Kampania za pasem

Politycy lubelskiej PO przedstawiają program „Polska dla seniora”

Wyborcza kampania samorządowa jeszcze się nie rozpoczęła, a już poszczególne partie przedstawiają swoje recepty na reformę prawie wszystkich dziedzin życia

W ciągu jednego tylko tygodnia nieogłoszonej jeszcze kampanii samorządowej PSL przedstawiło pomysły, jak rozwiązać problemy emerytów, pomoru świń i nadbużańskiej turystyki. Do tematyki emeryckiej dołączyła też Platforma Obywatelska. SLD wprost postawiła na kombatanckie wątki w związku ze startem córki generała Jaruzelskiego, a Wolność Janusza Korwin-Mikkego zaproponowała wysłanie naszych deklaracji podatkowych PIT w kosmos. Jak na kampanię, która oficjalnie nawet się jeszcze nie rozpoczęła, to całkiem nieźle…

Duzi znają się na wszystkim

Sprawdzonym chwytem kampanii wyborczych ludowców jest ciągłe zajmowanie sobą mediów i opinii publicznej. Tym razem PSL absorbowało dziennikarzy swoimi przemyśleniami na temat polityki społecznej PiS („PiS realizuje tylko te programy społeczne, gdzie widzi głosy wyborców” – atakował europoseł Krzysztof Hetman), a także krytykowało pomysł budowy płotu za ok. 160 mln zł wzdłuż Bugu, na granicy z Białorusią i Ukrainą, żeby powstrzymać przemieszczanie się zarażonych ASF dzików ze wschodu. „Zielonym” pomaga fakt, że formalnie nie można mówić jeszcze o kampanii wyborczej, a więc i nikt ich nie rozliczy z deklaracji nie mających wiele wspólnego z kompetencjami samorządu.

PO nie czuje się skrępowana takimi ograniczeniami i promuje swoje nowe inicjatywy, czyli programy „Polska dla seniora”, przewidujący m.in. dopłaty do leków, opieki geriatrycznej i emerytur oraz uzupełniający ten projekt dokument pt. „Zdrowe życie”. Tym razem jednak przynajmniej jakoś nawiązano do problematyki samorządowej – kiedy to wicemarszałek Krzysztof Grabczuk wyliczył ilość domów seniora otwartych w gminach dzięki środkom wydatkowanym przez Zarząd Województwa.

Lubelska PO ma jednak inne problemy – musi spotkać się w sądzie z walczącą o wolność słowa i dostęp do informacji Fundacją Wolności, która chce dojść prawnie, czy partia polityczna ma obowiązek udostępniania informacji publicznej – w tym przypadku danych na temat rzekomego zlecenia badań opinii publicznej na Lubelszczyźnie, włącznie z ich kosztami.

Oryginalni mali

Na tle partii rządzących regionem opozycja pozasejmikowa wykazuje więcej inwencji. Goszcząca w Lublinie, na zaproszenie SLD Monika Jaruzelska powtórzyła swoje zastrzeżenia – nie tylko jako córka – wobec zawetowanej niedawno przez prezydenta ustawy degradacyjnej. Zdaniem córki generała Wojciecha Jaruzelskiego obecne inicjatywy dekomunizacyjne PiS stanowią formę naruszenia ciągłości prawnej polskiego państwa oraz próbę odebrania praw nabytych przez obywateli. Z kolei zdaniem ugrupowania Wolność narusza się raczej prawa obecne, wciąż „karząc obywateli” przez stopniowy wzrost podatku dochodowego. W związku z tym lubelscy „korwinowcy” podczepili deklaracje podatkowe do balonów i „wysłali je w kosmos”. – Mamy nadzieję, że trafią prosto do czarnej dziury, na śmietnik historii związanej z podatkami. Jeśli ktoś śledzi od lat poczynania naszej formacji, czyli partii Wolność, to dobrze wie, że jesteśmy zagorzałymi przeciwnikami tej formy opodatkowania, która jest antyrozwojowa i powoduje wysokie bezrobocie. Koszt pobierania podatku dochodowego jest ogromny. 80 proc. ludzi pracujących w tym budynku zajmuje się rozliczaniem PIT. PIT nie jest tani w poborze, a przynosi do budżetu państwa jednie około 13-12 proc. dochodów – wyliczał Tomasz Deptuła, wiceprezes okręgu partii Wolności w Lublinie.

…a prokuratura ma ostatnie słowo

Oprócz wszystkich tych partii na koniec do kampanii włączyła się… prokuratura. Wszczęła ponownie już raz umorzone śledztwo w sprawie związanej z działaniami sejmikowych władz PSL-PO przy realizacji projektu „Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej”. Z budżetu województwa w ramach tego programu trzeba było pokryć ok 3,4 mln zł zobowiązań zbankrutowanego operatora sieci, spółki Glenbrook Investments. Według prokuratorów marszałkowie, wybierając kontrowersyjnego partnera, mogli nie dopełnić swoich obowiązków i nie zachować należytej troski o powierzone im środki publiczne. Urzędnicy marszałka określają działania prokuratury jako polityczne.
– Zrobiliśmy wszystko, żeby system działał. Gdyby samorząd nie przejął zobowiązań operatora i przerwał realizację projektu, naraziłby się na konieczność zwrotu unijnej dotacji na całe przedsięwzięcie, czyli 300 mln zł – mówi marszałek Sławomir Sosnowski. – Zachowaliśmy się po gospodarsku i racjonalnie. TAK