Koszmar ulicy Torowej

Cztery lata temu PKP zlikwidowało dwa przejazdy kolejowe na ulicy Torowej w Lublinie – jeden na wysokości posesji nr 6, drugi bliżej wiaduktu, po którym poprowadzono obwodnicę miasta. No i od czterech lat mieszkańcy mają problemy.
Żeby dojechać na swoje pole po drugiej stronie torów, trzeba jechać za obwodnicę, pod granicę miasta, czyli do przejazdu na ulicy Pliszczyńskiej (przy końcowym przystanku MPK linii 22) albo w kierunku miasta, na wlot ul. Grodzickiego w ul. Torową. Nadrabia się ładnych kilka kilometrów, chociaż ziemia leży o rzut beretem.
Kolei nie obchodzi też stan ulicy a jest ona nieutwardzona i wąska (pojazdy zatrzymują się przy mijaniu). – To prowizorka drogi. Same dziury, kałuże, nieutwardzona nawierzchnia. Jeszcze do wysokości Torowa 6, gdzie cztery lata temu zamknięto jeden z przejazdów, można jakoś przejechać – mówi Bronisław Skrzypek, mieszkaniec Torowej.
Dalej, do posesji z numerem 48 jedziemy po… terenie prywatnym. Wyjeżdżony w trawie „pas” drogowy ma około trzy metry szerokości.
– To ujeżdżona przez mieszkańców ścieżka, zapewniająca dojazd do „prawdziwej” ulicy Torowej. Gdyby komuś tutaj coś się stało, jak dojedzie pogotowie czy inne służby? – zastanawia się mój rozmówca.

Działka bez dojazdu, ale z opłatami za drogę

Jednej z mieszkanek ulicy Torowej odmówiono możliwości podziału działek w Wydziale Geodezji. – Chciałam podzielić działkę, przekazać część wnuczce. Usłyszałam, że jest to niemożliwe, jako że działka nie ma dostępu do drogi publicznej. Ale mam informację na piśmie od PKP, żebym płaciła 36 złotych miesięcznie za sam fakt, że korzystam z drogi. Nie wiem, czy sąsiedzi dostali podobne zawiadomienie. Jeśli tak ma być, to dlaczego zarządca bez przerwy uchyla się od remontów, prac porządkowych, oznakowania? – pyta nasza rozmówczyni. – I dlaczego odmówiono mi podziału działki?
Miasto ma w tej sprawie związane ręce, o czym świadczy odpowiedź na interpelację radnej Marty Wcisło (PO). – Jednostki samorządu terytorialnego, choć mają szeroki zakres samodzielności, to jednak w dziedzinie planowania i wydatkowania środków budżetowych mogą działać wyłącznie i ściśle w granicach określonych konkretnymi przepisami – odpisał jej Artur Szymczyk, zastępca prezydenta Lublina. Ale nawet gdyby miastu udałoby się przejąć teren na Torowej, nie zmieniłoby to wiele. – „Przejęcie terenu (…) w celu ewentualnej budowy drogi i jej utrzymania ze środków gminnych uniemożliwia bezpośrednie sąsiedztwo torów kolejowych. W myśl przepisów o transporcie kolejowym budynki i budowle mogą być usytuowane w odległości nie mniejszej niż 10 metrów od granicy obszaru kolejowego, z tym, że odległość ta od osi skrajnego toru nie może być mniejsza niż 20 metrów” – precyzuje zastępca prezydenta.

O przyszłość ul. Torowej spytaliśmy również w PKP. – Obecnie nie planujemy prac na tym terenie – poinformowała nas Katarzyna Grzduk, z zespołu prasowego PKP S.A., która odniosła się też do sprawy opłat pobieranych od mieszkańców. – Comiesięczne opłaty za korzystanie z terenu niezabudowanego przy linii kolejowej ponosi tylko jedna osoba, z którą PKP S.A. ma zawartą umowę. Została ona podpisana na wniosek zainteresowanej
BARTŁOMIEJ CHUDY

Pytanie retoryczne

Cztery lata temu zarząd PKP oznajmił reporterowi „Nowego Tygodnia”, że problem zbyt wielu przejazdów w tym miejscu należało rozwiązać jak najszybciej. – Padło tu pytanie, czy wydać 1,5 miliona złotych i zostawić dwa przejazdy, które i tak będziemy likwidować za 2-3 lata, czy teraz załatwić problem i już do niego nie wracać i nie wykładać pieniędzy – mówił wówczas dyrektor ds. technicznych Zakładu Linii Kolejowych PKP. No i dwa przejazdy zlikwidowano, a okoliczni mieszkańcy muszą nadrabiać kilometry, żeby dojechać do swoich działek po drugiej stronie torów.