Kilka tysięcy za podpis

Lekarze z chełmskiego szpitala dostaną po kilka tysięcy złotych podwyżki tylko za to, że zobowiążą się nie pracować w innych publicznych placówkach. Zdecydowana większość popędziła podpisać lojalki, bo przecież jedyne miejsce, gdzie dorabiają, to prywatny gabinet. A w nim nadal mogą pracować.

Podwyżki dla lekarzy za to, że będą pracować tylko w jednej publicznej placówce, to jeden ze skutków protestu lekarzy rezydentów. Podstawowe pensje doktorów, którzy złożą taką deklarację, wzrosną do 6750 zł brutto miesięcznie. Lojalki można było podpisywać do piątku. I jak można było przypuszczać, spotkało się to z ogromnym zainteresowaniem.

– Zdecydowana większość z około dziewięćdziesięciu lekarzy zatrudnionych w szpitalu w Chełmie na etacie, złożyła taką deklarację – mówi Michał Jedliński, dyrektor szpitala w Chełmie.

Nic dziwnego. Średnia pensja wśród lekarzy z chełmskiego szpitala to około 4600 zł brutto. A zdecydowana większość z doktorów, którzy podpisali „lojalki”, i tak nie pracuje w innych szpitalach, więc podpis nic ich nie kosztuje. Wręcz przeciwnie. Nadal będą mogli dorabiać w prywatnych gabinetach a ich pensje w szpitalu wzrosną o kilka tysięcy złotych. Za wzrostem podstawy idzie bowiem wzrost pochodnych, czyli dodatku stażowego, za dyżury, noce i święta itp.

Ale odstępstw dla lekarzy, którzy zechcą pracować w różnych miejscach, jest i tak więcej. – Poza prywatnym gabinetem lojalki nie dotyczą ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, podstawowej opieki zdrowotnej i generalnie wszystkich miejsc, w których nie świadczy się usług finansowanych przez NFZ – mówi dyrektor Jedliński.

Poza tym lekarz może wystąpić do Funduszu o indywidualną zgodę na pracę w drugiej placówce, jeśli ta będzie miała problem z zabezpieczeniem potrzeb medycznych.

Szpital będzie miał za to kłopot z płaceniem za przyznane doktorom podwyżki. – Co prawda na sam wzrost podstawy i dodatek stażowy mamy otrzymywać pieniądze, ale opłacenie pozostałych dodatków, które wynikają ze wzrostu pensji zasadniczej, tj dyżury, dodatki za noce, niedziele i święta, to już nasz kłopot – mówi Jedliński.

W szpitalu trwa teraz liczenie, jakie to będzie miało konsekwencje dla budżetu placówki. I nie brakuje głosów, że skala będzie znacznie większa niż osławione niegdyś podwyżki z tzw. „ustawy 203”. (bf)