Latające czołgi wzbudziły strach

Uzbrojone po zęby śmigłowce szturmowe, konwoje czołgów i samochodów wojskowych ciągnące w stronę wschodniej granicy oraz wzmożona aktywność Straży Granicznej wzbudziły w ostatnim czasie obawy wśród mieszkańców przygranicznych miejscowości. MON uspokaja: – To tyko ćwiczenia.

Od jakiegoś czasu mieszkańcy przygranicznych terenów, m.in. Włodawy, gmin Wola Uhruska, Kamień, Białopole i wielu innych na terenie powiatów włodawskiego i chełmskiego, obserwują nad swoimi posesjami przeloty bojowych śmigłowców Mi-24 zwanych też „latającymi czołgami”. Mieszkańcy zachodzą w głowę, skąd ta mobilizacja i czy nie powinniśmy obawiać się o bezpieczeństwo swoje i kraju.
– Szykuje się jakaś wojna, czy co? – zastanawia się jeden z naszych Czytelników. – Latają często i bardzo nisko nad budynkami. Są szybkie. Pojawiają się, a chwilę później już ich nie widać. Słyszałem różne opinie – że to skanowanie terenu pod mapy, że to ćwiczenia Straży Granicznej i wojska, że to loty poprzeglądowe, albo że wojsko wspiera strażników granicznych w ochronie zewnętrznej granicy Schengen. Czy powinniśmy się czegoś obawiać? Może za wschodnią granicą stało się coś, co zagraża naszemu bezpieczeństwu, a ogólnopolskie media celowo milczą na ten temat.
Jak mówią nasi Czytelnicy, loty bojowych śmigłowców odbywają się również nocą. Maszyn wówczas nie widać, bo latają bez oświetlenia.
– We wtorek, około godziny 22, wracałem do domu i słyszałem jakby szum śmigłowca albo samolotu. Musiał lecieć bardzo nisko, ale na niebie nie było widać. Nie miał żadnych świateł – mówi jeden z mieszkańców Ignatowa (gm. Kamień).
Czytelnicy informowali nas również o ruchach wojsk w okolicach Włodawy i Chełma. Widziano skład, który ciągnął około 50 czołgów w stronę Chełma i platformy transportujące wojskowy sprzęt. Z kolei na ulicy 11 Listopada we Włodawie widziany był patrol rozminowania. Jak podają internetowe serwisy informacyjne, całkowicie wstrzymane zostały też loty szkoleniowe nad Lublinem oraz okolicą. Maszyny z Dęblina nie mogą kierować się w stronę Lublina i terenów przygranicznych.

MON uspakaja

– Aktywność śmigłowców Mi-24 związana jest z realizacją porozumienia zawartego między Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych a Strażą Graniczną, które obejmuje wspólne szkolenie, wymiany informacji i doświadczeń. Takie inicjatywy były prowadzone już wcześniej. W tym roku być może są one bardziej zintensyfikowane z uwagi na odbywające się w Polsce szczyt NATO i Światowe Dni Młodzieży. Mieszkańcy nie mają powodów do obaw – usłyszeliśmy w Ministerstwie Obrony Narodowej.
Uspokaja również rzecznik prasowy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie, Dariusz Sienicki. – Mieszkamy na granicy Unii Europejskiej i mieszkańcy muszą mieć świadomość, że odbywają się i będą się tu odbywać podobne działania – mówi.

Kto zapłaci za szkody?

Przelatujące śmigłowce szturmowe można też było zauważyć w gminie Białopole. Latały m.in. nad Strzelcami-Kolonią, gdzie zniszczyły uprawy.
– To było w ubiegły wtorek około południa. Latały nad moim polem bardzo nisko – maksymalnie 10 metrów nad ziemią. Podmuchy połamały kukurydzę na obszarze około 30 arów. Kto mi za to zapłaci? – mówi Kamil Dowierciał, poszkodowany rolnik.
Mężczyzna złożył skargę do Straży Granicznej i zamierza dochodzić odszkodowania.
D. Sienicki wyjaśnia, że podczas ćwiczeń i działań operacyjnych dochodzi do podobnych sytuacji. W takich przypadkach rolnicy mogą składać zażalenia i dochodzić odszkodowania. Do sprawy wrócimy. (kw)