Kuszenie śmierci

To nie tak, że u nas nie sięgają po dopalacze. Sięgają, i to często. Po prostu jeszcze nikt nie umarł z tego powodu. Ale wyjazdów, podczas których młodzi pacjenci przyznają się do wzięcia „czegoś”, nie brakuje.

Dopalacze, czyli narkotyki nowej generacji. W ostatnich tygodniach znów trafiły na tapetę w całym kraju za sprawą serii zatruć, również w woj. lubelskim (pod Świdnikiem zmarli 17-latka i 22-latek). Z najnowszych informacji Głównego Inspektoratu Sanitarnego, potwierdzonych przez policję, wynika, że za ostatnimi zgonami stoją tzw. syntetyczne katynony (wykorzystywane m.in. do produkcji mefedronu) oraz zupełnie nowy rodzaj substancji psychoaktywnej, tzw. syntetyczne opioidy, które powodują przedłużające się objawy niewydolności oddechowej, mogą też doprowadzić do nagłego zatrzymania oddechu, a przez to do śmierci. Oznacza to, że taka osoba staje się senna, ma zaburzenia świadomości, aż wreszcie po prostu zasypia i już się nie budzi (dzieje się tak też po zażyciu obecnego w dopalaczach furanyl-fentanylu o działaniu uspokajającym, pozyskiwanego z plastrów przeciwbólowych dla nieuleczalnie chorych pacjentów hospicjum). Zdaniem GIS-u opioidy mogą spowodować zgon po zażyciu nawet jednej dziesiątej miligrama.

Wydawać by się mogło, że Chełma ten problem nie dotyczy. Nic bardziej mylnego. To, że nie ma jeszcze ofiar śmiertelnych, nie oznacza, że młodzi ludzie z naszego terenu nie sięgają po dopalacze. Przykładowo w ciągu kilku ostatnich kilku dni zespół ratownictwa wyjeżdżał dwukrotnie do pacjentów, którzy – jak się później okazało – byli pod wpływem nieznanej substancji psychoaktywnej. W jednym przypadku chłopak po imprezie leżał prawie bez kontaktu – nie wiadomo było, co zażył. W drugim chodziło o chłopaka, który zwichnął rękę – sam przyznał, że jest pod wpływem jakichś tabletek. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, jaki wpływ na obu pacjentów miały substancje (i przede wszystkim, jakie to były środki).

Policja apeluje już nie tylko do młodych żądnych przygód w wakacje, ale i ich rodziców, by zwracali uwagę na zachowanie dzieci i środowisko, w jakim się obracają. Mitem jest, że dopalacze sprzedaje diler na parkingu, w parku czy przed szkołą. Młodzi bez najmniejszych przeszkód kupują je przez internet. Policjanci blokują takie strony, by kolejne osoby nie były narażane na utratę życia bądź ciężki uszczerbek na zdrowiu, ale na miejsce jednego pojawiają się kolejne.

Ratowanie pacjenta po dopalaczach jest trudne, tym bardziej, że nie wiadomo, jaką dokładnie mieszankę zażył, dlatego lekarze, ratownicy i policja liczą na nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która ma ograniczyć wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu środków zastępczych i nowych substancji psychoaktywnych, potocznie nazywanych dopalaczami. Po nowelizacji dopalacze mają być traktowane jak narkotyki, a za handel, produkcję i posiadanie ich będzie grozić kara grzywny lub więzienia. (pc)