Kapłan heroicznej wiary

3 sierpnia br. minęła 118. rocznica urodzin Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, jednego z najbardziej charyzmatycznych duchownych w Polsce.


Prymas Tysiąclecia w kapłaństwie przeżył 57 lat, Z tego 35 lat był biskupem, 33 lata stał na czele Kościoła w Polsce jako prymas i przewodniczący Konferencji Episkopatu. Były to czasy trudne i ważne dla dziejów narodu. Stefan Wyszyński bezgranicznie zawierzył los Kościoła Maryi. W myśl hasła biskupiego „Soli Deo per Mariam” – „Samemu Bogu przez Maryję” szedł drogą ku świętości. Swoją postawą pokazał, jak kochać nieprzyjaciół, czyli tych, którzy nas skrzywdzili, zdradzili, oszukali.

Do ostatnich chwil życia, 28 maja 1981 roku towarzyszył mu obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który stał na szafce przy jego łóżku. Był to nie tylko wielki mąż stanu, ale patriota i człowiek święty. Proces beatyfikacyjny rozpoczął się z inicjatywy Jana Pawła II w 1989 roku, a był taki czas, że wydawało się, że chorowity kleryk Wyszyński w ogóle nie zostanie kapłanem…

Gehenna choroby, wojna, stalinowskie represje

Zanim w 1948 roku Stefan Wyszyński został arcybiskupem warszawskim i gnieźnieńskim oraz Prymasem Polski, przeszedł twardą życiową drogę. W dzieciństwie, jako dziewięcioletni chłopiec, przeżył śmierć matki, doświadczył prześladowań i rusyfikacji, wiedział, czym jest głód. Wreszcie w 1924 roku, na kilka tygodni przed święceniami, chorując na zapalenie płuc, zapadł na tyfus i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Ze względu na stan zdrowia święcenia chorego diakona zostały zawieszone.

Ze szpitala niedoszły ksiądz został odesłany na rekonwalescencję do małej wielkopolskiej wioski. W Licheniu, pomagając miejscowym księżom w pracy, Stefan Wyszyński zaczął spisywać między innymi świadectwa uzdrowień doznanych za wstawiennictwem Matki Bożej Licheńskiej. Modlił się też, by mógł odprawić w życiu chociaż jedną mszę św. jako ksiądz.

3 sierpnia 1924 roku przyjął święcenia kapłańskie, za które dziękował MB Licheńskiej. Ale życie nie szczędziło dalszych problemów – najpierw ogrom cierpienia w czasie II wojny światowej, zwłaszcza jako kapelana Armii Krajowej w powstaniu warszawskim. We wrześniu 1953 roku Prymas został aresztowany i bez wyroku sądowego pozbawiony na 3 lata wszelkich praw. Przebywał kolejno w czterech miejscach internowania: w Rywałdzie, Stoczku, w Prudniku Śląskim i w Komańczy. Był odizolowany od świata. Przebywał w starych i często zrujnowanych klasztorach, często nie ogrzewanych zimą. Modlił się wówczas, by Bóg uchronił go od nienawiści do krzywdzicieli i prześladowców. Wtedy powstały notatki do książki „Zapiski więzienne”.

Świętość Stefana Wyszyńskiego

…zdaniem ks. dr Andrzeja Gałki, sędziego w procesie beatyfikacyjnym, objawiła się na dobre właśnie wtedy, kiedy przebywał w więzieniu, kiedy odsunęli się od niego biskupi i kapłani, pokazał bowiem swoją postawą, modląc się intensywnie m. in. za obciążonego ekskomuniką kościelną Bolesława Bieruta.

Z Lublinem był związany od 1925 roku, kiedy tu rozpoczął studia na Wydziale Prawa Kanonicznego i sekcji społeczno-ekonomicznej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Studiował tu do 1929 roku zdobywając wiedzę u takich sław, jak o. prof. Jacek Woroniecki, prof. Ludwik Górski czy ks. Władysław Korniłowicz. Temu ostatniemu zawdzięczał bardzo wiele. To on bowiem w dużej mierze wpłynął na uwrażliwienie młodego studenta na kwestie społeczne. Dodatkowo ks. Korniłowicz skierował zainteresowania młodego ks. Stefana na ideę reformy Kościoła od wewnątrz. Był jego przewodnikiem duchowym, wzorem i autorytetem.

Ukoronowaniem studiów księdza Wyszyńskiego w Lublinie była praca doktorska: „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły” z zakresu prawa kanonicznego. Wkrótce po obronie doktoratu otrzymał roczne stypendium naukowe. Odbył wówczas podróże do Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. Interesowały go głównie doktryny i ruchy społeczne, a także problematyka świata robotniczego. Tak powstała książka „Główne typy Akcji Katolickiej za granicą”.

Biskup lubelski

Do Lublina Stefan Wyszyński trafił ponownie w wieku 45 lat po tym, jak Pius XII 25 marca 1945 roku mianował go biskupem lubelskim. Po objęciu naszej diecezji bp Wyszyński zaczął organizować jej powojenne życie. Były to czasy przełomowe, politycznie bardzo trudne. Biskup tworzył nowe parafie, opracowywał plany budów i remontów. Wyświęcał nowych księży. Dał się poznać jako przyjaciel KUL. Został zresztą Wielkim Kanclerzem uczelni.

Z Lublinem jednak pożegnał się dość wcześnie. 2 lutego 1949 roku objął urząd prymasa Polski. Dopiero w maju 1952 roku mógł odebrać w Rzymie przyznany mu w1952 roku kapelusz kardynalski. W latach 1957 – 66 Prymas przeprowadził obchody tysiąclecia chrztu Polski. Wspierał działania posłów środowisk katolickich, takich jak Znak, PAX i ChSS w PRL. Wielką radością i życiowym spełnieniem był dla kardynała Wyszyńskiego wybór Papieża Polaka.

Papież ukląkł przed prymasem

22 października 1978 roku podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu, ku zdumieniu całego świata papież ukląkł przed Wyszyńskim i pocałował go w rękę. Nigdy w historii Kościoła taka sytuacja nie miała miejsca. Po wyborze nowego papieża prymas był głęboko przekonany, że jego misja dobiegła końca. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski wyraźnie już powiedział „Teraz naprawdę mogę umierać”. W swoim dzienniku napisał po łacinie wyznanie starca Symeona z Nowego Testamentu: „Teraz puszczasz swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów”.

W czasie polskiego sierpnia 1980 roku, w trosce o pokój i dobro narodu, prymas ustawicznie wzywał do rozwagi i odpowiedzialności. W latach 1980 – 81 pośredniczył w rozmowach między władzami PRL, a „Solidarnością”. 22 maja 1981 roku ostatni raz wystąpił publicznie, otwierając obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Zmarł 6 dni później w wieku 80 lat w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Prymas wielokrotnie powtarzał, że jego życie było Wielkim Piątkiem. Dodawał jednak, że każda prawdziwa miłość musi mieć swój Wielki Piątek.

Prymas Wyszyński był człowiekiem heroicznej wiary, przywiązującym ogromną wagę do modlitwy. Swoim życiem nieustannie pokazywał, jak kochać i przebaczać, jak zło dobrem zwyciężać, jak chronić się od nienawiści, jak naśladować Chrystusa. Jego życie, naznaczone cierpieniem za wiarę, przypomina postawy męczenników z pierwszych wieków Kościoła. Po śmierci prymasa okazało się, że ufundował dla licheńskiej, starej bazyliki dzwon i polecił go nazwać: „Maryja – Bolesna Królowa Polski”.

Elżbieta Kasprzycka