Lepiej niż urząd pracy

O ponad sto osób wzrosło zatrudnienie w Starostwie Powiatowym w Chełmie w ciągu bieżącej kadencji. Większość z zatrudnionych przyjmowano bez konkursu, jako pomoc administracyjną i gospodarczą. – Mimo takiej skali zatrudnienia koszty zadań wykonywanych przez powiat maleją – przekonuje starosta. To dobrze, że starosta tak zatrudnia czy źle?

Gdy w 2014 roku nowy starosta Piotr Deniszczuk przejmował powiat, pracowało tam 148 osób, w tym 91 osób na stanowiskach urzędniczych (dane na dzień 1 grudnia 2014 r.). W trakcie kadencji staroście wytykano decyzje kadrowe i zarzucano, że zatrudnia partyjnych działaczy. Na sesjach mówiło się o szybko rosnącej kadrze pomocników urzędników. Czasami brakowało dla nich miejsc w pokojach biurowych. Szerokim echem odbiła się też wypowiedź starosty dla naszej gazety, w której deklarował, że pierwszeństwo w zatrudnianiu w starostwie mają osoby, które są mieszkańcami powiatu.

Sprawdziliśmy, ilu pracowników ma urząd dzisiaj. Pogłoski potwierdziły się. Zatrudnienie wzrosło o ponad sto osób (na koniec sierpnia br.). Dzisiaj w starostwie pracuje 255 osób. Co ciekawe, urzędników jest mniej niż na początku kadencji, bo 83. Rzesza to osoby, które obejmują stanowiska nieurzędnicze. Np. na bazie w Sielcu pracuje dzisiaj 76 osób, podczas gdy na początku kadencji było tam 22 pracowników. W samym starostwie, oprócz urzędników, jest 96 pracowników gospodarczych (dla porównania 35 pracowało na początku kadencji).

Ale mimo tak drastycznego wzrostu zatrudnienia koszty zadań wykonywanych przez powiat, przynajmniej według starosty, są niższe. Jak to możliwe?

– Przestaliśmy zlecać zewnętrznym firmom roboty drogowe, np. odśnieżanie, odkrzaczanie i koszenie poboczy – mówi starosta Deniszczuk. – Oszczędności z tego tytułu pozwoliły nam kupić nowy sprzęt i zatrudnić ludzi do pracy na bazie w Sielcu a i tak kosztuje nas to mniej niż było to za moich poprzedników.

Deniszczuk przyznaje, że na samym początku kadencji otwarcie zapowiadał, że w miarę finansowych możliwości powiatu będzie dawał szansę na pierwszą pracę młodym ludziom. – Widzę, w jakiej sytuacji są młodzi. Nie mają szansy na pracę na miejscu. Mogą albo wyjechać albo siedzieć w domu i nic nie robić. To frustrujące dla nich i ich rodzin. Dzięki temu, że zahaczą się w powiecie, skorzystają ze stażu czy prac interwencyjnych, nabierają doświadczenia, wiedzy i pewności siebie. Ci, którzy się sprawdzają, mają szansę zostać na dłużej.

Deniszczuk zaprzecza, że większość z zatrudnionych to działacze PSL. – Większości nawet nie znam, a później się dowiaduję, że np. kandydują do rady gminy z jakiegoś konkurencyjnego komitetu – mówi.

Ale przyznaje, że patrzy czy kandydat do pracy zameldowany jest w powiecie. – Bo podatki, które idą za pracownikami, wracają do nas w subwencji – mówi. (bf)