Końcówka należała do Suduła

AGROS SUCHAWA – BRAT CUKROWNIK SIENNICA N.3:5 (2:3)


0:1 – Suduł (3), 0:2 – Arnold Kister (33), 0:3 – Kniażuk (35), 1:3 – Wysokiński (38), 2:3 – Wysokiński (45), 3:3 – Sekulski (70), 3:4 – Suduł (84), 3:5 – Suduł (90).

AGROS: M. Namczuk – E. Mikulski (38 M. Gruszczyński), J. Bylina, B. Staszewski, K. Staszewski, Boczuliński (81 Bilicz), Wysokiński, Ł. Namczuk (38 A. Sekulski), Lejko (55 Węgliński), S. Staszewski (75 Zdolski). Trener – Robert Wójcik.

BRAT: Kamil Jopek – Pachuta, Arkadiusz Kister, Szczepaniuk, Adam Urbański (49 Kalisiewicz), Malinowski, Kniażuk (84 Korniszuk), Arnold Kister, Suduł, Aleksander Urbański, Paweł Szadura. Trener – Waldemar Kogut.

W 54 min. Kacper Staszewski (A) nie wykorzystał rzutu karnego.

Szalony mecz obejrzeli kibice w Suchawie. Miejscowy Agros mimo porażki utrzymał jednak trzecie miejsce w tabeli. – Jechaliśmy do Suchawy z myślą o wygranej, mimo że to gospodarze zajmują wyższą pozycję – zauważa Waldemar Kogut, trener Brata. I drużyna z Siennicy Nadolnej kompletnie zaskoczyła gospodarzy. Po 35 minutach było już 3:0 dla gości. Strzelanie już w 3 min. rozpoczął Sebastian Suduł, później piękną bramkę po solowym rajdzie zdobył Arnold Kister, a trzecie trafienie należało do Kniażuka.

– Graliśmy bardzo dobrze i skutecznie, a potem wszystko się posypało – zauważa Kogut. Agros jeszcze przed przerwą zdołał złapać kontakt. Kamila Jopka, nominalnego pomocnika, który z konieczności znów musiał stanąć między słupkami bramki Brata, dwa razy pokonał Wysokiński. W 54 min. powinno być 3:3, ale rzutu karnego nie wykorzystał Kacper Staszewski. – Kamil świetnie obronił, po raz kolejny został bohaterem – chwali Jopka Kogut. Mimo nieskutecznej „jedenastki” gospodarze zdołali doprowadzić do stanu po trzy.

W 70 min. składną akcję Agrosu wykończył Arkadiusz Sekulski. Końcówka meczu należała jednak do gości. Po raz kolejny błysnął Suduł, który jeszcze dwa razy pokonał Mateusza Namczuka i trzy punkty pojechały do Siennicy Nadolnej. – Wygrywamy kolejny mecz mimo braków kadrowych, grając bez nominalnego bramkarza. Gdyby nie to, myślę, że walczylibyśmy nawet o pierwsze miejsce w tabeli – podsumowuje W. Kogut. (kg)