Kolejny pożar przy Broniewskiego

Znów palił się budynek po przedszkolu miejskim przy ul. Broniewskiego. – Komuś bardzo zależy, żeby zniknął z powierzchni ziemi – komentują mieszkańcy osiedla. Za pierwszym razem udało się szybko opanować sytuację, teraz nie było już nawet najmniejszych szans – wszystko poszło z dymem.

(16 grudnia) Przed godziną 1 w nocy ktoś zauważył łunę ognia i zadzwonił pod numer 112. Początkowo nie było nawet wiadomo, o jakie konkretnie miejsce chodzi – dyspozytor chełmskiej straży dostał jedynie zgłoszenie z Lublina, że „pali się w dawnym przedszkolu”. Gdy pierwsze zastępy straży dotarły do budynku przy ul. Broniewskiego, nie było już czego ratować. Cały drewniany budynek (30x25m) stał w ogniu.
– Ogień wszedł w strop i rozszedł się po całym budynku. Akcja była długotrwała, strażacy pracowali na zmianę ponad dwanaście godzin. W danym czasie na miejscu było osiem zastępów, około trzydziestu pięciu ratowników. Konieczne było wezwanie posiłków z OSP – mówi mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie. – Najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru, szczególnie że doszło do niego już po raz drugi w ostatnim czasie, jest podpalenie Dlatego na miejscu była też policja – dodaje rzecznik KM PSP w Chełmie.
Po raz pierwszy pożar w budynku po przedszkolu wybuchł w połowie października. Wówczas ktoś wstawił do środka kilka zbiorników z benzyną. Ponieważ pożar wybuchł w dzień, szybko został zauważony, a strażacy momentalnie opanowali sytuację. Policja wszczęła dochodzenie w sprawie podpalenia i powołała biegłego z zakresu pożarnictwa do zbadania sprawy. Hipotez było kilka – od tego, że ktoś podłożył ogień, by zapobiec otwarciu w tym miejscu noclegowni dla bezdomnych (plotka o rzekomych planach właściciela szybko rozniosła się po osiedlu), po działania na zlecenie właściciela i próbę uzyskania odszkodowania od ubezpieczyciela. Dochodzenie trwa, a o jego postępach policja zapowiedziała poinformować dopiero po świętach. Nie wiadomo czy za podpaleniami stoi ten sam sprawca. A jeżeli nawet tak było, to teraz był ostrożniejszy – na miejscu strażacy nie znaleźli żadnych śladów, co było przyczyną powstania ognia. Do wydania opinii znów zostanie powołany biegły. (pc, fot. OSP w Leśniczówce)