Jeden palant, ośmiu rannych

Rozrzucone po całej ulicy fragmenty rozbitego samochodu. Osiem osób rannych, w tym jedna poważnie. Dureń z Rejowca schlał się i wsiadł za kierownicę chevroleta. Jedno jest pewne – gdyby wiózł kogoś na tylnym siedzeniu, strażacy musieliby wyciągać zwłoki.


Chwile grozy i mrożący krew w żyłach widok. W poniedziałek (16 lipca) około godz. 12:40 w rejonie wiaduktu kolejowego przy ul. Witosa w Lublinie miał miejsce wypadek, którego sprawcą był 33-letni mieszkaniec Rejowca.

Jak zawsze, również i tego popołudnia w obu kierunkach jechał sznur samochodów. W pewnym momencie jeden z nich, pędzący od strony Chełma chevrolet, zaczął niebezpiecznie odbijać w lewo, aż wreszcie przejechał przez pas zieleni rozdzielający jezdnię i wjechał pod prąd, prosto na nadjeżdżający bus relacji Lublin-Hrubieszów. Siła uderzenia była tak duża, że osobówkę dosłownie rozerwało na pół i odrzuciło w stronę filarów podtrzymujących wiadukt. To był moment. Świadkowie zdarzenia widzieli tylko przelatujące nad ich głowami pół samochodu.

Zmasakrowany tył – a właściwie to, co z niego zostało – wylądował pod wiaduktem. Odłamki były porozrzucane na całej szerokości jezdni. Przód chevroleta razem z kierowcą odrzuciło dobre kilkadziesiąt metrów dalej – zatrzymał się na pasie zieleni, uderzając w znak drogowy. Świadkowie natychmiast rzucili się na ratunek kierowcy.

To aż nie do uwierzenia, ale 33-latek wyszedł z wraku pojazdu niemal o własnych siłach. Początkowo miał nawet twierdzić, że nic mu się nie stało, ale po chwili stracił przytomność. Ratownicy, którzy transportowali go do karetki pogotowia, wyraźnie czuli od niego alkohol… Po badaniach mężczyzna został przewieziony do policyjnego aresztu. To, że był kompletnie pijany i dlatego doprowadził do wypadku, nie ulega wątpliwości. Z zarzutami policjanci czekają jednak na oficjalne wyniki badania krwi, które określą, ile dokładnie promili miał w organizmie bezmyślny mieszkaniec pow. chełmskiego. Jak sami przyznają, z dwojga złego dobrze, że chociaż jechał sam, bo gdyby wiózł kogoś na tylnym siedzeniu – pasażer nie przeżyłby wypadku.

– Drugim pojazdem, mercedesem, podróżowało łącznie z kierowcą osiem osób. Wszyscy – z urazami głowy, kolan czy kręgosłupa oraz ogólnymi stłuczeniami – zostali przewiezieni do szpitala. Badania trwały do późnego wieczora. Po nich większość została zwolniona do domu, a w szpitalu, ze złamaniami, pozostał jedynie kierowca busa- informuje podkom. Anna Kamola z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. (pc)