Krzykiem obwieścił zabójstwo matki

W tym bloku doszło do tragedii

– To była taka serdeczna i miła kobieta. Zawsze mówiliśmy sobie „dzień dobry”. Poświęciła się dla syna i troszczyła się o niego, nawet kiedy był już dorosły.

To straszne, co zrobił swojej matce – mówią mieszkańcy osiedla, poruszeni makabrycznym zabójstwem, do którego doszło w apartamentowcu przy ul. Bolesława Śmiałego na LSM w Lublinie.

W środę rano, 16 maja mieszkańcy bloku wezwali policję. Wcześniej zobaczyli Tomasza M. (30 l.), jak stał na balkonie i krzyczał, że kogoś zabił. Kiedy przyjechał patrol, drzwi były zamknięte. Wyważyli je strażacy i mundurowi wpadli do środka. W kuchni na krześle siedział 30-latek. Był cały poplamiony krwią. W pokoju obok znajdowała się jego matka – Ewa M. (63 l.). Kobieta nie żyła. Miała na ciele liczne rany zadane nożem.

Jej syn prawdopodobnie sam próbował się okaleczyć. Miał rany na szyi i rękach. Trafił do szpitala. Jest podejrzewany o zabójstwo, ale czy będzie odpowiadał przed sądem? Biegli będą musieli ocenić stan jego poczytalności. Mężczyzna miał problemy zdrowotne.

– Cierpiał na bóle głowy i brał silne leki – mówią mieszkańcy. Wszyscy przyznają, że Tomasz dotąd zachowywał się spokojnie. W mieszkaniu nie było żadnych interwencji policji.

Mężczyzna nie pracował, utrzymywała go matka – Ewa M., która przez lata pracowała jako inspektor nadzoru budowlanego  w Szpitalu Klinicznym nr 4 przy ul. Jaczewskiego. – W środę nie przyszła do pracy. Potem dowiedzieliśmy się o tej tragedii. To ogromna strata – mówią jej znajomi z pracy. LL