Kto pyta, ten błądzi?

Interpelacje i zapytania radnych kolejnym przedmiotem sporu na linii PiS – prezydent Lublina. Miejscy radni opozycji są zirytowani zdejmowaniem tego punktu z porządku obrad kolejnych sesji rady miasta.


W tej sprawie wystosowali skargę do wojewody lubelskiego na przewodniczącego rady miasta Piotra Kowalczyka. Wojewoda czeka na wyjaśnienia, a ratuszowi prawnicy mają już gotową opinię prawną w tej sprawie. Wynika z niej, że o naruszeniu prawa przez przewodniczącego Kowalczyka nie może być mowy, bo przewodniczący wypełnia swoje obowiązki w zakresie ustalania porządku obrad sesji rady i zawsze umieszcza w nim punkt z pytaniami i interpelacjami do prezydenta, ale jego procedowanie zależy od decyzji całej rady. Jeśli któryś z radnych wystąpi o jego zdjęcie z porządku obrad, a rada go poprze, przewodniczący musi postąpić zgodnie z wolą rady. W tej kadencji stało się tak aż na 16 z 28 sesji. Najczęściej z wnioskiem o zdjęcie ustnych interpelacji z porządku obrad występował radny Piotr Dreher (PO), a głosowanie, zgodnie z podziałem mandatów w radzie między koalicją PO-Wspólny Lublin a opozycyjnym PiS, kończyło się wynikiem 16 do 15.
– „Działania przewodniczącego rady miasta Lublin w tym zakresie są zgodne z przepisami ustawy o samorządzie gminnym oraz Statutem Miasta” – czytamy w podsumowaniu opinii prawnej.
Sam przewodniczący Kowalczyk nie widzi nic złego w tym, że na sesji nie ma ustnych zapytań i interpelacji. – To zgodna z prawem praktyka samorządu. Jakoś przez ponad 26 lat nie czyniono z tego afery – mówi, dodając, że radni w każdej chwili mogą składać zapytania i interpelacje do prezydenta na piśmie i nigdy żadna nie pozostaje bez odpowiedzi.
BACH