skromny

Wystąpienie Roussopoulosa nie było aż tak porywające, za to trafne do bólu w swych tezach, które brzmiały jak imperatyw. W pierwszej części uwrażliwił nas na skażenia klimatyczne, smogowe w dużych miastach. Wyliczał związane z tym niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia ich mieszkańców. W tym kontekście wspomniał o rodzinnym Montrealu, który ponosi dziś koszt industrializacji, notuje tysiące ofiar rocznie: chorych i zmarłych skutkiem zanieczyszczeń środowiska. – I to jest jednak tendencja światowa. Dochodzi do tego tak wielka produkcja śmieci i odpadów, że duże miasta nie radzą sobie z ich utylizacją. Notujemy swoisty stan wojny człowieka z przyrodą! – grzmiał ekspert.
Jego wniosek? Za ten cios dla środowiska odpowiada kryzys społeczny, postawy i czyny ludzi. Zniszczona natura jakoś tę wojnę przetrzyma, lecz ludzie nie przeżyją tej skali degradacji przyrody, jaką sobie obecnie fundują – właśnie w miastach.
Mówca podkreślał, że wszyscy jesteśmy mieszczuchami – nie tyle Polakami, Niemcami czy Europejczykami, co najpierw obywatelami miast. Od 2010 r. wiele metropolii proklamowało własne miejskie konstytucje, zbiór praw obywateli do miasta. Są tam liczne rozdziały normujące powinności władz wobec mieszkańców: m.in. ochronę ich środowiska, zdrowia, programy kulturalne, ale i rozdział o demokracji miast.
Ekspert mówił też o inicjatywach lokalnych obywateli, jak: swoboda gromadzenia się i składania wniosków obywatelskich oraz obowiązek konsultacji społecznych. Dzięki takiemu prawu tysiące ludzi w miastach ma dziś poczucie partycypacji w rządzeniu swoim terenem, Lecz większość nadal tego nie zna – zaznaczył. Dotyczy to rozbudowy centrów miast, tworzenia oferty kultury, oddolnych inicjatyw i poprawy tego co w miastach złe.

Mieszkańcy muszą mieć wpływ

…swój kontrolny wpływ na to, co dzieje się w ich dzielnicy i całym mieście podkreślał mówca. Nazwał tę ideę „demokratyzacją demokracji”.
Montreal osiągnął postęp w tej kwestii poprzez swą konstytucję. Obywatele innych miast także nie muszą czekać aż 4 lata na zmiany będące konsekwencjami następnych wyborów. W myśl tej idei prawo pozwoliłoby im wcześniej mówić „Sprawdzam!”, składając doraźnie swoje postulaty i żądania. Roussopoulos zachęca do opracowania takiej karty praw mieszkańca w Lublinie. Te słowa skwitowały wielkie brawa.
Sędziwy prelegent po wykładzie dość długo nie schodził z wielkiej sceny, wyraźnie czekając na pytania od kilkusetosobowej widowni. Otrzymał jednak sygnały do opuszczenia estrady. – A byłoby o co pytać. Ekspert chciał być dłużej użyteczny dla nas – twierdzą lubelscy aktywiści miejscy, jednak mówili to już na korytarzu. Kilkoro z nich opuściło ostentacyjnie wielką salę w chwili, gdy ich zdaniem, poważny despekt spotkał gościa z dalekiej Kanady.
Nie wahali się określić tego nawet skandalem. – Czyżby organizatorzy zmienili plan wieczoru.? Domyślamy się, dlaczego. Mogłoby paść tu wiele niewygodnych dla włodarzy miasta pytań – uważają dr Jan Kamiński z Forum Kultury Przestrzeni i Andrzej Filipowicz (Lubelski Alarm Smogowy).
– Sesja pytań i odpowiedzi prelegenta nie była w planie tego wieczoru. Formuła gali na to nie pozwala – wyjaśnia krótko Michał Furmanek z Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów UM. On zorganizował i prowadził galę kreatywności, w czym pomagał mu Maciej Rukasz z Centrum Kultury.
Cóż, Roussopoulos to prawdziwy bojownik o prawa mieszkańców, bezkompromisowy w sprawach ich partycypacji, dlatego nie widział siebie w charakterze ozdoby wieczoru. Jego logika zawsze nakazuje mu obywatelską postawę i wyraźnie dał temu wyraz.

Co na to prezydent Żuk?

Po wystąpieniu Roussopoulosa jego odpowiedź była chłodna i konkretna. – Zgadzam się z postulatami podnoszonymi w mowie poprzednika, tyle tylko, że zapisy temu poświęcone muszą się znaleźć w ustawie, która kreuje prawo samorządowe. Nie wiem, jak inne miasta, my, w Lublinie będziemy realizować umowę społeczną w tym zakresie – zapewniał prezydent. – Chcemy demokratyzować demokrację, jak to przed chwilą powiedziano. Przez wzajemne wspieranie się miast trzeba wymusić zmianę przepisów, co pozwoli docelowo każdemu mieszkańcowi korzystać z jego praw.
Prezydent Lublina zgadza się, że weryfikacja oczekiwań i postulatów mieszkańców wobec włodarzy raz na 4 lata może być nieskuteczna. Zgadza się dyskutować nad zmianą prawa w samorządzie, które dotyczy organu wykonawczego: – Warto rozważyć rezygnację z modelu menedżerskiego zarządzania miastem, bo faktycznie większe kompetencje organu uchwałodawczego, poprzez radę miasta, jej komisje i ciała społeczne, to właśnie ta demokratyzacja demokracji. Wówczas mieszkaniec przychodzący na posiedzenie swoich przedstawicieli w komisjach byłby wysłuchany, sam mógłby opiniować, wnioskować – mówił Żuk i przyznał, że wobec braku tych rozwiązań w dużych miastach widać w nich nadmierną frustrację społeczną. Przyznał, że widzi potrzebę uspołecznienia władzy. Zapewniał, że o nowym kształcie prawa samorządowego będzie rozmawiać z mieszkańcami. Ma być ono przedmiotem umowy społecznej, dopóki nie nastąpi zmiana ustawowa.
Marek Rybołowicz