Kierowca, który spłonął żywcem, był pijany

Ponad miesiąc temu w tragicznym wypadku przy ulicy Kolejowej zginął 31-letni kierowca. Dziś wiadomo, że był pijany. Lexus, którym wjechał w ścianę domu, zaraz po zderzeniu stanął w płomieniach. Mężczyzna nie miał szans.


Niedzielna, sierpniowa noc. Lexus na angielskiej rejestracji pędzi z zawrotną szybkością ulicą Kolejową. Widać to było dobitnie na nagraniu z kamery, które zaraz po wypadku krążyło w Internecie. Chwilę później kierowca traci panowanie nad pojazdem i na wysokości skrzyżowania z ul. Starościńską uderza w ścianę domu jednorodzinnego. Zaraz potem auto staje w płomieniach, a ogień momentalnie rozprzestrzenia się na elewację budynku.

Po godz. 1 w nocy (14.08) na sygnale pędzą do wypadku wozy strażackie, policja i pogotowie. Niestety, dla kierowcy lexusa jest już za późno. Nieszczęśnik spłonął żywcem w samochodzie.

Początkowo policjanci nie mieli pojęcia, kim był martwy kierowca. Wątpliwości zostały rozwiane dopiero następnego dnia, gdy do komendy przyszedł mieszkaniec Chełma z informacją, że najprawdopodobniej chodzi o jego syna. Zaraz potem potwierdziło się, że denatem jest 31-latek, który niedawno przyjechał z UK do rodzinnego domu. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Dziś znane są już wyniki sekcji zwłok 31-latka. Potwierdziło się, że mężczyzna był pijany, a mimo to wsiadł za kierownicę lexusa. Z opinii biegłych wynika, że miał 1,5 promila alkoholu w organizmie.

Prokurator czeka już tylko na ostateczną opinię biegłego z zakresu ruchu drogowego, by wydać decyzję o zakończeniu postępowania. (pc)