Kto wyjmie buławę?

Coraz częściej mówi się o przyszłorocznych wyborach samorządowych. Wszyscy potencjalni kandydaci spodziewają się zmian w ordynacji wyborczej, dlatego wstrzymują się z oficjalnymi komentarzami i deklaracjami ewentualnego startu. Ale ostatnia zmiana władzy w kraju czy roszady na naszym lokalnym podwórku w gminach pokazały, że nikt nie może być pewny swojego stołka. Nawet ci, którym wydaje się, że do rządzenia wystarczy przecinanie wstęg…

Na utrzymanie władzy w powiecie chełmskim liczy szef powiatowych ludowców, Piotr Deniszczuk. Starosta uznał, że najlepszym sposobem na to będzie remontowanie lokalnych dróg i przecinanie wstęg tuż przed wyborami, a przy okazji umniejszanie zasług poprzedników z G9, od których w ogóle zaczęły się inwestycje w powiecie. Ale nadal nie wiadomo, jaka będzie nowa ordynacja wyborcza i czy starostę będziemy wybierać w bezpośrednich wyborach czy, tak jak do tej pory, zostanie on powołany głosami radnych. Co ciekawe, i co wytykają obecnemu staroście nie tylko koalicjanci z G9, ale nawet działacze z jego własnej partii, nie uzyskał on nigdy mandatu społecznego. Sam osobiście nie został wybrany nawet radnym. A szefuje powiatowi dzięki głosom radnych PSL, PiS i G9. Deniszczukowi trzeba jednak przyznać, że sprytnie tę przestrzeń powiatową zawłaszczył. Zmarginalizował koalicjantów i wszelkie sukcesy przypisuje wyłącznie sobie. Ciekawe czy taka pewność siebie wystarczy do utrzymania władzy? Wójtowie z koalicji dobrze widzą, co się dzieje, a już raz udało im się przejąć powiat z rąk PSL. Im bliżej do wyborów tym bardziej może im zależeć na powtórzeniu tego manewru, bo własnych stołków też im dożywotnio nikt nie zapewni. A Deniszczuk, co pokazało referendum w Kamieniu, może chcieć mieć wpływ nie tylko na władzę w powiecie, ale i w gminach.

Już nie ma pewniaków…

Z dużym zainteresowaniem wybory będziemy śledzić w miastach i gminach powiatu chełmskiego. Żaden wójt czy burmistrz nie pozwoli sobie na przedwczesne mrożenie szampana. Do ciekawych zmagań może dojść w gminach, w których obecni wójtowie rozważają rezygnację ze startu. Mówiło się tak w przypadku Wierzbicy czy Rejowca. Tam po buławę może sięgnąć każdy. Chętnych w Wierzbicy nie brakuje. Start zapowiadał już Bogusław Żelechowski, radny powiatowy, który w ostatnich wyborach tylko o włos przegrał z Chrząstowskim. Niewykluczone, że na liście kandydujących na wójta Wierzbicy znajdzie się też nazwisko Deniszczuk. Tyle że nie Zdzisławy, prywatnie żony starosty Piotra Deniszczuka, która bez powodzenia walczyła już o ten stołek, ale ich syna, Wiktora. To m.in. dlatego w Wierzbicy leje się asfalt na powiatowych drogach chociaż relacje Deniszczuków z Chrząstowskim od dawna są napięte. Na giełdzie wyborczej wymienia się też związanego z wójtem, byłego radnego powiatu Henryka Kamińskiego, a także pracującego w urzędzie gminy Dominika Guza. Swojego kandydata zechce wystawić też PiS.
Pewniaka nie ma też w Rejowcu. Poprzednie wybory pokazały, że opozycja jest tam silna i burmistrzowi Tadeuszowi Górskiemu może zagrozić choćby Grażyna Drzewiecka. Zdecydowanie jeszcze większe szanse miałaby z Mirosławem Kościem, przewodniczącym Rady Miasta, którego typowano jako następcę, gdyby Górski chciał zrezygnować z wyborów. W Rejowcu może się również pojawić jakaś nowa dynamiczna, nowa twarz, choćby w postaci pracującego w chełmskim urzędzie miasta Marcina Grela, który notuje sukcesy w postaci nowych inwestorów dla Chełma, która mógłby zaproponować powiew świeżości.
Na swój czas od dawna czyha powiatowy radny Marcin Łopacki, który chciałby zostać wójtem gminy Chełm. Ale to jedna z tych gmin, w których nie jest łatwo znaleźć pretekst do zmiany. Zgodnie z przysłowiem, że „bogatemu diabeł dziecko kołysze”, gmina Chełm ze swoim sporym budżetem szuka tylko miejsca do kolejnych inwestycji, budowy dróg, chodników, ścieżek rowerowych czy odnawialnych źródeł energii. Obecny wójt Wiesław Kociuba spokojnie i trzeba przyznać całkiem nieźle pracuje na kolejną kadencję. W gminie tworzą się kolejne drogi, inwestycje, miejsca do rekreacji…
Wyraźnej opozycji nie mają dzisiaj burmistrz Siedliszcza – Hieronim Zonik, wójt Rejowca Fabrycznego – Zdzisław Krupa, który cichutko i bez spektakularnych efektów urzęduje w cieniu miasta Rejowca Fabrycznego Fabrycznego oraz wójt Rudy-Huty – Kazimierz Smal. Ale jest niemal pewne, że w każdej z tych gmin swoich kandydatów wystawi Prawo i Sprawiedliwość. Prawdopodobnie z tej listy o stanowisko wójta Dorohuska może ubiegać się była przewodnicząca rady gminy, Małgorzata Sarzyńska. Nadal aktywnie w gminie, na razie na polu pomocy społecznej, działa były wójt Stanisław Korzeniewski.
Zbyt wiele nie mogą oczekiwać potencjalni konkurenci Henryka Maruszewskiego z Białopola, Edyty Niezgody ze Żmudzi czy Henryka Gołębiowskiego z Wojsławic, którzy na razie uważani są za faworytów przyszłorocznych wyborów, chociaż zawsze może zjawić się kandydat z nową ofertą dla wyborców.

