Kandydat akuratny

W zasadzie nie wiadomo, co z Sylwestrem Tułajewem miałoby być nie tak. Jest wciąż młody, przystojny, niewątpliwie kulturalny, zawsze wie, co powiedzieć i w sumie może być ludzką, bardziej akceptowalną twarzą PiS. To ktoś, kogo przywitalibyśmy z zadowoleniem na rodzinnym obiedzie, nawet gdyby przyprowadziła go nasza dorastająca córka. A mimo to…


Gdyby prezydenta Lublina wybierano poprzez ankietę rozdawaną po wieczornym nabożeństwie wśród starszych pań, które zostały odmówić jeszcze dziesiątkę różańca, właśnie ogłoszony kandydat PiS-u byłby bez wątpienia bezkonkurencyjny. Poseł Tułajew był przy tym tak długo radnym, że pewnie niektórzy sądzili, że ma tak na imię, tak bardzo określenie „radny Tułajew” zrosło się z jego osobą wszędzie tam, gdzie pojawiał się sprzeciw wobec polityki Krzysztofa Żuka. Co by nie zrobił lubelski ratusz, radny Tułajew był na miejscu i protestował. Ale – co odróżniało go od obecnego, nieco surrealistycznego składu klubu radnych PiS w Radzie Miasta Lublin, Tułajew przynajmniej pochodził z tej samej planety, co reszta lublinian. Rzetelny, często pokonujący spokojem swoich nadmiernie pewnych siebie oponentów, młody polityk po prostu przetrzymał mocniejszych konkurentów z własnej partii. Niemal wszyscy obserwatorzy lubelskiej sceny politycznej są zupełnie pewni, że na Żuka to nie wystarczy…

Choć do ostatniej chwili na PiS-owskiej giełdzie nazwisk wysuwano coraz to nowe – włącznie z prof. Mieczysławem Rybą, sięgnięciem po Jacka Szczota (wiadomo też, że długo nad propozycją startu zastanawiał się wiceminister ds. budownictwa, Artur Soboń) w końcu postawiono na Tułajewa. – Bo chciał i nie będzie straty, jeśli przegra, młody jest, ma czas – tłumaczą tę kandydaturę PiS-owcy. Sęk w tym, że dokładnie tak samo myślano w Platformie Obywatelskiej w 2006 r., wystawiając na prezydenta Lublina… Adama Wasilewskiego. On też miał być tylko grzecznym, poukładanym kandydatem, który ładnie przegra. I nagle wszyscy się zdziwili. Może więc nie należy lekceważyć tych za bardzo akuratnych? TAK