Kto przesadza? Opozycja czy władza?

Opozycyjni radni zarzucają władzom Świdnika, że wycinają za dużo drzew, przez co miasto zmienia się w „betonową pustynię”. Ratusz zaprzecza. Twierdzi, że więcej sadzi niż wycina, a jeśli już, to usuwane są tylko drzewa stare i obumarłe.


Radni klubu Świdnik Wspólna Sprawa wrócili do tematu wycinki drzew w Świdniku. Sprawę poruszali już wcześniej, np. na sesjach i w interpelacjach. Teraz okazją do przypomnienia, że w ciągu niecałego roku w Świdniku ubyło – według ich wyliczeń – 250 drzew, była ulewa, która pod koniec kwietnia przeszła nad miastem, podtapiając w wielu miejscach piwnice i parkingi oraz stojące na nich samochody.

– Od kilkunastu lat w Świdniku trwa rzeź drzew. Nasze miasto z zielonego i przyjemnego miejsca zmienia się w betonową pustynię, na której króluje kostka brukowa. Kierunek, w jakim idziemy, pokazał chociażby kosztowny (ponad 12 mln zł.) ponad miarę remont Placu Konstytucji 3-go Maja, z którego zniknęły drzewa, a pojawiło się jeszcze więcej betonu – grzmi Jakub Osina. – Taka polityka betonowania miasta nie tylko sprawi, że będzie się w nim żyło coraz gorzej, ale prowadzi do takich lokalnych katastrof, jak kwietniowe podtopienia. Tymczasem likwidowane są kolejne zielone skwery (jak ten przy ul. Struga), wycinane kolejne drzewa. Nie zdziwmy się więc, gdy przy następnym deszczu woda obficie spłynie naszymi chodnikami, ulicami i parkingami, niszcząc po drodze mienie świdniczan – przestrzega i apeluje, by zacząć poważną dyskusję na temat zieleni w mieście.

Ratusz odpiera zarzuty. Uważa, że radny delikatnie mówiąc, mija się z faktami, bo gdzie się da sadzone są nowe drzewa, a o tym, jak władze starają się, by Świdnik był coraz bardziej zielony, świadczyć może choćby projekt „Zielony LOF”, w ramach którego powstaną w sumie cztery parki.

– Wykonujemy tylko niezbędne do realizacji inwestycji wycinki drzew, ale przygotowując projekty, zawsze dbamy o to, aby jak najwięcej drzew zostało. Te wycięte zastępujemy nasadzeniami nowych – mówi Marcin Dmowski, zastępca burmistrza Świdnika, dodając, że wycinane drzewa są często chore lub stanowią zagrożenie dla osób i mienia.

Wiceburmistrz podkreśla, że w przypadku drzew młodych kolidujących z inwestycjami, miasto przesadza je, a nie usuwa. Tak było np. przy realizacji parku w ramach Zielonego LOF-u na terenie przy stacji paliw Orlen. Z kolei w sytuacji wymagającej usunięcia dużej liczby drzew, np. w związku z budową Parku Avia i okolicznego parku, większość wyciętych drzew stanowiły sztuki obumarłe lub zaatakowane przez korniki.

– Za każde usunięte drzewo sadzimy co najmniej jedno młode – przykładowo na terenie budowanych basenów posadziliśmy ich blisko 300 sztuk – podkreśla M. Dmowski. JN