Co łaska, czyli 350 zł…

Proboszcz z Białopola żąda, by każda rodzina w parafii dołożyła się do planowanych wokół kościoła inwestycji – twierdzi jeden z naszych Czytelników. W dodatku ma głosić z ambony, kto i ile dał na ten cel. Proboszcz twierdzi, że opłata jest dobrowolna, a nazwiska odczytuje, bo mieszkańcy sobie tego życzą.

Parafia w Białopolu rozpoczęła prace zmierzające do zagospodarowania terenu wokół kościoła. Planowana jest m.in. budowa drogi dojazdowej, chodnika, ogrodzenia i oświetlenia. Jak pisze w liście do redakcji Czytelnik z Białopola w związku z planowanymi pracami ksiądz zażądał, aby każda rodzina wsparła inwestycję.
– Kilka tygodni temu ksiądz za zgodą jednego z radnych parafialnych ogłosił, że każda rodzina ma dać na prace wokół kościoła po 350 zł, bo parafia w tym roku nie dostanie unijnego dofinansowania, a wszystko ma kosztować 328 tys. zł. Księdza najwidoczniej nie obchodzi, że ludziom żyje się biednie i każdy kombinuje, jak przeżyć bez długu. Nie zna litości. Ma być i koniec – pisze w liście do redakcji jeden z mieszkańców Białopola.
Autor listu zarzuca również księdzu, że niepotrzebnie odczytuje nazwiska parafian, którzy łożą na kościół.
– W ostatnią niedzielę czytał z nazwiska kto i ile dał. Tak samo jest i po kolędzie. W ten oto sposób, jak wielu księży w naszej kochanej Polsce, nasz proboszcz dzieli parafian na bogatych i nędzarzy, którzy nie dadzą nic. To wprowadza niepotrzebną rywalizację między parafianami – pisze.
Jak dodaje czytelnik przez takie zachowanie zniechęca parafian. Wielu z nich przestało chodzić do kościoła, albo jeżdżą na msze do Buśna.
Ks. Henryk Borzęcki, proboszcz kościoła Białopolu potwierdza, że zwrócił się do parafian z prośbą o wsparcie planowanych prac. Ale zaznacza, że ofiara jest sprawą dobrowolną i nikogo nie zmusi, aby płacił na kościół.
– Chcemy wybudować plac, chodnik do procesji, ogrodzenie i oświetlenie. A to wszystko kosztuje. I to niemało. Zwróciłem się do parafian o wsparcie – ale podkreślam, że zrobiłem to za przyzwoleniem całej rady parafialnej – aby nawet w kilku ratach dołożyli się do tych prac. Przecież nie robię tego dla siebie. Ale to przykre, że np. na 38 domów w miejscowości tylko 18 chce wspierać.
Ksiądz przyznaje również, że odczytuje nazwiska osób, które wspierają parafię. Informuje też wiernych o kwotach tej pomocy.
– Wiele parafii praktykuje ten zwyczaj, bo po prostu parafianie sobie tego życzą. Wielu z nich chce, by ich nazwisko zostało wyczytane po mszy i nie można mieć im tego za złe – tłumaczy. (kw)