Kanalia w ludzkiej skórze

Znęcał się nad matką, wybijał szyby w oknach, kradł i napadał na przechodniów. Na koniec pijany dwukrotnie dźgnął kolegę nożem – przebił mu płuca i wątrobę. Do Sądu Okręgowego w Lublinie wpłynął akt oskarżenia przeciwko 23-latkowi z Chełma.

Jacek S., mimo młodego wieku, zdążył już wielokrotnie wejść w konflikt z prawem. Po wyjściu z ośrodka terapeutycznego wrócił do domu rodzinnego i zamienił życie swojej matki w piekło. Jak wynika z ustaleń śledczych, przynajmniej od 4 lat znęcał się nad rodzicielką. Agresor wszczynał awantury bez powodu. Wyżywał się na matce, groził, że ją zabije, szarpał nią i poniewierał. Pijany niszczył meble, rzucał czym popadnie i demolował całe mieszkanie.
We wrześniu ubiegłego roku, podczas jednej z „ustawek” ze swoimi kumplami od flaszki, poszedł do chełmskiej knajpy. Za wniesienie do środka własnego alkoholu właściciel baru kazał im wyjść, a oni – w odwecie – odgrażali się, że spalą mu lokal. S. został zatrzymany przez policję, ale zanim przyjechał patrol – oprych wybił szybę w oknie.
Razem ze swoim rok starszym kolegą-recydywistą 23-latek miał napaść też na dwóch mężczyzn. Za pieniądze i telefon bandyci przewrócili studentów na ziemię, bili ich i kopali po całym ciele.
Po dwudniowej libacji w mieszkaniu Radosława C. (o melinie w kamienicy przy ul. Partyzantów 6 pisaliśmy w ostatnim wydaniu „Nowego Tygodnia”) S. przystawił gospodarzowi nóż do gardła. Otumaniony ukraińskim spirytusem najpierw wstał i patrząc ze zgorszeniem na mieszkanie, które jego kolega zamienił w spelunę, zaczął pluć na podłogę. Po chwili rzucił się do ataku. Dwukrotnie dźgnął C., przebił mu płuca, wątrobę i przeponę. Następnie ostrzegł go i pozostałych członków imprezy, żeby lepiej nie dzwonili po policję, a rannemu ponoć zaproponował nawet pieniądze za milczenie. Schował nóż do kieszeni i razem z czterema innymi degeneratami poszedł na deptak. Kobieta, która z nimi piła w mieszkaniu, zadzwoniła do komendy. Ok. godz. 9 mundurowi złapali grupę pijanych (w tym Jacka S.) obok zegara na deptaku. Z kosza na śmieci wyjęli nóż.
23-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Podczas przesłuchania zapewniał, że nie miał takiego zamiaru. Pewny siebie mówił, że „gdyby chciał zabić kolegę, to by to zrobił”. O dalszym losie zepsutego do szpiku kości S. zadecyduje Sąd Okręgowy w Lublinie. Mężczyźnie grozi mu 25 lat więzienia lub nawet dożywocie. (pc)