Krępiec bez gimbusa 

Niektórzy mieszkańcy Krępca w gminie Mełgiew zastanawiają się, dlaczego ich dzieci nie mogą korzystać z bezpłatnych dowozów do szkoły. Gmina przypomina, że są one tylko dla tych uczniów, którzy do szkoły mają najdalej.

– Mieszkamy w Krępcu. Mój syn właśnie poszedł do pierwszej klasy, a do szkoły mamy spory kawałek drogi. Myślałem, że dziecko będzie mogło dojeżdżać do szkoły gimbusem, ale w nasze rejony on nie dojeżdża i muszę sama codziennie wozić dzieciaka na lekcje i je odbierać – skarży się nasza czytelniczka.

Gmina wyjaśnia, że ma obowiązek zapewnienia dojazdu na lekcje tym dzieciom, które do szkoły mają najdalej.

– Zgodnie z ustawą dowozimy te dzieci, które od miejsca zamieszkania do gminnej szkoły podstawowej mają powyżej 3 km. Nie ma możliwości dowożenia tych, które mają do szkoły 1 czy 1,5 kilometra – mówi wójt Mełgwi, Ryszard Podlodowski.

Od października gmina zamierza ruszyć z transportem gminnym, który być może częściowo rozwiąże problemy rodziców z Krępca. Pomiędzy kursami rannymi i popołudniowymi, którymi dzieci dowożone są do i ze szkoły, szkolne busy czterema trasami będą jeździć do najmniej skomunikowanych miejscowości gminy. Za dwa złote będzie można dostać się do Mełgwi, a potem wrócić.

– Do tej pory do szkolnych autobusów nie miały prawa wsiadać osoby do tego nieupoważnione: czyli nie uczniowie i ci uczniowie, którzy mają do szkoły bliżej niż 3 km. Gdy transport będzie gminny, wszyscy uczniowie bez problemu będą mogli skorzystać z busa. Tym, którym należą się darmowe dojazdy, wyrobimy bilety miesięczne i zwrócimy się o dofinansowanie do Urzędu Marszałkowskiego. Teraz robiliśmy to własnym sumptem i na dowóz dzieci do szkół wydawaliśmy rocznie ok. 300 tys. zł – tłumaczy wójt.

R. Podlodowski dodaje, że podczas zebrań sołeckich, kiedy informował mieszkańców o transporcie gminnym, niektórzy wyśmiewali pomysł, mówiąc, że „do Mełgwi się nie jeździ, tylko do Lublina”.

– Idea transportu gminnego jest taka, że wozimy po gminie. Możemy wjechać do Świdnika, ale nie możemy zatrzymać się na żadnym przystanku, bo do tego potrzebne byłoby porozumienie, a to z kolei wiązałoby się z dodatkowymi kosztami – dodaje wójt. (w)