Spokojnie nie śpią

Wyborczych emocji na pewno nie zabraknie w Sawinie. Swój start w wyborach już ponad roku temu zapowiedział Hubert Wiciński, członek zarządu powiatu chełmskiego, przez 16 lat przewodniczący rady gminy Sawin. Wśród kandydatów należy spodziewać się również kogoś z obecnej gminnej opozycji. Raczej nie będzie to były wójt Andrzej Mazur, po którym gmina musi oddawać horrendalne długi a prędzej Joanna Rzepecka, przewodnicząca obecnej rady. Dariuszowi Ćwirowi nie będzie łatwo utrzymać władzę.
Do ostrej walki o stołek dojdzie też zapewne w mieście – Rejowcu Fabrycznym. Urzędujący od blisko 20 lat Stanisław Bodys stanie tak jak podczas ostatnich wyborów do starcia z Marcinem Kopciewiczem, który trzy lata temu przegrał z Bodysem różnicą tylko 300 głosów. Kopciewicz, kiedyś działacz Samoobrony, później sympatyk PO, teraz może liczyć na dodatkowe głosy PSL i wsparcie starosty. I tutaj bardziej może rolę grać wieloletnie zmęczenie władzą, niż osobiste atrybuty Kopciewicza, który przy doświadczonym samorządowo Bodysie wypada raczej słabo. O kandydowaniu myśli też miejski radny Marek Parada, kojarzony z Prawem i Sprawiedliwością. Parada w radzie połączył siły z Renaldo Ostrowskim z PSL i obaj starają się patrzeć burmistrzowi na ręce.
Czy znów będzie druga tura? Takie pytanie powoli zaczynają zadawać sobie mieszkańcy gminy Leśniowice. Od kiedy zmieniła się ordynacja wyborcza i wójtowie wybierani są w bezpośrednim głosowaniu, czyli od 2002 roku, mieszkańcy gminy Leśniowice co cztery lata uczestniczą w drugiej turze wyborów. Co ciekawe, za każdym razem zwyciężał w niej Wiesław Radzięciak. W przyszłym roku z Radzięciakiem może zawalczyć Joanna Jabłońska, była sekretarz gminy, która cieszy się sympatią mieszkańców gminy, i która po konflikcie z Radzięciakiem, usiłującym pozbyć się potencjalnej konkurencji, musiała szukać pracy w gminie Kamień. Tutaj można spodziewać się sporych emocji.
W gminie Kamień z urzędem wójta jeszcze w tym roku miał pożegnać się Roman Kandziora. A przynajmniej tego chcieli jego przeciwnicy, którzy zorganizowali referendum i PSL, które w ostatniej chwili włączyło się w kampanię przeciwko wójtowi. Kandziora umocnił swoją pozycję, bo do urn poszło mniej osób niż podpisało się pod wnioskiem o jego odwołanie. Starosta Deniszczuk, który poróżnił się z Kandziorą, publicznie mówi, że PSL w Kamieniu wystawi swojego kandydata i ma być to obecna przewodnicząca rady powiatu, Grażyna Szykuła.
Swojej przyszłości nie może być pewny wójt Dubienki, Waldemar Domański, za którego kadencji gmina popadła w poważne tarapaty finansowe i który raczej nieporadnie sprawuje swoją funkcję. Wykorzystają to zapewne przeciwnicy wójta – jego poprzednik Henryk Grządkowski czy Janusz Kański, wieloletni radny powiatowy – jeśli zdecydują się na start. (red)