Klienci już tęsknią

Ewa i Waldemar Wołoczko

Ich przepis na sukces to indywidualne podejście i szacunek do klienta. Wystarczyło, że klient powiedział, na jaką okazję potrzebuję kwiatów, a oni już wiedzieli, z czego będzie zadowolony, i to się sprawdzało. Mowa o państwu Ewie i Waldemarze Wołoczko, którzy przez ponad trzy dekady prowadzili w Świdniku kwiaciarnię. Dziś ich biznes zamka swoje podwoje, a oni sami przechodzą na zasłużoną emeryturę.


Żółta budka przy ul. Racławickiej 14 – to właśnie tu od 1983 roku państwo Ewa i Waldemar Wołoczko prowadzili swój biznes. Ale w maju tego roku uznali, że najwyższy czas odpocząć i przeszli na emeryturę.

Kwiaciarnia działała od 1983 roku. Na pomysł jej założenia wpadł pan Waldemar, który wcześniej pracował w WSK Mielec i WSK Świdnik.

– Znajomy hurtownik, który zaopatrywał kwiaciarnie w Polsce, zaprosił mnie do wspólnego biznesu. Wciągnąłem się w to i szybko nauczyłem się całkiem nowego fachu. Nie ukrywam, że przeważały względy ekonomiczne, ale znaczenie miała też fascynacja światem kwiatów i zdolności mojej żony – wspomina.

Pani Ewa, z wykształcenia ekonomistka, przez lata związana była z firmą Cefarm. Nie szukała innego zajęcia, ale problemy zdrowotne sprawiły, że przystała na propozycję męża i na dobre zajęła się kwiatami. Zawsze miała również zdolności manualne i – jak mówią jej znajomi – poczucie estetyki.

– I tak zaczął się nowy etap w naszym życiu. W czasie, kiedy zaczynaliśmy z kwiaciarnią, budowano kościół pw. NMP Matki Kościoła. Proboszczem był ksiądz Jan Hryniewicz. Nasze relacje i współpraca z nim zawsze układały się wspaniale. Kiedy organizował w Świdniku obchody 3 Maja, zawsze fundowaliśmy kwiaty na ołtarz – wspomina pani Ewa. Przez wszystkie lata działalności kwiaciarni państwo Wołoczko na brak pracy i klientów nie mogli narzekać.

– Postawiliśmy na jakość. Codziennie był nowy towar, a jego jakość zawsze na najwyższym poziomie. Nieraz brakowało doby, ale wspieraliśmy się. Byliśmy obowiązkowi i punktualni – wspominają małżonkowie.

Sukces krył się także w podejściu do klienta. Każdego starali się traktować indywidualnie i z szacunkiem. Nie stawiali na reklamę, ale dobre stosunki z ludźmi.

– Klienci często wracali do nas nie tylko po wiązankę, ale też, żeby porozmawiać. Bardzo to ceniliśmy. Związki z klientami często były pokoleniowe. Pary, które zamawiały u nas bukiety ślubne, często wracały po kwiaty na chrzciny i inne uroczystości rodzinne; następnie ich dzieci po kwiaty dla nauczycieli i później znowu na swoje śluby. Klienci zawsze wierzyli w nasze poczucie estetyki. Często mówili tylko to, na jaką okazję potrzebują kwiatów, a my już wiedzieliśmy, z czego będą zadowoleni. I to się sprawdzało – wspomina małżeństwo.

Sława kwiaciarni Wołoczków wykraczała poza Świdnik. Zamówienia na bukiety mieli nawet z zagranicy. Stałym klientem państwa Wołoczków był również wicestarosta świdnicki Waldemar Białowąs.

– Działalność tej kwiaciarni była nierozłącznie związana z historią miasta. To była rodzinna firma z tradycjami, z której usług nieraz korzystałem i na pewno tego miejsca będzie mi w Świdniku brakowało, ale miłym właścicielom należy się przecież zasłużony odpoczynek od pracy – mówi wicestarosta Białowąs.

Teraz, korzystając z uroków emerytury, większość czasu państwo Wołoczko spędzają w domku letniskowym na działce pełnej kwiatów i roślin.

– Cieszymy się wolnym czasem. Nie ma czasu na nudę. Jest cała masa książek do przeczytania. Na działce też jest co robić. Mając więcej czasu, mogę też poświęcić się mojemu hobby, jakim jest genealogia. Mam na tym polu pewne sukcesy. Tworzę drzewa genealogiczne naszych rodzin, np. w drzewie rodziny Wołoczko doprowadziłam do roku 1410 – mówi Ewa Wołoczko. (w)