Kościół ma swoje RODO

Proboszcz kościoła w Białopolu odczytuje z ambony, kto ile dał na kościół podczas wizyty duszpasterskiej. Wywołuje to skrajne emocje wśród wielu parafian. – Ostatnio na mszy znowu dowiedzieliśmy się, ile kto włożył do koperty. Po co to dzielenie ludzi na biednych i bogatych? Czy to zgodne z RODO? – pyta nasz czytelnik. – Taką mamy tradycję – odpowiada proboszcz parafii w Białopolu, a Kościelny Inspektor Ochrony Danych dodaje, że w tej sytuacji obowiązuje kościelny dekret, a nie RODO.

– Po niedzielnej mszy w kościele w Białopolu znowu ludzie mają o czym plotkować, bo tematem numer jeden jest to, kto ile włożył księdzu do koperty – mówi mieszkaniec gminy Białopole. – Jak ma się czuć seniorka, która z najniższej emerytury wysupłała i dała na kościół dwadzieścia złotych, a bogaty rolnik włożył do koperty dziesięć razy tyle? Przecież ludzie czują się niekomfortowo, słysząc podczas mszy, że dali mniej niż ich sąsiad. Czy to jakaś licytacja: kto da więcej? Skoro tak to wygląda, to może lepiej oszczędzić sobie wstydu i nie przyjść na mszę? Czy takie publiczne ujawnianie danych przez księdza jest zgodne z RODO?

Odczytywanie z ambony tego, ile kto dał na kościół praktykowane jest przez wielu księży w całym kraju, przeważnie w wiejskich kościołach. Ale niektórzy duchowni dawno już z tego zrezygnowali, wiedząc, że sprawa wywołuje kontrowersje wśród wiernych. Ks. Henryk Borzęcki, proboszcz kościoła w Białopolu, do nich nie należy.

Naszej dziennikarce odpowiada krótko: „Taka jest tradycja i tak będziemy robili”. Księża uważają, że wolno im tak postępować, bo pozwala im na to prawo kanoniczne. Właśnie tak tłumaczy tę kwestię Kościelny Inspektor Ochrony Danych. To organ powołany za zgodą Stolicy Apostolskiej w marcu ub.r., czyli trzy miesiące przed wejściem w życie unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych, w skrócie RODO.

Na stronie internetowej KIOD czytamy, że jest to organ niezależny „monitorujący i zapewniający przestrzeganie przepisów o ochronie danych osobowych w ramach i zgodnie z działaniem Kościoła katolickiego i jego struktur”. W marcu ub.r. Kościół wydał też dekret w sprawie ochrony danych osobowych w Kościele (znajduje się w nim część zapisów RODO). Właśnie na ten dokument powołuje się ks. Piotr Kroczek, kościelny inspektor danych osobowych.

– W przedstawionej sytuacji przetwarzanie danych osobowych miało miejsce podczas sprawowania mszy świętej i w związku z czynnościami duszpasterskimi, którymi jest wizyta duszpasterska (kolęda) – informuje ks. Kroczek. – W tym zakresie zastosowanie znajdą przepisy wewnętrzne Kościoła katolickiego odnoszące się do przetwarzania danych osobowych, w szczególności Dekret w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych z 13 marca 2018 r., a nie RODO, co przewiduje artykuł 91 RODO.

Wspomniany Dekret stanowi, że w ramach działania wewnętrznego, na przykład w informatorach przeznaczonych dla wspólnoty kościelnej (w przedstawionej sytuacji rodziny parafialnej), można przetwarzać dane dotyczące osób, które złożyły darowiznę, o ile w danym przypadku zainteresowani nie wnosili o ich nieujawnianie. Te informacje można także podać jako ogłoszenie ustne.

Jednocześnie należy wskazać, że działanie proboszcza jest utrwalonym zwyczajem tejże wspólnoty parafialnej. Oznacza to w praktyce, że parafianin, który podczas kolędy złożył ofiarę, świadom tejże utrwalonej praktyki może zgłosić proboszczowi brak zgody na ujawnianie danych dotyczących jego osoby i złożonej darowizny. Proboszcz zaś w takim wypadku winien uwzględnić tę wolę parafianina.

Ale nasz czytelnik z gminy Białopole uważa, że to mydlenie oczu wiernym, a RODO powinno być przestrzegane przez wszystkich bez wyjątku. (mo)