Lepiej późno niż nigdy?

Urząd miasta, jak widać, nie rzuca słów na wiatr. Obiecali, że chodnik – zniszczony przy okazji remontu sąsiedniej ulicy – zostanie naprawiony i tak się stało. Cóż z tego, że dopiero po dwóch latach i interwencji gazety?

Partyzantów – ulica w ścisłym centrum miasta, którą codziennie przemierzają setki chełmian w drodze do sądu rejonowego, biblioteki, ZUS, KRUS, szkoły podstawowej i uczelni. Tędy ludzie jeżdżą do pracy, na zakupy w pobliskich marketach i dyskontach. Aż wstyd, że akurat ta ulica ma chyba jedną z najbardziej zniszczonych nawierzchni w mieście. Cała w dziurach, które od przypadku do przypadku łatane są przez drogowców – do czasu kolejnych opadów „jakoś” da się jeździć, potem pojawiają się w niej nowe ubytki. Brakuje przejścia dla pieszych na wysokości biblioteki miejskiej i porządnego chodnika. Jakby tego było mało, podczas remontu ul. Sybiraków (dwa lata temu) ciężki sprzęt najechał na zdezelowany chodnik przy Partyzantów (na wysokości sądu) i jeszcze bardziej go zniszczył.

Urząd miasta zapewniał wówczas, że dopilnuje, by wykonawca prac naprawił zniszczony fragment chodnika. – Wykonawca jest zobowiązany do naprawienia wszelkich szkód powstałych w wyniku prowadzonych robót – podkreślali urzędnicy. Okazuje się jednak, że z dotrzymaniem słowa u nich ciężko.

– To kpina. Ewidentnie miasto drwi sobie z ludzi. Minęły dwa lata i dalej nikt nie pojawił się, by naprawić zniszczony chodnik – mówi z oburzeniem czytelnik Nowego Tygodnia.

Zapytaliśmy miasto, dlaczego nie dopilnowało naprawy mimo obietnic i kiedy ulica Partyzantów doczeka się wreszcie remontu. W odpowiedzi na te pytania, w piątek rano (23 września), na Partyzantów pojawiła się ekipa do naprawy feralnego chodnika. Zaraz potem nadeszła odpowiedź z urzędu: „Chodnik został naprawiony”. Szczegół, że dopiero dwa lata później, po przypomnieniu ze strony dziennikarza… Brak komentarza w temacie przebudowy oznacza zapewne, że na takową nie ma co liczyć. Ulica w ścisłym centrum dalej będzie wyglądać jak po wojnie. (pc)